Nadkomisarz Gerhard Hein — sceny 13 i 14

11 marca 1930, wtorek, godzina 14:10, Hotel Norddeutcher Hof, Stadtgraben
Od czasu wyborów w 1927 roku Gdańskiem rządziła koalicja Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) z katolickim Centrum i liberałami. Niemiecko-Narodowa Partia Ludowa oraz Komuniści z KPD pozostawali w opozycji. Bezpośrednie rządy sprawował prezydent Senatu Heinrich Sahm, wielki zwolennik powrotu Gdańska do Rzeszy, usilnie starający się nie faworyzować żadnej z partii.
We wspomnianych wyborach NSDAP zdobyła jeden mandat i prawdę mówiąc nic o tej partyjce nie wiedziano w mieście. Kierownictwo partyjne było mocno skłócone. Pomiędzy Hansem A. Hohnfeldtem, gaulaiterem gdańskiej NSDAP a Arthurem Greiserem, sekretarzem okręgu partyjnego, toczyła się zaciekła walka o władzę. Funkcjonowało SA oraz SS, ale nie odgrywały one jak na razie żadnej roli. Sytuacja ta bardzo niepokoiła centralę, zwłaszcza z powodu mających mieć miejsce jesienią tego roku wyborów. Lecz nie to sprowadzało do miasta nad Motławą szefa SS.
Heinrich Himmler oczywiście wiedział od swoich ludzi jak sprawy stoją. Nie mieszał się jednak w sprawy partyjne, ponieważ pochłonięty był rozbudową zakonu trupiej czaszki. Wszystkie informacje przekazywał niezwłocznie Hitlerowi oraz Göringowi. Ten ostatni planował na maj tego roku swoją wizytę w Gdańsku. Krążyły plotki, iż jeszcze przed jesiennymi wyborami władzę w gdańskim NSDAP ma przejąć człowiek Göringa, Albert Forster.
Znajdujący się przy Stadtgraben 11 Norddeutscher Hof (którego właścicielem był Paweł Kleps) był jednym z najelegantszych gdańskich hoteli. Po niedawnej przebudowie dysponował 130 pokojami i 150 łóżkami. Każdy pokój wyposażony był w telefon. W wykwintnie urządzonych salach restauracyjnych codziennie miały miejsce koncerty artystyczne. Na najwyższym piętrze hotelu znajdowała się kawiarnia, z której okien roztaczał się piękny widok na centrum miasta. Co prawda wielu, zwłaszcza tych bardziej konserwatywnych podróżnych, drażniła nowoczesna fasada hotelu, która całkowicie nie pasowała do przylegających budynków, jednak nie zmieniało to faktu, iż to właśnie Norddeutscher Hof stał się jednym z najbardziej prestiżowych wówczas miejsc w Gdańsku.
Reichsführer w pierwszej chwili zaprotestował przeciwko pomysłowi zatrzymania się w tym właśnie hotelu. Czuł wewnętrzny opór przeciwko spędzeniu paru dni w tak luksusowym miejscu. Dał się jednak spacyfikować profesorowi Wirthowi, który stwierdził, że wszystkie koszta bierze na siebie.
Himmler wstał jak na siebie dość późno, bo dopiero koło dziewiątej. Zszedł na śniadanie do hotelowej restauracji. Czekając na obsłużenie, odruchowo rzucił okiem na przygotowaną dla hotelowych gości prasę. Nagłówki wszystkich lokalnych gazet krzyczały o wczorajszym dziwnym morderstwie.
– „Spalona na stosie”, „Czarownica z Neufahrwasser” — przeczytał tytuły. — Ciekawe, bardzo ciekawe – mruknął i pogrążył się w lekturze artykułów.
Szef SS bardzo interesował się wszystkim, co związane było z okultyzmem. Już dawno odszedł od wiary katolickiej, uważając się za spirytystę. Był zagorzałym zwolennikiem teorii reinkarnacji. Twierdził, że on sam jest inkarnacją Henryka I Ptasznika – monarchy ze wczesnego średniowiecza, który założył królewski dom Saksonii i wygnał Polaków na wschód.
Koło południa udał się na długi spacer ulicami Gdańska. Przemaszerował Langasse, krzywiąc się na widok sklepów z wyraźnie żydowskimi nazwiskami właścicieli. Za Zieloną Bramą skręcił w nadwodną Lange Brücke1, minął Żurawia, dotarł aż do Fishmarkt2. Wracając poczuł głód. Wstąpił więc do poleconej mu restauracji Biebersteina przy Holzmarkt3 6/7, gdzie mimo wczesnej pory zjadł lekki, ale smaczny i sycący obiad.
Koło czternastej sprężystym krokiem ponownie wkroczył do hotelowego holu.
– Panie Himmler! – zawołał recepcjonista. — Przesyłka dla pana.
Wezwany odruchowo się skulił. — Co za dureń! Jeszcze ktoś gotów mnie rozpoznać – pomyślał wściekły i rzucił pracownikowi hotelu spojrzenie, które powinno zamienić go w kupkę popiołu. Powstrzymał się jednak od zrobienia recepcjoniście burdy. Przesyłka była od profesora Wirtha, który poprzedniego dnia odebrał go z pociągu. Wieczorem mieli spotkać się na kolacji w starej stylowej restauracji „Aycke” przy Hundegasse4 12.
Himmler bez słowa odebrał przesyłkę od recepcjonisty, odwrócił się i wsiadł do windy. W pokoju rzucił płaszcz na łóżko, usiadł w fotelu. Z niecierpliwością rozerwał papier. Jego oczom ukazał się dość cienki zeszyt oprawiony w grube okładki. Na okładce ktoś (właścicielka?) starannie wykaligrafował: „Pamiętnik Anny Krause”.
Pogrążył się w lekturze. Po chwili przyszły potwór Trzeciej Rzeszy poczuł jak robi mu się gorąco. Jego patron będzie bardzo zadowolony, o ile będzie chciał mu uwierzyć.
11 marca 1930, wtorek, godzina 14:11, Schleusenstrasse 31, Neufahrwasser
Drzwi otworzył mężczyzna lat około czterdziestu, wzrostu średniego, dość silnej budowy ciała. Twarz pełna, nos zdradzający zamiłowanie do trunków. Włosy ciemne blond, duże zakola zapowiadające to, czego obawiają się wszyscy panowie dobiegający wieku średniego.
- Słucham – spytał opryskliwie widząc przed sobą młodego okularnika. — Pewnie ma mnie za studenta, szukającego pracy – pomyślał policjant. — Już ja ci pokażę.
– Policja kryminalna! – wrzasnął niepozorny okularnik i machnął legitymacją przed oczami zaskoczonego mężczyzny. – Asystent kryminalny Hans Gurke. Mam parę pytań.
Noga policjanta zapobiegawczo utkwiła w drzwiach wejściowych. Nauki wpojone przez komisarza Schultza nie poszły w las.
– Na władzę nie poradzę – mruknął zrezygnowany mężczyzna i otworzył szerzej drzwi.
– Słucham?
– Pana doktora nie ma — odparł szybko lekko zmieszany interlokutor Gurkego.
– Nazwisko, imię – szczeknął policjant, wyciągając notes.
– Komorewski. Paul Komorewski. Panie, ja tu tylko sprzątam. Portierem jestem…
– Czy widział pan tą kobietę?
Portier wziął ostrożnie zdjęcie. Czujnemu policjantowi nie umknął cień przerażenia, jaki przemknął przez twarz mężczyzny.
– Tak – odparł po chwili – To Anna Krause.
—
1Długie Pobrzeże
2Targ Rybny
3Targ Drzewny
4ul. Ogarna





















Czyżby będziemy mieli do czynienia z przodkiem Hanibala Lectera?