Miałem sen

Skończyliśmy śniadanie. Auto zapakowane. Pora w drogę. Szeroka i gładka jak stół 59-tka doprowadziła nas po kilkudziesięciu minutach do Mrągowa.

Wszystkie miasteczka, a nawet najmniejsze wioski, starannie odseparowane ekranami akustycznymi. Szkoda, bo nie można było podziwiać wspaniałej mazurskiej architektury.

Zatankowaliśmy na obwodnicy Mrągowa. Wodorowe staniało, spadło poniżej złotówki. Słuszną była decyzja zakupu nowego auta. Zresztą lada moment benzyniaki zostaną zakazane. Tiry, najwięksi truciciele, już dawno znikły z dróg. Wyparł je tani transport szynowy.

Pognaliśmy czteropasmową 16-ka w kierunku Olsztyna, ze średnią prędkością 160 km/h. Na tego typu drodze komputer pokładowy nie pozwalał na więcej.

Olsztyn minęliśmy nowiuteńką, oświetloną w nocy, obwodnicą. Z dala widać było szklane wysokościowce w centrum. Przemknęliśmy obok międzynarodowego lotniska im. Jana Pawła II. Właśnie lądował Airbus 380. Rzeczywiście gigant.

W Ostródzie dobiliśmy do międzynarodowej E77 z Warszawy do Gdańska. Po trzy pasy w każdą stronę. Komputer przejął pełną kontrolę i mogliśmy przekroczyć 200 km/h. Ruch znikomy. Warszawiacy wolą jechać nad morze polskim TGV. Taniej i znacznie szybciej.

Za niecałe trzydzieści minut będziemy w Gdańsku. Wstałem z fotela kierowcy i poszedłem na tył coś zjeść….

– Nie śpij! – szturchnęła mnie żona – jedziemy, zielone!
Sen prysł niczym sen o Indiance na koniu. Z tyłu trąbili.
– Jezu ale miałem sen – westchnąłem i wrzuciłem bieg.

W oparach spalin wypluwanych przez mijane tiry, zaczęliśmy mozolnie przebijać się przez kolejne roboty drogowe. Paru opalonych na ciemny (dziewczyny lubią?) brąz gości, w pomarańczowych kamizelkach odblaskowych, zwisało na łopatach.

Przed nami jeszcze krajowa siódemka – trasa samobójców. Do Gdańska, o ile dobrze pójdzie, cztery godziny.

Serdecznie zapraszam na, jak to określiła córka Małgosi, wredne zdjęcia z Mazur

9 myśli nt. „Miałem sen

  1. salamandra

    we wszystko bym uwierzyla… tylko nie w to ze na polskiej drodze zasnac mozna…

    … ale witaj spowrotem…

    Odpowiedz
  2. Darek

    Nie jest tak źle, skoro na mazurach mobilny net chodzi:P
    Pamiętam czasy, gdy 10 lat temu miałem komórke wielkości prawie cegły, pożyczyłem łodkę i nagle zachciało mi sie zadzwonić do kolegi z Duesseldorfu. W potoku jego zdziwienia typu unmoeglich, unglablich… itp. odczułem jednak swego rodzaju radochę, że jednak u nas jest coś moeglich :P

    Odpowiedz
  3. Małgosia

    A my wracając z Mazur pojechaliśmy autostradą – dostępnym kawałkiem A 1. I to było piękne! Jak w twoim śnie…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.