Listonosz

Już z daleka widziałem jak idzie powoli. Torba na jego ramieniu musiała ważyć tonę. Z nieba lał się żar, mimo to nie zdjął czapki. Twarz miał spoconą, czerwoną. Przerwałem rąbanie drzewa i odłożyłem siekierę.

– Witam Panie Listonoszu
– Dzień Dobry. Drzewo Pan rąbiesz?
– Na zimę.
Odkąd zabrakło gazu (nasze weto) pod koniec lata trzeba było szykować opał na zimę. Na szczęście zimy były lekkie. Wiadomo, ocieplenie klimatu. Zalało żuławy, podtopiło Gdańsk. Na szczęście mieszkałem na górce.

Listonosz pojawiał się raz w tygodniu. Ciężki był ich los. W 2006 zastrajkowali. Skończyło się na tym, że klientów przejęła konkurencja. Rząd musiał zareagować bo groźba likwidacji zawisła nad narodowym operatorem pocztowym. Rząd podtrzymał zakaz świadczenia usług pocztowych oraz w swojej nadgorliwości dołożył wyłączność dostarczania paczek do 10kg. Konkurencja szybko padła.

Dodatkowo ludzie ponownie zaczęli pisać listy i telegramy. Nie było przecież Internetu a komórki były tylko dla zaufanych członków partii oraz służb. Jego stary rower rozleciał się, musiał więc robić kilometry na piechotę.

Przysiadł na pniaku, zdjął czapkę, przetarł czoło.
– Polecony, pokwitujesz Pan?
Podpisałem podanym długopisem.
– Ciężka? – powiedziałem współczującym głosem, wskazując na torbę
– Ech, widzisz Pan co ja musze nosić?
Torba była pełna reklamówek jedynie słusznej partii.
– Będzie czym w kozie palić – zaśmiałem się
– Ja tego nie słyszałem – zarechotał – kazali nieść to niosę, po lesie nie rozrzucę, bo pracy nie chcę stracić.

 

4 myśli nt. „Listonosz

Odpowiedz na „delyAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.