Nadkomisarz Gerhard Hein — scena 11

11 marca 1930, wtorek, godzina 13:40, gospoda „Zum Golden Anker”1, Olivärstraße 8, Neufahrwasser
Neufahrwasser znany był ze swych licznych lokali rozrywkowych, a jeszcze bardziej z wypełniających je cudnej urody Gdańszczanek, które – oczywiście za niewielką gratyfikacją — gotowe były uchylić bram raju wyposzczonym synom Neptuna.
Od dawien dawna bawiono się w znajdującej się na ulicy Weichselstraße2 6 Wielkiej Karczmie Balastowej. Był tam sklep z wyszynkiem i kręgielnią, chętnie odwiedzany przez marynarzy oraz robotników z pobliskiego składów. Mała Karczma Balastowa, zwana również Giełdą Gdańską, położona przy tej samej ulicy pod numerem trzynaście, była lokalem o wyższym standardzie, odwiedzanym przede wszystkim przez kapitanów statków, szanowanych mieszczan oraz gdańskich urzędników.
Na pobliskiej ulicy Schleusenstraße3 13 znajdowała się gospoda „Im Golden Schiffchen”4. Stołowali się tam kapitanowie i najbardziej cenieni sternicy. Mniej zacnych pilotów, robotników portowych oraz rzemieślników można było spotkać w położonym przy Sasperstraße5 54 lokalu o wdzięcznej nazwie „Zur Sonne”6. Przy ulicy Schulstraße7 10 funkcjonowała gospoda „Der Stern” przemianowana z czasem przez właściciela Ewalda na „Hotel de Danzig”. Zatrzymywali się tam kapitanowie, urzędnicy podatkowi oraz podróżujący mieszczanie.
Gospoda „Pod złotą kotwicą” (Olivärstraße osiem) była szczególnie chętnie odwiedzana przez krewkich marynarzy. Nieustannie dochodziło tam do burd, bijatyk na pięści a czasem i na noże. Co rusz musiała interweniować policja, która na szczęście miała blisko. Siedziba VII rewiru mieściła się wręcz za ścianą, w sąsiadującym budynku (Olivärstraße 6/7). To właśnie do tej niejako „zaprzyjaźnionej” gospody skierował swoje kroki komisarz kryminalny Otto Schulz.
- Pod latarnią najciemniej – zarechotał w myślach i uśmiechnął się lubieżnie otwierając drzwi do znanego mu dobrze lokalu.
Doświadczenie nabyte podczas długoletniej pracy w obyczajówce, podpowiadało Schultzowi, iż najlepszą porą na wizytę w miejscach rozpusty są godziny wcześnie popołudniowe. Wieczorem gdańskie córy Koryntu pracowały. Wstawały koło pierwszej, drugiej po południu. Wygłodniałe niczym stado papug, oblegały szynkwas, niezaprzeczalne królestwo tamtejszego obera Hansa Stolza.
- Dzień dobry panie komisarzu! — Stolz uśmiechnął się od ucha do ucha na widok znajomej twarzy policjanta. — Dawno żeśmy pana komisarza u nas nie widzieli.
- W trupiarni teraz robię – odpowiedział Schultz krótko.
– Aaaa znaczy się awans – ober pokiwał ze zrozumieniem głową i symbolicznie przetarł fragment bufetu przed komisarzem nie pierwszej świeżości szmatą – Piwo, a może coś mocniejszego?
– Tylko piwo – policjant przysiadł ciężko na barowym stołku, na ladę odłożył kapelusz. Wyjął papierosy. Rozejrzał się.
Lokal był jeszcze pusty o tej porze. Przy stoliku pod oknem siedziało dwóch dokerów, którzy podejrzliwie i nieco nerwowo zerkali na zdekonspirowanego głośnym powitaniem przedstawiciela władzy. Za filarem, nad kuflem piwa Artus Bräu, kimał stary zakrystianin Kättel, z pobliskiego Himmelfahrtskirche8, jak zwykle przekonany, iż tym razem nie znajdzie go tutaj wielebny proboszcz Grossmann.
Hetery strzygły oczami w stronę oczekującego na chmielowy trunek policjanta. Chichocząc wymieniały szeptem uwag na temat komisarza.
– Dziewczynki, zamknąć się – skarcił je ober. Przed komisarzem pojawił się oszroniony kufel.
– No, co? — zaśmiała się rezolutna Lili. — Znamy się przecież od lat z panem komisarzem, nie?
Komisarz milczał, uśmiechając się tylko pod nosem. Powoli zaciągnął się dymem.
- Pan komisarz pamięta, jak dał mi popalić wtedy tuż przed Bożym Narodzeniem. — Lillie przeciągnęła się lubieżnie. — Dawno nikt mnie tak nie.…
– Lillie! — przerwał jej ostro ober. — Nie masz nic innego do roboty? – warknął.
– Pan komisarz przyjdzie dzisiaj wieczorem. — kontynuowała niespeszona. — Pokój numer trzy. Razem z złotoustą Lolą zrobimy darmowy… — Przerwała uchylając się przed zmierzającą w jej kierunku ścierką Stolza. Reszta dziewczynek zachichotała radośnie.
– Pan komisarz wybaczy, rozbestwiły się ostatnio – skwitował ober. Schultz zaśmiał się nosowo i siorbnął piwo.
Policjant zatrudniony w wydziale obyczajowym gdańskiego Kripo narażony był w czasie służby na różne pokusy. Schultz nieraz, kontrolując czy nie naruszano prawa i porządku w licznych w Gdańsku domach publicznych, nieraz wracał późnym świtem do domu, chwiejąc się na nogach i podśpiewując sprośne piosenki. Bywało też, że objuczony był zarekwirowaną nieprzyzwoitą i brukową literaturą. Gdańska „obyczajówka” czuwała bowiem również i w ten sposób nad moralnością mieszkańców Wolnego Miasta.
Schultz położył na szynkwasie fotografię.
– Znacie ją Stolz?
Ober wytarł ręce i wziął ostrożnie zdjęcie.
– Uuu… nadpalona jakaś – skomentował.
– Nie dworujcie sobie. Ona nie żyje.
– A to może ta, co to ją wczoraj znaleźli tam nad kanałem?
– Ona.
– Hmm, nie wiedziałem jej nigdy. Młoda, szkoda dziewczyny.
– Lillie? – komisarz przechylił się w kierunku ciągle rozbawionej panienki i wyciągnął w jej stronę zdjęcie.
Prostytutka spojrzała. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie.
– Boże… – wyszeptała. — Nie znam. Żadna z naszych.
– No to mamy problem – powiedział komisarz. Jeżeli zabitej nie kojarzył ani mający świetne rozeznanie w tutejszym półświatku ober, ani dobrze obeznana z konkurencją Lillie, prawdopodobieństwo ustalenia tożsamości martwej dziewczyny w innych okolicznych przybytkach rozpusty malało prawie do zera.
Schultz schował zdjęcie i dopił piwo. Chciał zapłacić, ale ober zaprotestował mówiąc, że to na koszt firmy. Otto kiwnął mu głową, ubrał kapelusz i wyszedł. Siedzący pod oknem dokerzy odetchnęli z ulgą.
—
1Pod złotą kotwicą
2 ul. Starowiślna
3ul. Zamknięta
4„W złotym stateczku”
5ul. Na Zaspę
6Pod słońcem
7ul. Szkolna




















Miej na mnie oko