Wanna miejsce magiczne

Na początku życia chyba nie lubiłem bycia pluskanym. Dowód na powyższym zdjęciu. Grymas mówi sam za siebie. Po ponad czterdziestu lata muszę przyznać, że wanna jest moim ulubionym sprzętem (?) Nienawidzę prysznica, włażę do niego jeżeli rzeczywiście muszę.

Gdyby to ode mnie zależało nigdy bym nie wypełznął na ląd, zostałbym zwierzęciem wodnym. Jak delfin albo wieloryb przemierzałbym bezkresne oceany. Skakałbym na falach, penetrował głębie, ganiał za syrenami…

Kiedyś chodziłem na 5.30 (tak, nie ma pomyłki, piąta trzydzieści rano!) na basen, kumpel pod koniec maratonu na mokrej męskiej trasy Sopot Puck, wisząc wyczerpany do cna na sznurze dzielącym tory, powiedział, że on mógłby już z tej wody nie wychodzić. Bo tutaj go nic nie boli. Tu Żadne plecy czy tyłek od siedzenia. – Wstaw sobie mebelki a na brzegu ustaw tabliczkę „ tu mieszka delfinek Um” – skwitował drugi kumpel, uczepiony swego sznura.

Wanna to miejsce gdzie wylęgło się w moje głowie najwięcej tekstów. To wanna jest więc moją właściwą świątynią dumania. Bynajmniej nie kibel. Na desce klozetowej nie da się długo dumać, człowiek odda co musi, deska twarda, pupa cierpnie. To nie to co w wannie.

Mam wielką wannę. Wróć! Burżuj ze mnie, mam dwie wielkie wanny. Ta na piętrze jest pod oknem dachowym, można więc obserwować gwiazdy. Osobiście wolę tą na parterze. Jest trochę mniejsza niż ta w obserwatorium astronomicznym, ale mieszczę się w niej bez problemu. Nogi cokolwiek zgięte albo oparte o mur.

Są różne metody zalewania wanny. Jedni (np. mój syn) nalewają wodę i dopiero gdy wody jest po sam brzeg, robią pełne zanurzenie. Ja wskakuje, otwieram zawory i pozwalam się zalać H20. Lubię wrzątek, taki, że aż skóra z lekka piecze. Zanurzam wystawiając tylko otwór gębowy i słucham dźwięków podwodnych.

Co robię w wannie? Przeważnie Czytam. Biorę jedną, dwie książki. Gdy już się nasycę literaturą dumam. Wstyd się przyznać, ale kiedyś miałem zwyczaj spożywania wieczerzy. Odkąd talerz z kanapkami wylądował parę razy pod wodą, przeszło mi.

Najgorsza chwila to ta kiedy trzeba podjąć decyzję o wyjściu. Odwlekam tą chwilę tak długo się da. Woda ucieka a ja wracam na ląd stały. Podejmuję ponowną walkę z grawitacją.

Wiem, to nie ekologiczne. Matka ziemia szlocha, a dla mnie ktoś oczyszcza 200 litrów wody, piec spala nie wiem ile metrów gazu aby to dla mnie ogrzać, potem bojler zżera n wattów aby to utrzymać w temperaturze ponad 50 stopni, tylko po to żebym ja to spuściłem w moje szambo. Dzień w dzień. A co mi tam, coś od życia się człowiekowi należy ;-)

Niestety w żółwiku nie mam wanny. Dlatego moje wyprawy nie mogą trwać dłużej niż parę dni. Potem przyciąganie wannowe ściąga mnie nieuchronnie do bazy. Wiem, są natryski na polach namiotowych, stacjach benzynowych, są jeziora, rzeki, potoki. To nie to samo. Nic nie zastąpi wanny!

Ale wymyśliłem sposób w jaki rozwiązać ten problem. Kupię starą przyczepę N126 czyli polskiego ping-ponga, wywalę wszystkie meble, zainstaluje wannę, baniaki z wodą, podgrzewacz. A jak miejsca starczy to postawię normalny kibel, żaden tam przenośny tojtoj.

Ten tekst ma ponad pięćset słów. Przedwczoraj zlądowałem przypadkiem na blogu, którego autor podjął się wyzwania pisania 500 słów dziennie. Bardzo mi się spodobał ten pomysł, i postanowiłem podjąć wyzwanie. Nie ma co ukrywać, mój blog jest od dawien dawna martwy, być może ożywi to go, a mnie nie pozwoli popaść w depresję jesienną. Trzymajcie kciuki :-)

4 myśli nt. „Wanna miejsce magiczne

  1. madzix

    A ja myślałam, że to tylko ja mam taką jazdę na siedzenie w wannie.. :)
    I fakt, najpesze pomysły przychodzą w wannie..:) nawet te typu „eureka!!”

    Odpowiedz
  2. Zbigniew

    Znam tego chłopca, znam te ręce, które go podtrzymują, znam tę miednicę i – wbrew temu co napisałeś – wcale nie wyrywałeś się z kąpieli. Jako pięcio – sześciolatek straszyłeś babcię Emilię, bo kiedy wchodziła do łazienki, to nagle widziała wannę pełniutką wody, a na dnie, w całkowitym zanużeniu, leżał nieruchomo na brzuchu…..jej wnuczek ukochany. Z czasem się jednak oswoiła i nie zmarła na zawał serca. Tak, od lat rzeczywiście masz jakieś powinowactwo z wodą. Zrób sobie, albo kup gdzieś podwodnego laptopa – będzie Ci łatwiej wywiązać się z wyzwania „500 wyrazów”. I pływaj :-)

    Odpowiedz
  3. graszka igraszka

    Fraglesi, poruszyłeś temat którego nie można nie skomentować.
    Wanna jest również moim ulubionym sprzętem domowym. Nie jestem burżujką , mam jedną łazienkę, na domiar złego wraz z kibelkiem, ale za to miałam prawo wyboru wanna czy prysznic? Oczywiście, że wanna . Mimo, że dość długa z uwagi na moje centymetry, podczas zanurzenia, jestem zmuszona wyciągać nogi i opierać o ścianę.
    Sposobów na zanurzenie jak widać jest kilka. Ja wlewam płyn do kąpieli (ogromne ilości), wpuszczam wodę gdzieś do połowy wanny i wchodzę. Dopiero później uzupełniam prawie po same brzegi. W wannie najczęściej rozmyślam, czasami płaczę , sporadycznie śpiewam. Bywało, że śpiewałam prawie zawsze. Kiedyś syn nie wytrzymał i moje śpiewanie nagrał. Wychodzę z łazienki z turbanem na głowie i słyszę jakieś skowytanie z bełkotaniem połączone w całość . Od tej chwili oszczędzam syna.
    A wracając do tekstu . 5.30 rano przecież to najlepsza pora na sen.
    Ps. 500 słów . Trzymam kciuki.

    Odpowiedz
  4. sąsiad zza miedzy

    pomysł aby z ping-ponga zrobić salon łazienkowo toaletowy to super pomysł,wykonanie tego salonu kąpielowego na kółkach zapewne pozwoliłoby Tobie na dłuższe i komfortowe wypady poza 3 miasto

    pozdro Bossss

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.