26 lat


Dwunastego grudnia skończyłem konstruować mój pierwszy krótkofalarski odbiornik. Antena, rozwieszona między balkonami, już czekała. Tego samego dnia dokonałem, z wypiekami na twarzy, pierwszych nasłuchów.

Trzynastego rano, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem, było włączenie mego cudownego radia. Cisza na fali 3.5 Mhz. Polaków wymiotło. Przez moment złapałem rozmową dwóch gości. Mówili coś o konieczności schowania sprzętu. Chwilę później wpadł zaspany ojciec i kazał zwijać antenę.

Babcia płakała a potem nosiła ciepłą herbatę zmarzniętym żołnierzom. Zamiast Teleranka, smutny gość w ciemnych okularach na tle krzywo powieszonej flagi. Ojca (omal nie?) spałowali na uczelni. Pamiętam patrole. Przepustki na wyjazd do innego miasta. Czołgi. Godzina policyjna. Miałem nawet przepustkę i mogłem po 20 wracać z kursu telegrafii w klubie krótkofalarskim. Pozostały oderwane wspomnienia. Za młody byłem walczyć z komuną.

Sam nie wiem kiedy minęło 26 lat. Dla większości młodych, w tym mojego 12 letniego syna, stan wojenny to kosmos. Tak na marginesie, ciekawe co by zapamiętał gdyby teraz (niemożliwa niemożliwość) wprowadzili stan. Że mu-online i skype przestały działać?

A wy co pamiętacie?

37 myśli nt. „26 lat

  1. Juzwa

    Śnieg i to, że gdybym wcześniej nie wyszedł z woja –
    przytupywałbym na Poniatowszczaku zastanawiając się: co ja tu k… robię?

    Odpowiedz
  2. GIENEK

    To że nie było teleranka, to nie pamiętam bo nigdy nie oglądałem. Ale w poniedziałek miałem iść do szkoły po raz pierwszy trochę później iż na 8-ą, a okazało się że nie ma w ogóle po iść. A potem to czołgi na ulicach, helikoptery, konwoje transporterów opancerzonych i koksiaki na przystankach.

    Odpowiedz
  3. sknd

    nic nie pamiętam, trzy dni wcześniej obchodziłem swój roczek, jak tu po takiej imprze coś pamiętać ;)

    Odpowiedz
  4. ......

    Rocznik 90 więc ciężko żebym cokolwiek pamiętał ale przeraziło mnie to że tylko 20% osób w mniej więcej moim wieku kojarzy tę datę. Następne pokolenie zapomni zupełnie…

    Odpowiedz
  5. fraglesi

    @mafefcia
    Sądząc ze zdjęcia w nagłówku twego blogu, to krótkofalarstwo nie jest ci obce ;-)
    W moim przypadku niestety, moja przygoda skończyła się w roku 1982 z powodu wyjazdu za granicę. Potem co prawda były DX na CB ale to już nie to.

    Odpowiedz
  6. salamandra

    …mialam prawie 3 latka…ale pamietam przewozenie na „tajniaka” martwego swiniaka w bagazniku syrenki pomiedzy wojewodztwami i te przepustki, zeby odwiedzic rodzine…

    Fraglesi, zdales egzamin krotkofalarski??
    znam paru czynnych i paru ex sp… ;)

    (totalne zakrecenie – od 3 dni probuje komentowac i nic mi nie wychodzi – a tu po prostu nie wypelnione pola „name” i „email”) ;(

    Odpowiedz
  7. Switek

    Mialem wtedy 6 lat. Chodzilem do 1-szej klasy. A wlasciwie nie chodzilem, bo do szkoly nie mozna bylo chodzic. Fakt, nie bylo teleranka. Dopytywalem sie, co oznacza stan wojenny, czy to znaczy, ze mamy wojne? Ojciec powiedzial, ze jest mozliwosc, ze bedzie walczyl Polak z Polakiem. Nie moglem tego zrozumiec, dlaczego? Przeciez razem Polacy walczyli z Niemcami? Tak widzialem to jako dziecko.
    Pamietam tez, ze moja siostra, ktora wtedy mieszkala i pracowala w Gdansku miala nieprzyjemnosci, bo byla podejrzana – ze wzgledu na Gdansk.
    Mieszkalem na wsi, wiec do nas czolgi i ZOMO’wcy nie dotarli, ale pamietam, ze byla tez godzina policyjna i nie mozna bylo po 22-giej nigdzie byc. Wiec musialem chodzic wczesnie spac.
    Jestem dumny, ze to pamietam, bo jednak w jakis sposob bralem udzial w tej historii. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  8. kornett

    No to ja jestem starym „zgredem” w porównaniu z Wami. Za dwa dni miałem skończyć 19lat.
    12-go w nocy we czterech, na warszawskiej Woli kończylismy dodruk biuletynu informacyjnego z oświadczeniem KK w Stoczni Gdańskiej o strajku generalnym w razie wprowadzenia stanu wyjątkowego. Połozyłem sie spać chyba koło 3 rano. O 6tej, zaczął mnie tarmosić jeden z chłopaków, mówiąc: „No i żeśmy wykrakali!”
    Z radia usłyszałem głos Jaruzela. Pierwsza myśl jaka nam przyszła do głowy: ratować sprzęt! Ale jak? Offsetów i powielaczy raczej do plecaka nie zabierzemy. Stwierdzilismy, ze trudno – cos wykombinujemy. Napakowałem do torby ( a miałem wtedy taka sporą torbę podróżną, od której ciągle jechało farbą i rozpuszczalnikiem) z 8 paczek biuletynu i z Jackiem jego ojca maluchem ruszyliśmy na Mokotów. Widząc oddziały chłopców z kałaszami, skoty i jakieś przyczajone czołgi, zrozumieliśmy, że to nie są żarty. Jakos dziwnie nikt nas nie zatrzymał po drodze. Była chyba ósma, gdy dotarlimy na miejsce. Do domu dotarłem pół godziny później. Mama zapłakana, ojciec z papierosem w drżącej dłoni powiedział mi, ze jakoś musimy spalić to wszystko, co jest w piwnicy – znaczy się te wszystkie papiery – bo o 5 rano byli po mnie. Niestety, nie mieliśmy pieca, a palenie przed blokiem jakoś chyba nie wchodziło w rachubę, chyba że bysmy pozyczyli koksownik od żołnierzy.
    Nie wiem jak to się stało, że przyszli rano i potem odpuścili sobie. Z pomoca mamy przefarbowałem sobie włosy na jasny blond i przeskoczylem do ciotki mieszkającej kilka przecznic dalej.
    18-go w czasie wyprawy do śródmieścia na Placu Konstytucji zaczepił mnie patrol.
    … Wyszedłem 2 maja. :-))

    Odpowiedz
  9. Flogiston

    Gdyby naród kaczorkom, 21 października roku pamiętnego, nie odebrał władzy, to ich władza też zakończyłaby się prędzej czy później stanem wojennym. Za bardzo mi śmierdzieli totalitarno-bolszwickim zapachem. Ta sama mentalność, ta sama obłuda, ten sam cynizm, te same kłamstwa, ten sam makiawelizm… i to samo poczucie misji – i jedni i drudzy byli przekonani o swojej wyjątkowej wyjątkowości i że bez ich władzy – wszystko runie. Jakoś nie runęło i nie runie …

    Odpowiedz
  10. mafefcia

    @Fraglesi
    Ano nie jest :) tak jakoś wyszło. Kobieta z takim hobby, nawet w eterze można się nasłuchać komplementów :)

    A reszte tematu znam z opowiadań i książek. Nie powiem, żebym żałowała, że tego nie przeżyłam.

    Odpowiedz
  11. SNOL

    Niesamowicie czyta się Wasze wspomnienia, zwłaszcza, że nawet w najmniejszym stopniu nie mam pojęcia o życiu właśnie w sławetnych „tamtych czasach” [liczę 16 wiosen]… I może dobrze?
    Szczerze mówiąc kiedyś miałem takie przemyślenia, że chciałbym dożyć takiego okresu, kiedy będzie wojna lub jakiś przewrót i będę miał okazję wykazać się swoim potencjałem do walki. Ale to było dawno i było głupie. Bardzo głupie. Bo stan wojenny czy wojna to chyba straszne przeżycie. Wy wiecie o tym najlepiej.
    Pozdrawiam i dzielnie bloga czytam, Fraglesi :)

    Odpowiedz
  12. TJK

    Witam
    Hm, co ja pamiętam? W zasadzie niewiele, moja 'młoda młodość’ płynęła dość bezmyślnie ;) co mi się zdarza do tej pory. Zbyt często ;) , ale częściej bezmyślność, niż młodość, co jest oczywistą oczywistością, oo!
    Pamiętam grupy zomoli taszczących wódkę skrzynkami. Ich codzienna, a raczej conocna (godzina policyjna nieodmiennie mi się kojarzy właśnie z tym 'stanem’), droga przebiegała tuż pod moim oknem, które miało nieszczęście być na poboczu pomiędzy 'babcią spekulantką’, a miejscem zakwaterowania bawiących się mundurowych (pobliski internat LO, w którym po roku z kawałkiem rozpocząłem pobieranie nauk). Pamiętam też, z racji częstych wyjazdów do rodziny w Augustowie, przepustki dla wyjeżdżających do innych miast. No, i oczywiście, standardowo – brak teleranka, a zamiast niego 'pszczółkę Maję’ Jaruzelskiego. Ten pan jakość dziwnie zapadł mi w pamięci, cokolwiek negatywnie, choć nijak, w zasadzie, mi nie zaszkodził.
    Azaliż najbardziej pamiętam solidarność ludzi i dziwnie konspiracyjną atmosferę, która udzielała się nawet nastolatkom. Wystarczało słowo, gest, wzrok i nawet najmniejszy 'gówniarz’ z podwórka wiedział o co chodzi. Cokolwiek by to nie było.

    Ot i tyle na szybciutko, bo za chwilkę wychodzę odśnieżać podjazd i chodniki z nagle zasypanego białym puchem – cosik koło 30cm – Massachusetts.

    Aha, w zasadzie wolę patrzeć w przyszłość, niż przeszłość :)

    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  13. bynik

    Ja 13 grudnia wstałem i brak teleranka trochę mnie zdenerwował, ale nie zaniepokoił. Później dopiero generał uświadomił mi czemu takie braki programowe nastąpiły. Później wybrałem się do dużego miasta :-) się na koncert grupy szansonistycznej 2+1 , który niestety, ku mojemu rozgoryczeniu został odwołany. Na pocieszenie ruszyliśmy w miasto, gdzie m. innymi pooglądaliśmy sobie rozwalone szyby, drzwi i meble w siedzibie Solidarności. I tak kręciłem się po mieście do wieczora kiedy to „przyjaźnie” nastawiony milicjant uświadomił mi, że wprowadzono godzinę milicyjną, a ja nie dość, że w innym mieście to jeszcze „po godzinach” ale odbyło się bez konsekwencji. Widocznie człowiek był z „układu”. Jak dotarłem do domu (20 km) nie pamiętam. W domu płacz i mały ochrzan, bo nie wiedzieli co się ze mną dzieje i pocieszająca wiadomość, że jutro nie trzeba iść do szkoły, a co jeszcze przyjemniejsze nie wiadomo kiedy trzeba będzie znowu iść.
    Nie traktowałem stanu wojennego jako narodowego nieszczęścia. Raczej było to zaskoczenie, bo nie wiadomo było co to jest i jak się zachować. By się tego dowiedzieć codziennie jeździłem w różne miejsca i pomimo kilkunastu kontroli, patrolom wojskowym nie przeszkadzało to, że jestem poza miejscem zamieszkania. Dopiero kilkanaście miesięcy później patrol ZOMO pod dowództwem jednego porucznika (poznałbym tego nadgorliwca i dziś, choć nie znam jego nazwiska.) zakwestionował moje prawo do swobodnego poruszania się po ulicach i spowodował kilkunastogodzinną rozrywkę w piwnicach Komendy Miejskiej MO. Gdzie jednym z punktów programu była obserwacja gry w ping-ponga spasionych zomowców.

    Odpowiedz
  14. LL

    Byłam wtedy małą dziewczynką, ale dobrze to pamiętam. Setki samochodów opancerzonych i czołgów przejeżdzających pod naszym balkonem… Pytałam tatę czy to wojna, i kto z kim będzie walczył. Domyślam się, że to było bardzo trudne pytanie, a ojcu, który dzieciom nieba by przychylił, a tu musi zapewnić im przetrwanie w takich czasach, musiało być niezmiernie nieciężko.

    Ojciec dorabiał wieczorami i nockami, miał wprawdzie przepustke ale mama bardzo się denerwowała, czy wróci cały i żywy do domu. Przepustka nie dawała gwarancji, że wróci się bezpiecznie. Po zaułkach urządzano nagonki na ZOMO, policję i żołnieży. W tym napięciu zdarzało się, że Ci strzelali bez zastanowienia nie pytając o nic…

    W domu słuchaliśmy często radia Wolna Europa, na balkonie stało wiadro z wodą postawione przez babcię, w razie gdyby „wrzucono nam petardę”, okna szczelnie zasłanialiśmy. Wieczorami, kiedy rodzice myśleli, że śpimy opowiadali sobie, albo z najbliższymi przerażające historie… pałowania, zapałowania, polowań, aresztowań…

    Mama pracowała w przedszkolu niedaleko starówki, piętro budynku zajmowały siostry zakonne i tam, z uwagi na nie przynoszono nieraz ludzi rannych w zamieszkach. Siostry wzywały wtedy zaufanych lekarzy, żeby nie wozić nikogo do szpitala. W szpitalu wiadomo, wszystkich spisywano, i nieraz zdarzało się, że zabierano do „niewiadomo gdzie”.

    Ze stanu wojennego pamiętam jeszcze wyłączanie telefonu, podsłuchy – „Rozmowa kontrolowana” i wielkie przerwy w dostawie prądu i gazu. Siedzieliśmy wtedy przy lampie naftowej w samym sercu wielkiego miasta, wszyscy po cichutku, po zmroku lepiej było nie ruszac się już z domu. Nawet na ulicach wyłączali światło. Miasto wymierało. To wtedy bałam się zasypiać jako dziecko, poczucie zagrożenia udzielało się i dzieciom.

    Miałam wrażenie, że to jakaś straszna bajka.

    Odpowiedz
  15. Tidon

    Hmmm, nic do pamiętania. 7 m-cy mi wtedy stuknęło ;) A wszystko z opowiadań: nic nie jeździło, cisza w eterze i w realu. Sroga zima.

    Odpowiedz
  16. Pablo

    Ja miałem wtedy dopiero-co skończone 6 lat… Brak teleranka dobrze pamiętam, ale jeszcze to, że ze swoim ciotecznym braciakiem w improwizowanej walce na miecze pokiereszowałem osłonę do wózka swej jeszcze nienarodzonej siostry.
    I potem tymi naszymi „mieczami” wymachiwaliśmy przed oczami panu w okularach, krzycząc, że trzeba zabić Niemca…. to chyba przez ten mundur. Chyba podświadomie jako 5 i 6-cio letnie chłopaki czuliśmy, co się święci.
    P.S. @Fraglesi… Podziwiam twojego bloga. Często go odwiedzam. Zapraszam na swojego, mam coś w Twoim stylu:
    http://www.pablo.szu.pl/?p=88

    Odpowiedz
  17. Jajcuś

    Ja pamiętam, że byłem z rodzicami w pewnym ośrodku wypoczynkowym. I w tym samym ośrodku wypoczywał pan, co normalnie prowadził Dziennik Telewizyjny (bawiłem się z chorym synem tego pana). Widziałem, że ten urlop był dla telewizji dużym problemem, bo aż musieli jakiegoś wojskowego na zastępstwo zatrudnić.
    Pojawił się też gdzieś tam wujek z drugiego końca Polski i wszyscy się dziwili, jak mu się to udało, a ja nie rozumiałem dlaczego.
    To właściwie wszystko i jak przez mgłę, bo miałem wtedy 4 lata, no prawie pięć.

    Odpowiedz
  18. Szyba

    Ja pamiętam właśnie ów brak „Teleranka” i….. o 10-tej w „Trójce” miało być „60 minut na godzinę”. A tu biały szum wszędzie. Ale życie w gospodarce niedoboru przyzwyczaiło mnie, że czasami tu nic nie działa, więc nie wydało mi się to dziwne. A później pamiętam babcie, jak krzyczy na schodach, że wojna wybuchła. A ja- wychowany na „4 pancernych”, „Klossie”, i „Kierunek: Berlin” ucieszyłem się. Zazdrościłem tym, którzy widzieli czołgi i wozy pancerne na ulicach. Uważałem, że to fajnie, będzie można się pogonić z karabinami po ulicach….
    Nie zastanawiało mnie tylko z kim ta wojna- zakładałem pewnie, że difoltowo z Niemcami.
    Pamiętam strasznie nudny program w TV. I że na „Dobranockę” była paskudna bajka o „Warsie i Sawie”- błeeeeee.
    A później miałem radochę, bo do szkoły nie trzeba było chodzić.

    Odpowiedz
  19. Hillary

    A ja miałem wtedy 15 lat i najbardziej pamiętam jak 14.12 pod moim domem przejechała kolumna czołgów, chyba z 7; to byłopaskudne uczucie (stałem przed bramą, jechały jakies 50m ode mnie); wtedy naprawdę zacząłem się bać; jakiś miesiąc później moich kumpli zatrzymał patrol ORMO za śpiewanie na ulicy hymnu radzieckiego (uznano to za prowokację i grozili im aresztem); innym razem kolesiowi przy przeszukaniu na ulicy znaleźli jednego centa USA w portfelu i oświadczyli, że podpada pod paragraf: nielegalne posiadanie obcej waluty i handel walutą. Cieszę się, że nigdy nie zobaczę Kaczora w mundurze generalissimusa ogłaszającego Stan Wojny o Dobro Narodu Polskiego i IV RP na antenie TV Trwam, bo do niedawna to nie było takie pewne że nie zobaczę…

    Odpowiedz
  20. zbigniew

    Poczytałem wszystko co napisaliście powyżej i to kilka razy; pomyślałem, a co ja pamiętam? Otóż pamiętam za dużo, żeby nie powiedzieć: wszystko. Straszna jest taka pamięć.
    Napiszę troszkę i to w skrócie. Owego 13 grudnia raniutko weszła do pokoju gdzie spałem, Babcia Fraglesa, a moja kochana Teściowa, włączyła telewizor i powiedziała do mnie: masz swoją solidarność!
    Na uczelni trawał strajk okupacyjny. Było nas może około 250 osób; mało jak na ok. 1500 pracownikow i kilka tysięcy studentów. Jako jeden z silniejszych fizycznie (przynajmniej tak wyglądałem) dyżurowałem przy bramie wejściowej, przyjechała moja rodzina: żona z dziećmi tj. z „Fraglesem” i jego młodszym bratem. Przywieźli mi bochenek chleba.
    W środku nocy, zomo rozbiło strajk na politechnice; widzieliśmy przez okna jak rozbiegali się. Zastosowano im słynna „ścieżkę zdrowia” tj. przebieżka pomiędzy dwoma szpalerami, lejących pałami zomowców. Później dowiedzieliśmy się, że jeden mężczyzna zmarł na zawał serca, prawdopodobnie. dlatego, że widział co się dzieje z innymi. Czekaliśmy: no to teraz na nas kolej. Nie mieliśmy żadnych szans obrony, budynki uczelni miały tyle okien na parterze i drzwi zamykanych na zwykłe, małe zasuwki, że każdy je mógł wywalić kopniakiem. Padła decyzja: w razie wezwania do wyjścia lub ataku, kobiety do środka i spokojnie wychodzimy! Tej nocy jednak nie przyszli. Następnego dnia po południu, strajk został odwołany; wyszliśmy razem, każdy w swoją stronę. Wychodziliśmy ze łzami w oczach…. nadzieja zamierała. Myślałem wtedy: ten system może tylko przejść w komunistyczny faszyzm.

    Odpowiedz
  21. Sceptyk

    Ja niestety pamiętam bardzo dużo. Miałem wtedy już 46 lat. W sobotę, jako że w niedzielę mogłem dłużej pospać, czytałem do późnej nocy jakąś książkę od której oderwał mnie warkot motorów wielu samochodów. Były to milicyjne :Nyski”. Kilkanaście. Przyjechali po przewodniczącego kopalnianej „Solidarności”, który mieszkał w sąsiednim bloku. Rano, zamiast teleranka, oglądaliśmy z dziećmi na czeskiej TV przygody księżniczki Arabelli z Bajkowego Królestwa. W poniedziałek informacja: krótkofalowcy mają zdać swój sprzęt do specjalnie w tym celu przygotowanych magazynów. Cóż było robić? Powyciągałem jakieś stare graty, które montowałem jeszcze pod koniec lat pięćdziesiątych i przygotowałem do oddania. A prawie nowego FT rozmontowałem prawie na śrubki i pochowałem w różnych, nie rzucających się w oczy, miejscach.
    Tak wyglądały u mnie dwie pierwsze doby SW.
    A potem? Działo się wiele. Było też wiele „pewnych” informacji. A to brat szwagra czyjejś ciotki widział „ruskich” jak się przebierają w polskie mundury. Ktoś widział barykadę utworzoną z autobusów komunikacji miejskiej przed jedną z kopalń rozjechaną na stertę blach przez czołgi. Inny słyszał, że internowanych „Solidarnościowców” rozstrzelano w pszczyńskich lasach. Brak informacji sprzyjał plotce. Ale prawdziwi bohaterowie tamtych dni trwają na ogół w ukryciu. Nie obnoszą się ze swoimi zasługami. Natomiast im więcej czasu upływa od tamtych dni, tym więcej głośnych pseudo-bohaterów.

    Odpowiedz
  22. kmdr_rohan

    Tak od siebie dodam, że część braci krótkofalarskiej spodziewała się, co może nastąpić. Jakieś dwa miesiące przed 13XII – przyszedł „Ukaz” sporządzenia spisu sprzętu nadawczego. Wówczas już szef klub, w którym miałem przyjemność się udzielac – stwierdził, że to zapewne przygotowanie do rekwizycji w razie „W”.
    A o tym, że coś się dzieje – powiedział mi sąsiad – milicjant, wychodzący w pośpiechu z domu w sobotę o 19:00. Na noc zostawiłem właczone radio – około 6:00 obudził mnie generał.

    Odpowiedz
  23. zbigniew

    Sceptyk napisał takie zdanie: /…/”Ale prawdziwi bohaterowie tamtych dni trwają na ogół w ukryciu. Nie obnoszą się ze swoimi zasługami. Natomiast im więcej czasu upływa od tamtych dni, tym więcej głośnych pseudo-bohaterów.” /…/.
    Zdanie to jakoś tak dziwnie znalazło się w tekście za moim wpisem. Zastanawiam się czy ta uwaga – w jakimś sensie – odnosi się do mnie ? Gdyby tak było, byłbym niepocieszony, bo nigdy nie starałem się dorobić sobie kombatanckiego życiorysu.

    Odpowiedz
  24. Kobieta z lekką dłonią

    Pomimo mrozu było mi wtedy ciepło w brzuszku mamausi :). Cieszę się, że nie musiałam się bać..

    Odpowiedz
  25. sad.a.5

    Piekna koszulka z Iron M . , jedna z moich ulubionych kapel i to samo , co Zbigniew , ze komunistyczny faszyzm , reszte opisalam u siebie w blogu , wiec nie bede powtarzala , pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  26. Aglaranna

    Wyrosłam już wtedy z „Teleranka”, włączyłyśmy za to z mamą radio na „60 minut na godzinę” i zdziwiło nas, że jeszcze poprzedniego dnia działający odbiornik jest chyba popsuty, skoro nie działała żadna polska stacja. Odbierałyśmy jednak jakieś stacje zagraniczne, ale mocno zakłócone. Podejrzenie padło więc na antenę, lub przekaźnik- być może chodzi o śnieg? Tamtego roku grudzień był bardzo śnieżny i bardzo zimny. Dopiero chwilę później przyszła sąsiadka z naprzeciwka i powiedziała, byśmy włączyły telewizor.
    Z późniejszych dni pamiętam kilkugodzinną kolejkę w urzędzie miejskim po przepustkę na wyjazd autobusem 12 kilometrów dalej, do babci, która mieszkała sama i do której jeździliśmy wcześniej kilka razy w tygodniu. Przepustki były potrzebne- autobus zatrzymano i kontrolowano przez dłuższy czas wszystkich podróżnych. Pamiętam niesamowitą ciszę w autobusie. Nikt z pasażerów nie komentował, nikt o nic nie pytał, nikt się w ogóle nie odezwał.
    Babcia odmówiła przyjazdu do nas, mieliśmy więc po paru dniach powtórkę z rozrywki, na szczęście następna kolejka po przepustki była krótsza, a potem je całkiem zlikwidowano (przepustki, nie kolejki, jeszcze nie). Mieszkałam wtedy w 150 tysięcznym mieście Tychy. Ani stolica, ani nawet stolica regionu, ale opancerzonych samochodów i wojska było w nim bardzo dużo. Pamiętam swój strach i wątpliwości, czy ja nadal jeszcze jestem u siebie?

    Odpowiedz
  27. Sceptyk

    Do Zbigniewa. Może jeszcze tu zajrzysz i przeczytasz. Nie. Absolutnie nie. Miałem na myśli takich, którzy teraz mówią o swoich przeciwnikach, że stoją tam, gdzie ZOMO, a wówczas bardzo się starali, aby broń Boże się nie narazić na represje. A ci przeciwnicy to niejednokrotnie owi „cisi bohaterowie”. Ja nie należałem ani do jednych, ani do drugich.

    Odpowiedz
  28. zbigniew

    @ Sceptyka
    Przyznam, że troszkę czekałem, czasem zagladałem i teraz bardzo się cieszę, że napisałeś!
    Wesołych Świat i Szczęśliwego Roku życzę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.