I co kiciu?

Leżę sobie na kanapie delektując się odręcznie napisanym listem, który właśnie otrzymałem. Wpada żona. Pierwsza myśl: no tak, zaraz oczy mi wydrapie. Było nie było, list od młodej kobiety. Tymczasem ona, wyciąga miarkę i zaczyna mnie mierzyć. Niczym westernowy grabarz pojedynkujących się.

Uff, okazało się, iż musi znać wymiary kanapy, bo lada dzień zostanie zniesiona na dół. Trwający trzy lata remont, dobiega końcowi. Podobnie i ja.

W pewnym momencie zacząłem podejrzewać, iż panowie budowlańcy, prawem zasiedzenia zajęli parter. Ściągnęli rodziny. Nam pozostała piwnica i pierwsze piętro, połączone korytarzem pionowym.

Przyzwyczaiłem się do niewygodnej kanapy. W marcu skończyły się wiercenia, stuki i łomoty. Dało się żyć. Ganiając piwnica-piętro-piwnica nabrałem kondycji.

Najmniej remontem przejmuje się Roman. Wraz z psem zwanym Mila, założyli mafie ogrodową. Nieszczęsny jest kot, który zapędzi się na terytorium Romana. Cappo lokalizuje go i ściąga Milę. Ta zapędza obcego na drzewo. Jest bez szans.

Wczoraj Roman zamordował ptaszka. Żona zagroziła, że powiesi mu dzwoneczek na szyi.
– To nawet to chcesz mu zabrać? – oburzyłem się – Najpierw zabrałaś męskość a teraz chcesz pozbawić jedynej rozrywki jaką ma???

A propos kastracji, żona była z koleżanką w teatrze. Główna bohaterka wchodzi w posiadanie złotej rybki. Rybka, ratując życie, obiecuje spełnić trzy życzenia ale bohaterka (pani lat 50) ma wszystkiego pod dostatkiem. No może oprócz jednej rzeczy. Zgadnijcie jakiej ;-)

W końcu wpada na pomysł: zamień tego oto kocura w młodego, pięknego księcia z bajki. Życzenie zostaje spełnione.
– I co kiciu? Teraz żałujesz, że mnie wykastrowałaś? – mówi książę-kocur przeciągając się lubieżnie.

7 myśli nt. „I co kiciu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.