Home > Rzeczywistość skrzeczy > Szambo ekologiczne czyli o grzebaniu się we własnym gównie

Szambo ekologiczne czyli o grzebaniu się we własnym gównie

To jest tekst dla odważnych. Esteci, wrażliwi, oraz ci którzy brzy­dzą się, tym co ludzkie, nie powinni go w żadnym wypadku czy­tać. Nie krop­kuje słowa “gówno”, bo jestem wkurzony.

Czy­tam w mądrych książkach, że już starożytne per­skie miasta, ponad 3 tysiące lat temu, miały sys­tem odprowadza­nia ścieków. Moje tysią­clet­nie miasto do tej pory nie skanal­i­zowało niek­tórych dziel­nic, w tym mojej. Chcąc nie chcąc jestem posi­adaczem eko­log­icznego szamba. Nieszczęśli­wym posiadaczem.

Jest 21 wiek. Wiek kom­put­erów, Inter­netu, lotów w kos­mos. Mnie tak nie wiele dzieli od posi­ada­nia drew­ni­anej wygódki z tyłu domu.

Prezy­dent mojego miasta marzy o jed­nym: pozostawić po sobie pom­nik — Sta­dion Baltic Arena a i przy okazji zapewnić godziwą emery­turę. To, że mieszkańcy pławią się w gównie, albo stoją kilo­metrowych korkach, nie ma dla niego żadnego znaczenia.

To co wydalamy spływa rurkami do dużego zbiornika (osad­nika) i tam jest (podobno) zżer­ane przez bak­terie. Tak zwana “szara woda” wypływa górą i za pośred­nictwem pompy i drenażu, przenika do gleby.

Przepływa przez położony niżej ogród sąsi­ada (trawa rośnie mu jak sza­lona) i po jakimś cza­sie, podobno oczyszc­zona, zasila pob­liskie jezioro. Nie kąpię się w nim.

Zawartość osad­nika trzeba w porę opróżnić, bo inaczej w piwnicy zaczyna bić śmierdzące źródło. Oczyszcze­nie zaj­muje dzień roboty. Pil­nuje więc tego.

Rok temu zaczęła szwankować pompa. Wymieniłem na nową. Padła po trzech miesią­cach. Spec­jal­isty­czna firma zain­stalowała nową ze skom­p­likowanym sys­te­mem czu­jników i sterown­ikiem. Gówno pod kon­trolą kom­put­era. Poczułem się w końcu w 21 wieku.

Niestety dzisiaj rano gówno po raz kole­jny zwyciężyło. Czu­jniki zaw­iodły. Pompa osza­lała. Kom­puter się wypiął.

Zakasałem rękawy. Dostałem się do studzienki z czu­jnikami i pompą. Zacząłem czyś­cić. Przy­lazł wygłod­ni­ały Kot Roman. Ostrożnie powąchał klapę i roz­darł ryja: jeść. Stał tak nade mną i darł się. Nie wytrzy­małem i chci­ałem go wrzu­cić do studzienki. Na szczęś­cie uciekł.

W poniedzi­ałek ściagnę fachow­ców, którzy instalowali pompę. Pewnie skończy się awan­turą. Tylko jak zmusić wszys­t­kich domown­ików do nie korzys­ta­nia z ubikacji do poniedziałku?

Categories: Rzeczywistość skrzeczy Tags:
  1. Wrzesień 6th, 2008 at 14:53 | #1

    mówiąc krótko — gów­ni­ane widoki ;)
    znam ten ‘ból’ , a raczej smród, miałem taką nieprzy­jem­ność w przeszłości
    współczuję
    a prezy­denta do szamba ;)
    poz­draw­iam mimo wszystko

  2. Mał­gosia
    Wrzesień 6th, 2008 at 15:10 | #2

    Został Wam fra­gle­sowy lasek. Później grzyby będą rosły jak szalone:)

  3. Kobi­eta z lekką dłonią
    Wrzesień 6th, 2008 at 15:49 | #3

    Hmmm, jestem zdzi­wiona, że można mieć tyle prob­lemów z oczyszczal­nią. Moi rodz­ice zaopa­trzyli się w to cacko i są bardzo zad­owoleni. Dzi­ała bez zarzutów, cynie rosną prze­cud­nie ;-) …Nie pamię­tam, aby była mon­towana pompa. Być może ze względu na brak piwnicy i spływ graw­ita­cyjny.
    A jeżeli masz pompę, to może za głęboko zna­j­duje się jej wlot i się zapy­cha najzwyczajniej?

  4. Zbig­niew
    Wrzesień 7th, 2008 at 08:03 | #4

    /…/ “Zakasałem rękawy. Dostałem się do studzienki z czu­jnikami i pompą. Zacząłem czyś­cić.” /…/ — ten frag­ment mnie aut­en­ty­cznie zaniepokoił. ABC wszys­t­kich kanalarzy mówi: do żadnej studzienki kanal­iza­cyjnej, zbiorników ścieków, a zwłaszcza szamba.….nigdy i po żadnym pozorem, nawet najtęższe chłopy nie mogą włazić, wkładać tam głowy, a nawet się nad nimi pochy­lać BEZ ODPOWIEDNIEJ ASEKURACJI. Powód jest banalny i nie jest to jedynie smród; tutaj chodzi o toksy­czne gazy, które już — niestety — pozbaw­iły świado­mości wielu, wielu nieostrożnych, a wod­nista treść ścieków dopełniła reszty.… na zawsze!!! Skończyłem!

    Swoja drogą, tak sobie myślę, że pomimo wszel­kich, doty­chcza­sowych dokonań ludzkości, wciąż trudno nam się, tak na dobre, “oder­wać od miski i kibla”! Tyle, że o ile “misce” ludzie gotowi są poświę­cić ogromne ilości czasu, to temu gdzie i jak złożyć to czego nie udało się strawić i to co zmyliśmy z siebie.……nie jakoś star­cza już czasu! Ciekawe dlaczego tak jest? bo prze­cież te dwie czyn­ności fizjo­log­iczne, to sama ISTOTA pro­cesów życiowych!

  5. Kobi­eta z lekką dłonią
    Wrzesień 7th, 2008 at 14:17 | #5

    Obaw­iam się Panie Zbig­niewie, że zbyt późno podzielił się Pan zna­jo­moś­cią przepisów
    BHP! ;-)

  6. Levy
    Wrzesień 8th, 2008 at 07:58 | #6

    Sam też mam szambo — niestety zwykły (nieduży — po raz drugi niestety) zbiornik, który trzeba opróż­niać śred­nio co 3 tygod­nie. Bo dzi­ałka nieduża i nie ma miejsca na eko­log­iczne (tzn. na rozprowadze­nie drenażu). Mimo to też wrzu­cam do niego bak­terie, przy­na­jm­niej nie śmierdzi tak mocno i w razie “W”, gdyby się wylało, to też szkoda będzie mniejsza.
    Nadzieja w tym, że pol­skie gminy (albo przy­na­jm­niej miasta) zgod­nie z jakimś uni­jnym przepisem muszą chyba do 2012 roku doprowadzić wszędzie kanal­iza­cję. Inaczej będą płacić kary.

  7. sala­man­dra
    Wrzesień 8th, 2008 at 11:07 | #7

    …moi rodz­ice w Polsce tez korzys­taja z urokow posi­ada­nia szamba i tez oczekuja z niecier­pli­wos­cia pod­laczenia do najblizszej oczyszczalni, a poki co wywoza — bak­terie sie nie sprawdzily, prob­lem jak u Fra­gle­siego — po awarii drugiej pompy stwierdzili, ze nie warto sred­nio raz na rok kupowac nowej i zamaw­iaja “szam­bonurka” z beczkowozem, … cale szczescie ze szambo gigan­ty­czne jest i wywoz sred­nio co 4 miesiace…

  8. miron
    Wrzesień 9th, 2008 at 21:33 | #8

    u mnie 12 metrów sześ­ci­en­nych ma szambo , zapeł­ni­amy je 6 osobową familią w śred­nio 25–27 dni , na szczęś­cie nie muszę tego pilować , bo byłby cza­sami zakaz korzys­ta­nia z WC-eta .….., przele­wani ena ogród byłoby niemiłe !!!!

  9. kazadoom
    Lipiec 22nd, 2009 at 19:26 | #9

    Niestety nie podzielam zda­nia kolegów. Jakoś mi do głowy nie wpadło stosowanie elek­tron­iki do szamba. Mam szambo eko­log­iczne z drenażem, zwykłą pompę z pławikiem i hula jak lalka. Wybieram z odsto­jnika raz na rok, wymieniam wkład raz na rok, i dokarmiam bak­terię raz na miesiąc (znaczy się dodaję określonych specy­fików).
    Raz mi pompa padła, ale koszt 250 zł pogrze­banie się we włas­nym szam­bie nie stanowi prob­lemu, biorąc pod uwagę kilka lat użytkowa­nia.
    U mnie na razie dzi­ała bez spec­jal­nych problemów.

  1. Brak jeszcze trackbacków