Home > Born to be wild > Stuk stuk stuk….

Stuk stuk stuk….

0

… auto zaczęło coraz dobitniej dawać nam do zrozumienia, że jak my chcemy podróżować po takich wertepach, to ono wysiada.

Po zwiedzeniu przez Mirka Mikołajek (ja byłem tam już trzy i pół tysiąca razy, więc pilnowałem samochodu) postanowiliśmy zobaczyć Śniardwy z bliska. Zamiast jechać porządną asfaltową drogą do Orzysza, wybraliśmy oznaczoną w naszym atlasie jako biała gruba.

Już po chwili koła załomotały o bruk. Po następnym kilometrze zacząłem obawiać się o plomby. Z przodu po lewej zaczęło coś stukać w zawieszeniu. Bruk się skończył, wjechaliśmy na tarkę. Idealna trasa do testowania zawieszania, o długości … 20 km.

- M-o-ż-e z-a-w-r-ó-c-i-m-y? – spytałem dzwoniąc zębami.
- N-i-e – oddzwonił Mirek.

Stukocząc parliśmy więc przez Puszczę Piską. W samym mateczniku o dziwo przystanek PKS. Nowiutki. I dwa parkingi dla wytrzęsionych. Śniardw ani widu ani słychu. Gromkim uff powitaliśmy, oznaczoną kolorem jasnym żółtym w naszym papierowym gps-ie, drogę.
- Autostrada – powiedział Mirek.

Wdzięcznymi zygzakami omijaliśmy rozliczne leje po meteorytach, od które spadły od czasu ostatniego remontu, czyli mniej więcej wczesnego Gomółki. Auto klekotało niczym Bocian na widok stada żab. Dostukaliśmy się do Gołdapi.

Czterech znudzonych dżentelmenów, w pustej stacji diagnostycznej, stwierdziło, że nie mają czasu, i skierowało nas do mechanika Wani. Wania, pozostał niewzruszony na Mirka błagania i powiedział, że może pojutrze, albo w przyszłym tygodniu, będzie mu się chciało zajrzeć. Patrząc na to co wala się po placu, zrozumiałem, że zakład wyspecjalizowany jest raczej w rozbiórce samochodów, i eksporcie części do mateczki Rasiji, niż usługach dla ludności.

Po krótkim błądzeniu dobiliśmy do położonego na końcu świata królestwa Pani Sławy.

Cdn.

VN:F [1.9.12_1141]
Rating: 7.8/10 (8 votes cast)
VN:F [1.9.12_1141]
Rating: 0 (from 2 votes)
Stuk stuk stuk...., 7.8 out of 10 based on 8 ratings
Categories: Born to be wild Tags:
  1. Sierpień 5th, 2009 at 09:00 | #1

    Heh… myśmy się dwa lata temu z Młodą nad te Śniardwy dobili… ale odciążonym Seicento przestawionym w tryb bojowy. Do tej pory ślady po odpryskach kamieni na karoserii są.

    A Śniardwy… cóż, kawałek plaży, kawałek wody… i 20 kilo po tarce na powrót.

    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Nonchallance
    Sierpień 5th, 2009 at 12:30 | #2

    Nie wiem czy zauważyłeś Fraglesi, ale Twoje opisy raczej zniechęcają niż zachęcają do zwiedzania kraju naszego ojczystego :D

    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. Sierpień 5th, 2009 at 13:23 | #3

    @Nonchallanc: Bo on pisze to co widzi, a nie o tym, o czym chcą włodarze owych „cudnych” miejsc czy wydawcy kolorowych przewodników… Tak trzymać! A jak coś pochwalisz, to z miejsca tam jadę!!! ;-)

    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Toja
    Sierpień 5th, 2009 at 21:03 | #4

    Dwa lata temu samochodem wyprawiliśmy się wokół jeziora Hańczy. Przyroda piękna , ale droga…..pożal się Boże! Około 10 km grubego tłucznia!!! „prędkość” 5 km na godz. Myślę, że jeśli chcemy spędzać wakacje z dala od cywilizacji, od w miarę normalnych dróg, to niestety zęby trzeba podtrzymywać i cierpieć.
    A może jednak lepiej podróżować rowerami? To i lepiej można posłuchać śpiewu ptactwa?

    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    VA:F [1.9.12_1141]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  1. Brak jeszcze trackbacków

Switch to our mobile site