Adio pomidory

Dzisiaj spostrzegłem, że minał równo rok jak umieściłem tutaj tekst. Nie umarłem. Pisuje głównie na FB, choć ostatnio trochę mało. Pomyślałem sobie, że może warto by reaktywować tego bloga, w końcu nie wszyscy korzystają z FB. Biję się więc w piersi i wrzucam tekst sprzed paru dni z FB:

Adio pomidory

Kiedy trzy lata temu przeprowadziliśmy się na wieś, zamarzyły nam się wspaniałe warzywka własnej produkcji, a w szczególności pachnące słońcem, wielkie, soczyste, czerwonokrwiste tomaty.

A jako że owa, z botanicznego punktu widzenia, mięsista jagoda nie rośnie w Natangii pod niebem wysokim, nabyłem drogą kupna składany namiot foliowy za 600 złotych. Aledrogi sprzedawca gwarantował że namiot ów wytrzyma wszelkie huragany, tu cytat: „Zielona siatka PP wtopiona w strukturę folii wzmacnia ją oraz zabezpiecza przed rozerwaniem i uszkodzeniami mechanicznymi”. Całość miała bez problemu wytrzymać trzy lata.

Fakt namiot huragany natangijskie wytrzymał, ale chiński producent doskonale opanował planowane postarzane produktu. Jak tylko skończyła się gwarancja odpadły rzepy od okienek, tym samym okienka wentylacyjne zamknęły się na stałe. W drugim roku fotony zaczęły wybijać dziury w folii, została sama zielona siatka wzmacniająca, nie powiem, trwała.

W pierwszym roku plon był największy, może z 20kg, w drugim było marniej. W 2018 w namiocie rosły wspaniałe okazy chwastów chronione przed meteorytami super trwałą siatką PP.

Latoś zamarzyły nam się ponownie pomidory własnego chowu. Pierwotnie pozbawiony siatki PP stalowy (rdzewiejący, a jakże) stelaż miał służyć do uprawy fasoli i groszku. Ale koniec końców stanęło na tym, że kupimy nową folię, i w namiocie zagoszczą ponownie psiankowate, posadzone w dużych donicach. Podłoże zostanie zaś wyłożone specjalną folią, co by nie bić się z perzem.

Kupiłem za 150 zł kawał zielonej folii, Graszka narobiła się jak dziki zając szykując wnętrze, a ja potem odkopując wkoło aby zrobić dołek. Dzisiaj, jako że dzień bezwietrzny, postanowiliśmy narzucić zielony żagiel na stelaż. Trzeba się było jeszcze nakopać, naszarpać aby równomiernie ułożyć, obsypać wkoło.

I gdy tak zmachany siedziałem na desce koło foliaka, ciężko dysząc niczym koń ciągnący tłustych turystów nad Morskie Oko, podbiegła ma ukochana kotka Hana. Wymruczała „Zobacz Tatusiu jak umiem się wspinać” i zanim zdążyłem się poderwać, wdrapała się na szczyt foliaka, zostawiając za sobą szlaczek dziurek po pazurkach.

I posypały się z mych ust „erdole” i „urwy” i „uje”. Szlag trafił całą ogładę, kulturę. Parę takich kocich pokazów alpinistycznych i z foli zostaną strzępy. Niech no jeszcze zawieje czupurny wiatr natangijski, i sąsiad będzie się zastanawiał na jaką cholerę zrzucili z samolotu na jego pole naciętych pasków zielonej folii.

Pora na puentę.

Przez te trzy lata wyhodowalibyśmy może ze 100 kg własnych pomidorków. Kosztem 600+150+50+40 60 = 900 pln plus niepoliczalna własna praca związana z ustawienie tego tałatajstwa, posadzeniem, podlewaniem, walką ze szkodnikami. Wychodzi ponad 9 zł za kilogram pomidora. Hmm… w sezonie na rynku w miasteczku można kupić (podobnież) nie sypane nie pryskane za niecałe 2 zł.

Addio pomidory
Addio ulubione
Słoneczka zachodzące za mój zimowy stół
Nadchodzą znów wieczory sałatki niejedzonej
Tęsknoty dojmującej i łzy przełkniętej wpół

Jedna myśl nt. „Adio pomidory

  1. mp

    No cóż, żeby nie było tak całkiem bezpomidorowo, to proponuję spróbować w zacisznym miejscu, bez namiotu, może być w donicach (ja mam na ten cel przeznaczoną starą wannę, zamaskowaną obudową z desek), posadzić parę sztuk koktajlowych . Moje rosną jak szalone całe lato i na bieżąco możemy się raczyć świeżutkimi pomidorkami . Jedyne zabiegi wokół nich to podwiązywanie, podlewanie i zabezpieczenie przed chorobami grzybowymi poprzez oprysk (z konewki) wodą z rozpuszczonymi drożdżami ze sklepu spożywczego. A jak z ostatnich zachowacie nasionka, to macie własne perpetuum mobile, tym bardziej, że jakimś cudem co roku część sama się rozsiewa i w najdziwniejszych miejscach można znaleźć mnóstwo siewek .

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.