Eksmisja


Wiem. Obi­jam się. Kiedyś potrafiłem nawet trzy wpisy dzi­en­nie wygen­erować a teraz jeden co trzy dni. Cóż, na swoje wytłu­macze­nie mam to, że lada dzień czeka mnie eksmisja. Okrutna sprawa.

Gdy byłem stu­den­tem, dobytek mieś­ciłem w dwóch ple­cakach. W pier­wszym ciuchy, w drugim książki. Oże­niony, potrze­bowałem dwóch kursów maluchem. Potem było już tylko gorzej. Lata lecą i człowiek obrasta. Nie tylko w sadło. Samych książek jest lekko ponad tysiąc.

Na szczęś­cie daleko się nie wyprowadzam. Trzy metry do góry i tyleż samo na dół. Latem postanowiony został remont parteru. Opier­ałem się, ale krótko. Żona ma rację. Po 13 lat­ach wstyd tak mieszkać. Ściany, kiedyś nieskazitel­nie białe, teraz nieskazitel­nie szare. Podłoga spękała. Szafki kuchenne – późny PRL. Zna­jomi nie chcieli przychodzić.

Od paru dni trwa skom­p­likowana oper­acja logisty­czna. Żona, urod­zona orga­ni­za­torka, kieruje tra­garzami. To na górę. To na dół. To do gra­cia­rni. Jeszcze tego nie wyrzu­ciłeś? Jedna myśl krąży po głowie: czy ona to wniosła wszys­tko w posagu?

Na dwa miesiące przyjdzie się pożeg­nać z ulu­bioną kanapą. Odcięty od satelity. Kom­puter mam na szczęś­cie w piwnicy. Będę więc pisy­wał. Nie śmiać się! Też was to kiedyś czeka!

Categories: Przemyślenia przy kawie Tags:
  1. Styczeń 7th, 2008 at 22:35 | #1

    Bez satelity!? Bez “Kiep­s­kich”? Bez Telewizji “Trwam”? No nie zazdroszczę…

    Poz­draw­iam

  2. sala­man­dra
    Styczeń 7th, 2008 at 22:58 | #2

    …swiet­nie powiazane z fotka… ;)

    …ale sobie mies­nie ud i poslad­kow wypracu­jesz przez takie bie­ganie po schodach…

    powodzenia

  3. Styczeń 8th, 2008 at 08:33 | #3

    Życzenia wytr­wałości i dobrego okopa­nia się przed orga­ni­za­torką ;) A że czeka to pewne w tym roku. Pzdr.

  4. swoopske
    Styczeń 8th, 2008 at 09:17 | #4

    Haha,

    Jak wyprowadza­łem się z wyna­j­mowanego mieszka­nia, żeby zamieszkać z moją “drugą połową” to zmieś­ciłem się w “malucha”, przy czym najwięcej miejsca zajął mon­i­tor od komputera.

    Już przy przeprowadzce nr 2 (na “własne śmieci”) potrze­bowal­iśmy 2 kursów poloneza truck.

    Za parę lat jak się wybudu­jemy to aż strach myśleć. Trzeba będzie chyba TIR’a zaprząc…

    Poz­draw­iam

  5. sala­man­dra
    Styczeń 8th, 2008 at 09:29 | #5

    …a ja troche zmie­nie temat… Slyszeli­scie, ze “The Wash­ing­ton Post” doce­nil zaslugi pani Sowin­skiej — w rankingu zajela zaszczytne 3, miejsce…

  6. Valdo
    Styczeń 8th, 2008 at 10:43 | #6

    @salamandra.Pewnie ze slyszelismy i to nie tylko z gazety.Ja bym tej Pani drugie a moze nawet i pier­wsze przyz­nal. @Fraglesi.Przeprowadzek nie znosze.Wspolczuje.

  7. kmdr_rohan
    Styczeń 8th, 2008 at 12:33 | #7

    Podobno lep­iej się dwa razy spalić, niż raz przeprowadzić. Bądź dzielny!

  8. zbig­niew
    Styczeń 8th, 2008 at 14:39 | #8

    Policzyłem i wyszło mi, że licząc od kwiet­nia 1945, z moimi rodzi­cami, potem z moimi dziećmi i z moja żoną, a następ­nie już tylko z moją żoną, przeprowadza­łem się — łącznie — 21 razy.
    Zmienial­iśmy kraj, bo stał się ZSRR’em, zmie­nil­iśmy trzy kon­ty­nenty, a na nich 4 kraje. Raz mieliśmy prawo zabrać tylko tzw. ruchome rzeczy (bez mebli!), nasz najm­niejszy bagaż — na początku naszego małżeństwa — to ple­cak, pudło z książkami i neseser żony. Do Afryki jechal­iśmy z 11-toma wal­izkami i z pralką typu Fra­nia i namiotem w dwóch skrzynkach. Później tzn. dalej, bo przez ocean, mieliśmy cztery wal­izki i ok.100 kg, różnych “maneli”, w paczkach pocz­towych. Dwa razy, do naszych przeprowadzek, pojeżdżały potężne tiry meblowe (innych nie można było wyna­jąć), a nasze rzeczy zaj­mowały może 1/5 ich ładowności przestrzen­nej. Wraca­jąc do Pol­ski mieliśmy jeden mały kon­tener, a w nim samochód i 18 paczek + narty. Teraz, chyba zapełnilibyśmy połowę ciężarówki meblowej.
    Najśmieszniejsze są jed­nak takie przeprowadzki, po których wchodzisz do jakiegoś mieszka­nia, kładziesz wal­izki, siadasz na podłodze, a potem ruszasz do Ikeii (tak było w naszym wypadku dwa razy) po jakieś cztery krzesła, stół, mat­erac i jakieś naczy­nia. Życie jest wesołe; kiedy opowiadamy zna­jomym o naszym “cygańskim” życiu, to często słyszymy: my byśmy tego nie przeżyli !!!

  9. Cpols
    Styczeń 8th, 2008 at 17:27 | #9

    @zbigniew
    Lep­szy jestes bo ja od maja 1945 tylko 13 razy. Ale ja pra­cow­alem przy przeprowadzkach za mlodych lat (na tzw. sak­sach) i pakowanie mam opanowane do per­fekcji.
    Jesli chodzi o idiote roku i trze­cie miejsce p. Sowin­skiej to mysle, ze Fra­glesi pewnie wykom­bin­uje cos b. wesolego.

  10. Kanadol
    Styczeń 8th, 2008 at 17:57 | #10

    Zbig­niew,
    Wiem co to znaczy bo wtym samym mniejwiecej cza­sie przeprowadza­lem sie 24 razy. Nie pisze tego aby pobic jakis “rekord”, po prostu potrafie to wszys­tko sobie wyobrazic i jak pokazuje zycie… da sie to przezyc. Jako cieka­wostke, musze dodac, ze na prze­dostat­nim miejscu, mis­zkalismy 10 lat i to byl najd­luzszy okres w jed­nym mieszka­niu.
    Fra­glesi, pozdrowienia i wytrwalosci…

  11. Klara
    Styczeń 8th, 2008 at 21:16 | #11

    Każdy stopień wydłuża życie o sekundę. Jezeli remont potrwa dostate­cznie długo, to może i dwusetki doży­jesz. ;)

  12. Styczeń 9th, 2008 at 09:29 | #12

    Nie no to powodzenia :) w sumie na nowej drodze życia :p

  13. Styczeń 9th, 2008 at 21:06 | #13

    Naj­gorsze są te przeprowadzki o pięć metrów w bok. Pracy potrzeba chyba tyle samo co na przeprowadzkę do innej dziel­nicy. :) Powodzenia.

  1. Luty 25th, 2008 at 14:54 | #1
  2. Maj 1st, 2008 at 09:44 | #2