Emilia


Milkowszczyzna, wtorek, 2 listopada 1909 roku

Początek listopada był niesamowicie ciepły. Zwykle o tej porze śnieg zalegał już dawno pola. Zimne wschodnie wiatry strząsały ostatnie liście z drzew. Tymczasem za rodzinną wsią starej pisarki, las złocił się w słońcu, tak jakby to był początek października, a nie listopad. Tylko wiszące nisko nad horyzontem słońce zdradzało, iż niechybnie nadchodzi czas ciemności i zimna. Promienie słoneczne rzeźbiły bruzdy zaoranej ziemi, barwiąc je na kolor brązowy.

Stara pisarka z trudem stawiała kroki na piaskowym gościńcu prowadzącym przez środek ulicówki. W tym jesiennym słońcu wieś wyglądała pięknie i zamożnie. Zbudowane z grubych bali domy stały równym rzędem wzdłuż drogi. Okna były obrzeżone pomalowanymi na biało, czasem niebiesko, okiennicami. Dachy kryte słomą, która od strony północnej nabrała zielonkawej patyny. Szczekały psy zaniepokojone wtargnięciem intruza, z oddali słychać było turkot pociągu z Lidy do Mołodeczna.

Kobieta czuła, że nieuchronnie nadchodzi kres jej dni. Bóle serca wzmagały się, nie pomagały przepisywane przez doktora Lewandowskiego leki. – Za dużo pracuje, skończę tylko jeszcze tą „Glorię Victis”, i odpocznę. – myślała – Potrzebuje tego bardzo.

Przed jednym z domów stała dwójka dzieci, mała dziewczynka i niewiele starszy chłopczyk. Dzieci ubrane były ubogo ale schludnie. Obydwoje mieli bardzo jasne włosy, przypominające słomę poustawianą w snopki na pobliskich polach.

– Dzień dobry proszę Pani – wyrecytowały zgodnie.
– Dzień dobry dzieci – stara pisarka uśmiechnęła się do nich. – Jaki piękny dzień, nieprawdaż?
– Tak, proszę Pani. – potwierdził chłopczyk. Dziewczynka wpatrzona była w starą pisarkę dużymi oczami.
– Jak się nazywasz dziecko? – spytała pisarka.
– Emilka, proszę Pani – wyszeptała wyraźne zawstydzona.
– A ile masz lat?
– Trzy – dziecko jednocześnie pokazało trzy paluszki.
– To z ciebie już duża dziewczynka – uśmiechnęła się stara pisarka – a czytać już może umiesz?
– Nie proszę Pani, ale mój brat już zna literki i obiecał mnie nauczyć.
– A brat jak ma na imię?
– Żwirko Florek – odpowiedział szybko za siostrę chłopiec.
– Pani skąd jest? – Emilka nabrała wyraźnie odwagi.
– Z Grodna przyjechałam na grób Ojca, dzisiaj dzień zaduszny. Tu się urodziłam Emilko.
– A co Pani robi? – pytała dalej dziewczynka.
– Książki piszę, pisarką jestem.

Nagle stara pisarka zgięła się w pół, opierając mocno na lasce. Po jej twarzy przebiegł bolesny grymas.
– Pani jest chora? – spytała zaniepokojona Emilka
– To nic dziecko, to tylko serce – odpowiedziała po chwili. – To przejdzie.
– Ładną cerkiew wam tu wybudowali – powiedziała po chwili.
– To prawosławna Proszę Pani, my chodzimy do Wiszniewa, my katoliki – odpowiedział Florek

Stara pisarka położyła rękę na głowie dziewczynki.
– Nie wiem jakie będziesz miała życie Emilko, oby ominęły cię wszelkie nieszczęścia, Pamiętaj, dziecko najważniejsza w życiu jest to kim się jest, co się umie, a nie co ma. Tylko ciężka praca sprawia, iż człowiek czuje się szczęśliwy.
– Tak, proszę Pani – dziewczyna spojrzała niebieskimi jak niebo oczami na starą pisarkę.
– Ucz się jeżeli będziesz mogła, a gdy będziesz kiedyś miała dzieci, spraw wszystko aby mogły się kształcić. Do widzenia dzieci. – Stara pisarka uśmiechnęła się, chwyciła mocniej laskę i ruszyła w stronę leżącego za wsią cmentarza.

Emilka długo patrzyła za odchodzącą starą pisarką. Nie wiele jeszcze rozumiała z tego świata, ale słowa starej kobiety zapadły jej bardzo głęboko w pamięć, i kierowała się nimi przez całe swoje długie życie.

—-

To moja druga wirtualna świeczka, napisana w dzień zaduszny Babci Emilii.

4 myśli nt. „Emilia

  1. Graszka - Igraszka

    Wczorajszy tekst o babci Helenie był „rozwalający”, ale ten dzisiejszy o babci Emilii to po prostu „lodołamacz”. Trudno powstrzymać łzy.
    Ps Czapka z głowy za tekst.

    Odpowiedz
  2. gretchen van helsing

    dzięki za wspomnienia,

    moja babcia Joanna która mnie wychowała, była z dziada pradziada Warszawianką, po upadku Powstania Warszawskiego, uciekała z moją mamusią na ręku, do podleskiej wsi, gdzie mój dziadek miał swój rodzinny dom. dwa lata po wojnie, nkwd zabiło mi dziadka, bo był oficerem, i w lesie chodził.. zaznały niewyobrażalnej biedy..nigdy mnie ktoś tak nie kochał, jak babcia Joanna… spoczywa na cmentarzu w Oliwie, razem z moim tatą, i prochami dziadka.

    babcia Helena, kobieta o niepospolitej urodzie, piękna i bardzo dobra, wychowała siedmioro dzieci.. moja śliczna wołała do mnie. spoczywa na cmentarzu w Wiśniewie

    dobrze, że zdążyłam Im powiedzieć…. kocham cię… kocham cie babciu

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.