U wejścia do lasu ktoś powiesił czaszkę. Zauważyłem ją już wczesną wiosną. Zastanawiałem się po co to zrobił. Teraz wiem. Czaszka to znak śmierci. Ten ktoś chciał ostrzec tych co wchodzą do lasu.
Archiwa autora: fraglesi
Bob budowniczy
Tak jak wielu innych chcę zostać Bobem budowniczym. Sprawa nie jest prosta, wymaga poświęcenia, cierpliwości, oraz niestety pieniędzy. W tym celu codziennie udaję się do świątyni Wielkiego Boba.
Medaliony
W przedostatni dzień pojechałem z Bodziem na Łyczaków. Pogoda popsuła się, siąpiło. Szarość sączyła się z nieba. Lwów postarzał się, zbrzydł, a może to przesyt tym miastem sprawił, że zacząłem patrzeć na niego krytycznym okiem?
Z pamiętnika młodej lekarki

Będąc młodą lekarką na skromnej placówce niębiańskiej, wszedł raz do mej przychodni, pacjęt o wzroku radosnym i twarzy rozchachanej.
– Dziem dobry pani doktor! – wykrzyknął od progu.
– A dziędobry. Co pana sprowadza?
Czytaj dalej
Żółwik, czyli jak Fraglesi Drzymałą zostać chciał, no i został

Niestety nic nie trwa wiecznie. Jego Pan stawał się z każdym dniem smutniejszy. Gospodarstwo ogrodnicze przynosiło straty. Pewnego ranka nie otworzył już drzwi garażu. Żółwik przeczuwał najgorsze.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem

W zwiedzaniu grupowym jest tyle samo przyjemności co w seksie, znaczy grupowym seksie. Postawiasz więc wieczorem, lecząc obolałe stopy, wstać wcześnie rano (może się uda) i w miasto zanurzyć się samotnie.
Marsz opłotkami

Zarwana noc odespana. Można ruszać w miasto. Poprowadzi was Pan Bogdan, złoto zębny Lwowiak, przewodnik. Na sam przód mowa wstępna. Kto, kiedy, jak i dlaczego. Wszystko to przeczytałeś w przewodniku więc nie słuchasz uważnie. Reszta grupy (sami faceci) też za bardzo nie może skupić, zwłaszcza ci młodsi. Bez skrępowania oglądają się za przedstawicielkami płci odmiennej, a trzeba przyznać, jest za czym się oglądać. Co rusz mija was przedstawicielka płci przeciwnej o nogach do nieba, płynąca z gracją w szpilkach po nierównym bruku.
Udomowienie hotelowego pokoju
Zmęczony po podróży, dostajesz klucz z zielonym breloczkiem z plastiku. Ktoś niestarannie białą farbą wymalował na nim numer twojego pokoju. Otwierasz sfatygowane drzwi i witasz się z miejscem, które stanie się twoim domem na najbliższe kilka dni.
Powiew wschodu
Zaspany ciągniesz swój dobytek w małym zielonym wózku na dwóch kółkach, wystukujących pieśń podróżników przełomu 20/21 wieku. Jest szósta rano ichniego czasu. Dworzec ładny, secesyjny, odnowiony. Wychodzisz na zewnątrz i cofasz się w czasie o co najmniej 20 lat. Moskwicze, stare łady, i zdezelowane mercedesy. Kłębiący się tłum o wschodnich rysach i kruczych włosach, próbuje namówić cię na podróż kibitką, albo zamieszkanie w „apartjamieńcie”, którym może okazać się skromnie umeblowanym pokojem w rozpadającym się bloku z betonu, na obrzeżu tego miasta.






