Home > Prokurator PK > Kanclerz

Kanclerz

fraglesi20091122

Wezwał mnie znowu. Na szczęś­cie nie musi­ałem telepać się do miasta. Dzięki prezy­den­towi Adamowi Owic­zowi (oczy­wiś­cie z jedynie słusznej par­tii, Porozu­mienia Oby­wa­tel­skiego) taka eska­pada zabier­ała 3–4 godziny. Mój dawny proku­ra­tor pier­wszego kon­taktu, a obec­nie Oby­wa­tel Pier­wszy Sekre­tarz od paru miesięcy urzę­dował w nowej siedz­i­bie – domu Partii.

Rok temu,w cen­tral­nym punkcie dziel­nicy wybur­zono kwartał domów. Mieszkańców prze­sied­lono do soc­jal­nego osiedla koło miejskiego wysypiska. Protes­tu­ją­cych spa­cy­fikowano wizją kilkulet­niego pobytu w obozie pracy w Bieszczadach. Mury raźnie się pięły do góry, i po niecałym roku mój nowo mianowany Pier­wszy Sekre­tarz wprowadził się nowoczes­nego gmaszyska ze stali i szkła.

Na fasadzie wid­ni­ało wielkie par­tyjne logo oraz portret Pana Kan­clerza w galowym mundurze. Na masz­tach przed gmachem łopotały niebiesko pomarańc­zowe flagi. Uzbro­jony strażnik sprawdził doku­menty i zbadał mnie wykrywaczem met­alu. Drugi pod­sunął kory­tko na komórkę, klucze i inne duperele. Dobrze, że sznurowadeł nie kazali wyzuć. Po godzinie czeka­nia zostałem wprowad­zony do gabi­netu Oby­wa­tela Sekretarza.

Siedział z olbrzymim biurkiem. Coś notował. Szeleś­cił papierzyskami. Szy­bkim gestem wskazał mi krzesło i wró­cił do pracy. Cholera! Mojemu siedzisku chyba skró­cili nogi, bo jak usi­adłem to blat biurka się­gał mi brody.

Po pię­ciu min­u­tach prz­er­wał, odłożył papiery, chwycił za słuchawkę i szczęknął:
– Nie łączyć mnie, chyba, że pałac.
– Shit! Zapowiada się na dłuższą sprawę – pomyślałem zmartwiony.

Jego twarz roz­jarzył dobrze mi znany uśmiech numer 5a, kon­trastu­jący mocno z surową twarzą Pier­wszego Oby­wa­tela, a obec­nie Kan­clerza, świdru­jącego wilczymi oczami z wielkiego portretu wiszącego za gospodarzem.

- Dawno żeśmy się nie widzieli! — powiedział.
– Tak – bąknąłem nie okazu­jąc po sobie zad­owole­nia z tego stanu rzeczy.
– Na wybory już pana nie będę namaw­iać he he – radośnie klas­nął w dłonie – Taki żarcik!

Miłoś­ci­wie nam panu­jący Pan Kan­clerz upros­zony przez naród (podobno został zasy­pany lis­tami i mejlami) rozwiązał zgro­madze­nie nar­o­dowe, zapo­b­ie­gaw­czo zmieni­a­jąc wcześniej konstytucję.

- Ja pana ostat­nio pytałem czy nie chci­ałbym pan wstąpić do naszej par­tii, ale nie doczekałem się odpowiedzi – twarz oblekł w smutek – A my potrze­bu­jemy takich ludzi jak pan.

Fakt. Kusił zamorskimi wycieczkami, stanowiskami w spółkach.

- Chci­ałem coś panu pokazać! Coś co szyku­jemy dla członków naszej par­tii, tylko bardzo proszę o dyskrecję. Proszę za mną.

Wys­zliśmy na kory­tarz, zes­zliśmy do holu. Uchylił wielkie drzwi i szy­bko wciągnął mnie do środka. Zdębi­ałem. Znalazłem się w Las Vegas. Olbrzymia sala pełna była automatów do gry, stołów do ruletki, pokera.

- Co pan na to? — duma biła z jego twarzy.
– Ale Haz­ard jest zakazany. Za jego upraw­ia­nia grozi 10 lat obozy pracy!
– Szanowny panie – cmoknął dwa razy – U nas będzie się grało legal­nie. Pan Kan­clerz wpadł na pomysł aby umożli­wić tą rozry­wkę wszys­tkim członkom naszej jedynie słusznej par­tii. Bo któż nie lubi wygrać od czasu do czasu paru zło­tych he he.

Poprzedni odcinek

Categories: Prokurator PK Tags:
  1. kazzi
    Listopad 22nd, 2009 at 14:50 | #1

    mocne!

  2. Listopad 22nd, 2009 at 18:48 | #2

    w ten sposob haz­ard nabiera nowego zanczenia, jedynego poprawnego ;)

  3. Piotr Chmielarz
    Listopad 24th, 2009 at 17:45 | #3

    Niezły komen­tarz

  4. Valdo
    Listopad 24th, 2009 at 18:25 | #4

    Ja maw­iaja mlodsi“pojechales po bandzie“Kolejny wpis do mojej kolekcji…pozdrowienia

  5. Grudzień 1st, 2009 at 16:58 | #5

    Idę do kasyna teraz, bo do PO się nie zapiszę… jak nigdy nie grałem, to trzeba spróbować… hehehe

  1. Listopad 22nd, 2009 at 13:02 | #1