Pamiętam taki czas, nie tak dawno temu – liczę szybko w głowie – dwadzieścia, trzydzieści lat temu, kiedy komputer (o ile już ktoś go miał) służył do pracy, ewentualnie grania w prymitywne gry. Nie było fejsbuka, nie było e-maili, nie było stron www, bo nie było Internetu. Telewizor włączało się przeważnie aby obejrzeć konkretną pozycję, film, program publicystyczny, teleekspress, panoramę albo wiadomości.
Archiwa autora: fraglesi
Hein [02]
Karl Krammer nie jest żadną kluczową dla opowieści postacią. Nie jest nawet – używając porównania filmowego – aktorem drugoplanowym, to zwykły, niczym nie wyróżniający się statysta, który ma do odegrania epizodyczną rólkę. Jego zadaniem jest przewiezienia Heina, Schultza i Gurkego, policjantów z Sondergruppe I, gdańskiej kryminalnej grupy specjalnej, na miejsce zbrodni w Neufahrwasser. Choć jak mawiają, życie lubi płatać figle, nie jest więc wykluczone, iż Karl Krammer, gdański taksówkarz, okaże się głównym przeciwnikiem Heina, czyli powieściowym antagonistą.
El sexo salvaje (dziki seks)
Romeów było dwóch – biały, mały i nieśmiały, oraz gibki i śniady, meksykańskiej urody maczo z czarną bródką a la Mefisto. Nieśmiały wodził tęsknymi oczami za Julią, ale bał się zbliżyć, czekał być może na to co uczyni maczo. Ten zaś nie zamierzał tracić czasu. W powietrzu wisiała nieznośnie drażniąca nozdrza woń samicy – obietnica dzikiego seksu.
Połowce
Patrzę okiem satelity na Połowce, małą wioskę położoną pomiędzy Dżurynem i Bazarem, na zachodniej Ukrainie, kilkanaście kilometrów od Buczacza i Czortkowa. Kręcąc kółkiem myszy pikuję w dół jak sokół po zdobycz. Widzę mozaikę pól, nie tak poszatkowaną jak u nas, wijącą się zakolami rzeczkę Dżurynkę, której brzegi obsiadły drzewa i krzaki, domy i zabudowania gospodarcze, a nawet małe pudełka aut.
Hein [01]
Wiele lat później, gdy na horyzoncie pojawiła się wyspa Oeno, Gerhard Hein miał przypomnieć sobie tamten odległy marcowy poranek, kiedy stojąc oparty dłońmi o okienny parapet, wyglądał z okna budynku Prezydium Policji w Gdańsku. Mimo, że od tamtego dnia minęło już bez mała kilkadziesiąt lat, przez świat przetoczyła się druga wojna światowa, pamiętał doskonale to o czym wtedy myślał, być może dlatego, że wszystko się wtedy zaczęło. A to, że właśnie zmierzał na pokładzie drewnianego szkunera w stronę Oeno, której plaża stanowiła białą kreskę pomiędzy granatem oceanu, zielenią palm i błękitem nieba, wynikało z wydarzeń, których bieg zaczął się wtedy, dnia 10 marca 1930 roku w Wolnym Mieście Gdańsku, nad brzegiem zimnego morza.
Гданьск, 18 марта 2016 года
A wszystko zaczęło się z powodu korytarza do Kaliningradu. Choć jak głębiej się nad tym zastanowić, to korzeni trzeciej wojny europejskiej należy szukać w protestach na przełomie 2013/14 roku, na Kijowskim majdanie. W marcu 2014 Rosja zaanektowała Krym, a w miesiąc później, niedzielę 30 kwietnia o 5:45 rano, jej wojska wtargnęły na wschodnią Ukrainę.
To był początek krwawej wojny ukraińskiej, która skończyła się, co było do przewidzenia, biorąc pod uwagę nierównowagę sił, oraz wielką niechęć na zachodzie do umierania za Krym czy Ukrainę, błyskawiczną przegraną Ukrainy.
h = 4,135 667 516(91)·10–15 eV·s
Lubię oglądać stare pocztówki i zdjęcia. Mam ich dobre parę tysięcy. Tematycznie związane są głównie z miastem w którym mieszkam – Gdańskiem. Są to zbiory cyfrowe, przeważnie znaleziska z sieci. Ostatnio moim głównym „dilerem” jest Roland, który umieszcza na swoim profilu na FB niesamowite skany. Nie wiem gdzie on znajduje te cudeńka. Chwała mu za to! Mam też parę oryginałów papierowych, które udało mi się zlicytować na Allegro w dobrej cenie.
Ludzie duchy
Fotograf powoli i z pieczołowitością rozstawiał aparat. Duża, wsparta na trzech masywnych nogach, drewniana skrzynia przypominała jednookiego pająka. Mężczyzna skierował aparat w stronę fontanny z Neptunem.
Schylił się i schował głowę pod czarnym suknem jakie częściowo skrywało aparat. Tuż przed oczami widział odwrócony do góry nogami obraz Długiego Targu, a w dalszej perspektywie ulicę Długą. Zupełnie w oddali widoczna była Katownia i Złota Brama.
Cisza
Od dłuższego czasu zastanawiam się co się ze mną stało, że zaprzestałem pisania tego bloga? To był proces powolny, pisałem coraz mniej i mniej, w zeszłym roku prawie nic. W tym roku, na wiosnę próbowałem poderwać się, wyrwać z blogowego marazmu, napisałem parę notek i znowu zapadłem w letarg.
Zastanawiam się czy to nie jest oznaka czegoś w co wszyscy wpadliśmy?
Mężczyzna musi postawić dom, spłodzić syna, posadzić drzewo i…
Mojej łódki jeszcze nie ma. Na razie rośnie sobie gdzieś w lesie pod postacią drzewa, które cieszy się kolejną wiosną, śpiewem ptaków, pieszczotą wiatru. Lecz pewnego dnia bezlitosny morderca drwal jazgotliwą, śmierdzącą olejem piłą łańcuchową pozbawi je życia. W tartaku potną je na kawałki, w suszarni wysuszą i będzie czekało na mnie pod postacią sklejki i tarcicy w składzie drzewnym. Lecz jeszcze trochę wody w Wiśle musi upłynąć.









