Home > Przemyślenia przy kawie > Nemocnice na kraji města

Nemocnice na kraji města

Październik 31st, 2009 fraglesi Zostaw komentarz Idź do komentarzy

1256475894_by_BratBot_500

Zwykle jest tak samo. Najpierw padam ja. Tak zapo­b­ie­gaw­czo. A potem trup ściele się gęsto.

Chorowałem (o ile to można nazwać chorowaniem) w zeszły wtorek od 13 do środy godz­ina 7.55 rano. Od 8 tkwiłem już na stanowisku pracy. W nocy trochę mnie potelepało. Pobole­wał żołądek. Poranek przy­witałem mega sraczką.

Na szczęś­cie moje biuro zna­j­duje się w prostej linii jakieś 3 metry od tronu. Niebez­pieczeństwa skaże­nia środowiska nie było ;-) Popołud­niu w środę byłem już zdrów jak ryba. A w sobotę wykon­ałem parokilo­metrowy marsz (jeszcze mi nie przeszło he he) po górkach z kijami

Parę dni później zapada syn, zwany leszczykiem. Bardzo jest z tego powodu radosny. Wiadomo szkoła. Leży na kanapie z żelem na czole, tar­mosi ter­mometr, i czeka tylko aż będzie mógł usiąść przy kom­pie. Dwa dni później wirus dopada małżonkę. Zalega w salonie okupu­jąc MOJĄ kanapę, i szczęka zębami. Tem­per­atura skacze jej na 39.

W piątek musi­ałem wyprawić się na zakupy. Kosz­mar. Złośliwi hand­lowcy jak zwykle pozmieniali położe­nie towarów na półkach. Bardziej wredni pro­du­cenci zmody­fikowali opakowa­nia. A ja, sierotka marysia, jak zwykle zapom­ni­ałem wziąć toreb na zakupy.

W osied­lowym warzy­w­ni­aku kłębił się osza­lały tłum matek. Była 13 i skończyły się lekcje w pob­liskiej szkole. Wśród nich, ja, jedyny samiec, próbu­jący zdobyć pomi­dory, ogórki, rzod­kiewki, jabłka. Rano w TV podali, że na Ukrainie epi­demia i trup ściele się gęsto. Widocznie kobieciny uznały, iż trzeba zro­bić zapasy na wypadek gdyby pan­demia do nas dotarła.

Wró­ciłem do domu bardziej mokry niż po godzin­nym marszu po lesie. Mokry ale dumny. Przez godz­inę próbowałem to wszys­tko zmieś­cić w lodówce. Gło­dem nas nie wezmą. Przy­go­towanie obiadu a wiec­zorem walka ze startą naczyń. Zas­nąłem nad książką.

Grafika z ser­wisu demotywatory.pl

Categories: Przemyślenia przy kawie Tags:
  1. Rol­nik
    Październik 31st, 2009 at 14:06 | #1

    Gło­dem nas nie wezmą“
    Pod­sta­wowy zestaw(tzw. wojenny): świeca, mąka, herbata, sól i płat słoniny ;-) , ziem­ni­aki na zimę (w kopcu), trochę $(czytaj:dolarów lub Euro), rower, siekiera(do opału)
    Bardziej rozbu­dowany (dla smakoszy) to co wyżej+paprykarz szczeciński
    Dla snobów-to co wyżej+konserwa turystyczna(mielonka pop­u­larna).., agre­gat prądotwórczy(+zapas paliwa 200l)

    Sie pami­eta stan wojenny :-(

  2. roza­pro
    Listopad 1st, 2009 at 22:26 | #2

    W Kraku chyba wczes­niej byla:
    w zes­zla niedziele zla­palo Mamuśke, i biedaczke trzy­malo do poniedzialku. We wtorek stwierdzilem w pracy, ze jedyne o czym marze to lozko i ciepla posciel, wiec o 12 sie zwlok­lem… godzine pozniej tatusiek nie wytrzy­mal i zszedl z placu boju.… a na domiar zlego wiec­zorem brat sie nap­a­toczyl, przyszedl w odwiedziny, no i we srode rano dzwoni ze i jego sieklo.
    Mas­sacra jakas
    ale twardziel jestes, przyz­naje, bo ja na jog­ging w sobote ani dzisiaj sie nie wybralem — jutro zacznie sie hardkore.

  3. Akwiz­dranka
    Listopad 4th, 2009 at 10:47 | #3

    Kolego — musisz wytr­wać :) Zza miedzy donoszę, że padłam 24 października i do dzisiaj nie pod­niosłam się z tego upadku ze względu na tzw. powikła­nia pogry­powe — zapale­nie płuc. A zaczęło się niewin­nie — bólem mięśni i ogólną niemocą. Teraz zalega ze mną w domu córka wiewiórka. Mąż odi­zolowany — przyle­ciał sre­brnym ptakiem w sobotę, niedzielę przez­naczył na wędrówki po grobach dal­szych i bliższych, wczo­raj wró­cił do stolYcy porzu­ca­jąc nas na pastwę Syna. Młody (podob­nie jak i Twój młody) pewnie by się cieszył z zale­ga­nia — ale niestety — złego licho nie bierze.
    Nudząc się jak mops, kolekcjonuję złote myśli wcześniej mi nie znanej Vio­letty Kubasińskiej :)

  4. Listopad 4th, 2009 at 20:22 | #4

    …Dobrze, że u mnie tylko ja ścielę się tru­pem, za to często i reg­u­larnie. Jeszcze chwila i pomyślę, że się po łączach można zarazić…

  5. Piotr Chmielarz
    Listopad 5th, 2009 at 23:25 | #5

    ja jeszcze bohater­sko trwam na posterunku cho­ciaż powoli coś we mnie zbiera ale zna­jąc swoje możli­wości to pewnie zacho­ruję, gdzieś w sty­czniu i lutym. Naj­gorsze jest w tym wszys­tkim grypa żołąd­kowa dwa razy prze­chodz­iłem w łagod­nej postaci leżysz w łóżku. w naj­gorszej cały czas łazisz do łazienki i wymio­tu­jesz. Za pier­wszym razem miałem tą gorszą poprzed­niego wiec­zoru byłem z zna­jomymi z kna­jpy i sądz­iłem rano po wymiotowa­niu, że są to skutki przepi­cia. Pojechałem do pracy i zaczęło się co 5–10 minut leci­ałem do kibla w kaza­mat­ach– piwnice szkoła jest w pokoś­ciel­nym gmachu dawna szkoła kleryków. W końcu o jakiejś 8:40 pięć minut przed prz­erwą poszedłem do dyrekcji i ozna­jmiłem, że jestem praw­dopodb­nie chory i muszę iść do lekarza. Po otrzy­ma­niu poz­wole­nia na ode­jś­cie poszedłem na przys­tanek dojechałem auto­busem poszedłem do lekarza diag­noza grypa żołąd­kowa miałem trochę odpoczynku.

  6. sala­man­dra
    Listopad 6th, 2009 at 16:37 | #6

    @Piotr Chmielarz

    Powaliles mnie szczego­lami :)

    …ja sie tez poki co trzy­mam, ale pewnie ruszy mnie w przys­z­lym tygod­niu, bo zmieniam miejsce zamieszka­nia (500 kilo­sow wglab ladu) i co za tym idzie kli­mat — z wilgo­t­nego morskiego na srodladowy…

  7. Listopad 7th, 2009 at 16:21 | #7

    …dobrze mieć tylko zapale­nie dróg odd­e­chowych, dzięki, pod­nieśliś­cie mnie na duchu…

  1. Brak jeszcze trackbacków