Sałata do woli

W zeszłą środę minęły dwa tygodnie odkąd jestem na głodzie. Trzymam się dzielnie, mimo że rodzina stara się wszelkimi sposobami odegrać za minione lata, kiedy wyżerałem co się tylko nawinęło pod rękę, a nie miało nóżek, aby uciec w porę, albo zębów żeby się obronić.

Kabanosy, szynki, kiełbasy, sery wszelakie, czekolady, ciasteczka, orzeszki – wszystko znikało jak surówka w piecu hutniczym. – Kto mi zżarł wszystkie kabanosy? – zawodził syn. – Kto zjadł surowe mięso, które miało być na kotlety mielone? – krzyczała żona, nie dając sobie wytłumaczyć, że to wcale nie ja, który jak wiadomo jest wielkim miłośnikiem tatara, tylko zapewne kot Roman.

Teraz z premedytacją podsuwają mi pod nos wszystko co zakazane. Kładą na samym wierzchu w lodówce, tak abym musiał brać te wiktuały do ręki, sięgając po składniki moich postnych potraw. Dzisiaj wieczorem w porze kolacyjnej syn wraz z kolegą zamówili ogromne (Boże jak one cudownie pachniały!) pizze i pałaszowali je żarłocznie na moich oczach. O tempora, o mores!

Na śniadanie jem mniej wędliny niż kot Roman. Ja mam prawo do 2 plasterków, on pożera trzeci, a następnie patrząc bezczelnie mi w oczy, wydziera się o czwarty. Jedynie Pies Mila zachowuje się w stosunku do mnie fair, choć chyba trochę się na mnie boczy, że nie rzucam jej już parówek, które spożywałem w ilości 10kg dziennie. O pyszne paróweczki keczupkiem polane, z chrzanikiem, o jak ja bym… STOP!

Na obiad jem przeważnie 50 gram ryżu, czyli tyle ile przewiduje norma żywieniowa w chińskim więzieniu. Tylko że ja jestem 4 razy większy niż przeciętny chińczyk. Do tego 200 gram mięsa drobiowego, czarny chleb, czarna kawa (bez cukru). Nie dziwota, że między posiłkami nawiedzają zwidy głodowe.

Najgorzej było w Dzień Babci. Leżałem wycieńczony głodem, tuż po obiedzie i napadła mnie okrutna chęć na kawałek czekolady z orzechami. Wiedziałem, że w szafce, pięć metrów ode mnie, ostała się po świętach tabliczka. Już po chwili pokój wypełnił zapach czekolady, a po podłodze zaczęły maszerować całe legiony tabliczek i śpiewać „My pierwsza brygada, czekoladowa gromada, Na stos! Rzuciliśmy swój życia los, na stos, na stos!”

Walczyłem jak lew. Wstałem, otworzyłem szafkę, wziąłem do ręki, odłożyłem, wróciłem na kanapę, wstałem, otworzyłem szafkę… i tak przez bite dwie godziny. Zadzwoniłem do Mamy. Pożaliłem się jej. – A my właśnie jemy z Tatą pyszne ciasto – odpowiedziała. – Skoro masz taką ochotę na tą czekoladę, to zjedz kawałek synku, dzisiaj moje święto, wolno ci, poza tym gorzka jest zdrowa – dodała. – No nie pomagasz mi! – jęknąłem.

Nie zniosłem tych tortur, już wkładałem kawałek do ust, kiedy resztką silnej woli zmusiłem się do pójścia do kuchni i zważenia. 55 gram = 315 Kcal. Tyle co jeden mój posiłek. Jakby ktoś wylał wiadro zimnej wody na mą rozpaloną głowę. Odparłem atak. Obiecałem sobie, że jeśli uda mi się po 2 tygodniach stracić minimum 4kg to zjem te 50 gram. Jako nagrodę!

W środę długo kombinowałem jak zbić wagę. Nie przyjmowałem płynów. Przesiadywałem tam gdzie król chodzi piechotą, a że ciało się zaparło, myślałem o lewatywie. Rozważyłem też ścięcie włosów, to circa 100gram. Pomyślałem, że nie założę bielizny, ale w porę się opamiętałem, bo głupio by było gdyby przypadkiem, podczas ważenia, opadły mi spodnie. W ostateczności rozważałem możliwość upuszczenia krwi. Z litr, zawsze to kilogram.

Punktualnie 14.30 stawiłem się u mego oprawcy. Zapytał jak wrażenia, czy nic nie boli, czy stolec aby normalny, i takie tam. Po czym zaprosił na wagę towarową. Waga jęknęła, pomruczała i wypluwała kwit towarowy. – No tak, cztery kilo obywatela mniej – zażartował dietetyk. – Choć też widzę mniej wody…. – No cóż fortel się wydał :-(

Jedyne co mi wolno jeść w dowolnej ilości to sałata. Zaczynają mi rosnąć uszy jak u królika. Ale dam radę. Jeszcze 46 kilo do spalenia. Niech no tylko zima puści, zacznę ganiać do lasu. Włączę turbo.

 

 

4 myśli nt. „Sałata do woli

  1. Hexe

    Roman Cie dzielnie wspiera -on zjada to czego Tobie nie wolno – zeby Cie nie kusilo ;)
    Pozdrawiam serdecznie!
    powodzenia!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.