1991

0

Parę dni temu jedna ze moich fejsbukowych znajomych zamieściła u siebie powyższą grafikę. Jako, że kolekcjonuje moje stare kalendarze, pomyślałem, że to niezły pomysł. Czym prędzej wyciągnąłem z szafki egzemplarze z 2002 i 1991 roku.

W 1985 chyba nie miałem kalendarza, nie był mi potrzebny. w 1974 dopiero co nauczyłem się czytać, w 1963 Mamusia z Tatusiem jeszcze się nie spotkali, więc jak się pewnie domyślacie, ganiałem wtedy między chmurkami z innymi aniołkami.

Ten z 2002 roku nie nadawał się, był zbyt pokreślony i popisany. Od ponad dwunastu lat prowadziłem już wtedy biznes (drugi) i wypracowałem system zakreślania strony po minionym dniu. Niewiele zostało miejsca na marginesach, a poza tym zapewne za bardzo plątałyby mi się sprawy sprzed dziesięciu lat, i nie daj Boże, przez pomyłkę, zadzwoniłbym do kogoś, do kogo miałem zadzwonić dziesięć lat temu :-)

Na szczęście ten z 1991 jest, przynajmniej przez pierwszą połowę roku, prawie dziewiczy. Przejrzałem zapiski. Są to przeważnie słowa klucze, terminy, nazwiska osób i firm, z których większości już nie pamiętam. Niektóre pozycje zaś zadziałały jak magiczny klucz i otworzyły wrota pamięci, które myślałem, że zamknęły się już bezpowrotnie. Szkoda, że byłem taki oszczędny w słowach.

To był inny świat. Nie było Internetu. Konto w banku załatwiało się z trudem, nikt nie pchał się aby dać ci bezzwrotny kredyt, chwilówkę, czy dofinansowanie z Unii. Nie było komórek. W pierwszym biurze mieliśmy telefon wewnętrzny, z którego zamawiało się miasto. Czasami trwało to nawet i godzinę, bo budynek dysponował dwoma liniami na kilkanaście firm. Dzisiaj coś niewyobrażalnego!

Ha, miałem wtedy 23 lata i byłem studentem informatyki na PG. Rozwijanie własnej malutkiej firemki godziłem z obowiązkiem bycia na ćwiczeniach, niektórych wykładach, nie wspominając o kuciu do egzaminów. Człowiek się za dużo nie zastanawiał, z motyką szedł na słońce. Snuł marzenia o szklanych domach znaczy własnym wieżowcu za… maksymalnie dziesięć lat.

Dzisiaj po wielu latach poczułem się chyba podobnie. Podjąłem trudną dla mnie decyzję o ponownie wynajęciu biura. Jak wszystko dobrze pójdzie, to za parę dni dostanę klucze, stanę w progu i pomyślę „tu na razie jest ściernisko ale będzie….”

Myślałem o tym od co najmniej 2-3 lat. Na początku tego wieku marzyłem o tym, żeby przenieść biuro do domu. Nie stać w korkach, iść w kapciach i dresie do pracy, mieć spokój i ciszę. Zrealizowałem to marzenie w 2005 roku. I to był koszmarny błąd. Kiedyś może o tym napiszę.

ps. Najbardziej ubawiła mnie notatka z 8 kwietnia 1991. Prawdopodobnie byłem wtedy w jakiejś firmie (Gutech) która sprowadzała komputery z Azji. Nie było wtedy sklepów komputerowych. Oto co zanotowałem, ciekawe czy komuś uda się to odcyfrować ;-)

AT 40 Mono 8,6 Mhz
386 na razie nie ma
cena 17-18 mln

486 MAX 25 Mhz
128 KB pamięci, dysk 4MB, karta SVGA 80M, drajwy
cena 36 mln

Laptopy AT (20) – 20 mln

7 myśli nt. „1991

  1. New Rolnik v.2013

    Witam w 2013 (już po końcu Świata):
    1.Telefony: jeśli nadal monopolistą byłoby TPSA to dalej byłyby 2 linie „na miasto” i zamawianie międzymiastowej.Nie wierzycie? zobaczcie co z nami robi Poczta Polska-czytaj przedłużenie monoplu na przesyłki do 50 gramów.
    2.Biuro w domu-ciekawy temat poruszyłeś. Czyżbyś firmę przeniósl do (własnej) strefy ekonomicznej?
    3.Komputery:Ceny tamtych komputerów po prostu zabijają.. 36 mln to na dziesiejsze 3 600 PLN. Wow, toż niezły sprzęt można nabyć

    Odpowiedz
  2. Zbigniew

    Mamusia i tatuś uroczyście, rodzicielskim słowem honoru, potwierdzają, że wszystko tak biegło i tak było…..a teraz w Nowym Roku są przekonani,a nawet głęboko przekonani, że będzie fantastycznie i to ze wszystkim, i na każdym polu, nawet jeśli, gdzieniegdzie, „na razie jest ściernisko” – jak napisałeś.

    Odpowiedz
  3. Hexe

    Tak sobie mysle, ze gdybym miala biuro w domu, to zadna sila nie zmusilaby mnie do pracy ;) Szlafrok i pizama bylyby zbyt kuszace, a praca nie zajac – moze poczekac. Ja jednak musze miec „bat” nad soba, zeby pracowac :)
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.