Home > Przemyślenia przy kawie > Obłęd w oczach albo co nie zabije to cię wzmocni

Obłęd w oczach albo co nie zabije to cię wzmocni

Zacząłem bać się pisać. Stąd moje par­o­d­niowe mil­cze­nie. Już po raz kole­jny wykrakałem. Tym razem sobie.

Czwartkowy wpis skończyłem słowami “Szy­bko spo­jrzał na ekran. No tak, znowu jakaś blon­dynka wysłała 100MB mejla do tysiąca innych. blondynek.…bla bla bla”. Zwykłe prob­lemy admina. W piątek było, tak jak radził Hitch­cock: Na początku powinno być trze­sięnie ziemi a potem napię­cie powinno rosnąc.

Trzęsie­nie ziemi sam sprowokowałem. O świcie zaatakowałem szczyp­cami kłębowisko. Po godzinie nic nie dzi­ałało. Po dwóch godz­i­nach wró­ciło do życia. Popi­jałem kawę, patrząc z dumą na moje dzieło. Odzyskałem 5 kabli sieciowych, cztery zasi­la­jące, jedną kamerę inter­ne­tową, tablet, trzy kable audio i 2 kilo kurzu.

Tym­cza­sem napię­cie zaczęło ros­nąć. Nie blon­dynki a spamerzy, nie jed­nego a setki tysięcy mejli wysłali. Pod­szy­wa­jąc się pod fotka.pl oraz naszą klasę. Tego jeszcze nie było.

- Wszys­tkie ręce na pokład! – krzyknąłem – do pomp! Odpowiedzi­ała mi cisza, bo mój admin (poz­draw­iam Tomek, serdecznie poz­draw­iam!) pojechał na zlot ping­winów w Kryn­icy Górskiej. Fajnie tam musi było. Słonko, piwo, kumple i… kuracjuszki. A ja rzu­całem nie powiem czym, bo może dzieci czytają.

Do tego wszys­tkiego przez dwa dni ciurkiem lał deszcz.

O szes­nastej patrzyłem błęd­nym wzrok­iem i gryzłem. Na widok kom­put­era toczyłem pianę, zaś za słowa “Inter­net, email, ser­wer, log­mail, Loa­d­Av­er­age” gotowy byłem zabić.

Sobotę przes­pałem, jak ryc­erz po stoc­zonej bitwie, zaś w niedzielę odchami­ałem się w … fil­har­monii. Żona zaciągnęła mnie na poje­dynek zespół rock­owy vs. orkiestra.

Dinoza­ury pol­skiego rocka dały czadu. Orkies­tra nie miała szans wobec tysięcy watt jakie pan dźwiękowiec wydobył z wiel­kich czarnych pudeł. Zapom­niał widać, że to sala o bardzo dobrej akustyce a nie otwarta przestrzeń.

Wokalista pił dużo (tym razem) wody i zużył rolkę ręczników jed­no­ra­zowych. Machał sto­jakiem z mikro­fonem. Wygi­nał śmiało ciało. Krę­cił długimi włosami. Bab­cie, córki i wnuczki, jed­nym słowem fanki, falowały. Panowie krę­cili komórkami. Ku pamięci.

Przy bardziej chwyta­ją­cych za serce utworach (“Nie wiele ci mogę dać”, “Ewka”) pojaw­iły się światełka. Gdzieś z dziesięć. Nie zapal­niczki (sys­tem prze­ci­w­pożarowy!) a komórkowe ekraniki.

Pod koniec jedna młoda pani nie wytrzy­mała i zaczęła Taniec św Wita. Po jakimś cza­sie dołączyły do niej kole­jne 3 osoby, a pod sam koniec żona. Reszta kiwała się dos­to­jnie w fotelach. Praw­ice opuchły od oklasków.

W samo­chodzie przes­zliśmy na język migowy. Bębenki szlag trafił.

Categories: Przemyślenia przy kawie Tags:
  1. Kwiecień 21st, 2008 at 15:05 | #1

    bedzie dobrze…

  2. Irena
    Kwiecień 21st, 2008 at 17:54 | #2

    Jako jas­nowłosa (siwawa) powiem : najczęś­ciej
    głu­pio i śmiesznie postępują nie blon­dynki, a brunetki .To są prze­cież naj­ciem­niejsze
    blon­dynki. :-) . Za naj­gorszych ( w kon­tekś­cie twego opowiada­nia) uważam złośli­wych, natręt­nych , niepros­zonych gości spamow­ców. Na dodatek często ich spamy są redagowane niby po ang­iel­sku, niby po niemiecku , albo po “fran­cuskiemu” etc. etc.. Mam nadzieję ‚że w końcu zna­jdzie się skuteczna metoda by spamow­ców kom­plet­nie wyrzu­cić z internetu!

  3. TiweK
    Kwiecień 21st, 2008 at 20:22 | #3

    Wró­ciłem.
    Słońca nie było, na kuracjuszki nie było czasu, bo wykłady, naprawdę fajne choć w tym roku na nieco niższym poziomie niż zwykle. Było piwo, jaś wędrown­iczek, krup­nik i … oscypki z rusztu.
    Zas­tanaw­iam się jak to jest. Zawsze kiedy wyjeżdżam coś się dzieje. Gdy byłem na wcza­sach w Grecji w antenę od inter­netu strzelił piorun, kopa rzeczy się popal­iła (pier­wsze moje wczasy).
    Jak 2 lata później pojechałem w czeskie góry zep­suł się dysk w ser­w­erze.
    Nie mówię o każdym wyjeździe na Ping­winaria.
    Poza tym od 13 wal­czyłem z Tobą, więc .…
    Cza­sem musi być gorzej, żeby jak jest lep­iej świeciło słońce nawet w Two­jej piwnicy.
    pozdrówka.

  4. miron
    Kwiecień 21st, 2008 at 22:27 | #4

    a gdzie „kobi­eta z lekką dłonią ” ??? nie komentuje .….….. ????

  5. akwa­ma­niak
    Kwiecień 21st, 2008 at 22:43 | #5

    jakie piękne foty pyszcza­ków na twoim blogu , samiec red-red i w odd­ali yelow

    nic dodać nic ująć „ pielęg­nice — pię­kno i pasja”

  6. Kobi­eta z lekka dlonia
    Kwiecień 22nd, 2008 at 07:10 | #6

    Panie Mironie,
    alez caly czas tutaj jestem :)
    Bardzo wspol­czuje awarii sprze­towej ;) ..

  7. Kwiecień 22nd, 2008 at 08:02 | #7

    Panie Black­ops, przy­jedź pan. Sieć nie działa.”

    Ale jak wychodz­iłem w nocy, to działała…”

    No właśnie, jak pan jesteś, to dzi­ała. Przy­jedź pan.”

    Wyrazy głębok­iego współczu­cia. I zaz­drości, bo z odchami­aczy to mi ostat­nio jeno teatr offowy został…

  8. Kwiecień 24th, 2008 at 14:19 | #8

    świet­nie napisane!

  1. Brak jeszcze trackbacków