
Panie Janie, i znów życie zatoczyło niesamowitą pętlę, bo gdy stałem i patrzyłem jak on odjeżdża do nowego domu, odległego o kilkaset kilometrów, błyszcząc w świetle różowej jutrzenki, poczułem w sercu coś niby ukłucie szpilką, że to ostatni raz, że nigdy już nie zespolę się z nim w to jedno mechaniczno-biologiczne ciało.
Archiwa autora: fraglesi
Jak Fraglesi Drzymałą zostać chciał, odcinek bynajmniej nie ostatni
Jak Fraglesi Drzymałą zostać chciał cd.
Nastały dni spokojne. Ostygła rozpalona łepetyna na którą Pan Mirek wylał wiadro zimnej wody. Myśli stały się jasne i proste, Fraglesi mógł z powrotem skupić się na pracy i innych zajęciach. Niestety….
Jak Fraglesi Drzymałą zostać chciał cd.
Fraglesową wyrocznią jest Pan Mirek, od lat zawodowo związany z przyczepami (po części kempingowymi) a jednocześnie zapalony podróżnik. Pan Mirek podróżuje przeważnie….
Jak fraglesi Drzymałą zostać chciał
Pewnego dnia Fraglesi, z zamiłowania podróżnik, tkwiąc w świątyni dumania, pomyślał, że fajnie by było podczas wojaży z cyklu „Born to be wild” móc spać po ludzku. Namiot rzecz fajna, ale w pewnym wieku, ciężko się do niego wpełza, a jeszcze trudniej wypełza, zwłaszcza…
Ruda atakuje. Ponownie!
Nie, nie, nie chodzi mi o rudowłosą niewiastę, o kocim spojrzeniu, z nogami do nieba, która rzuca się na mnie z pazurami, chodzi mi o rozszalałe stado pacmanów.
Przedwiośnie
Pod koniec lutego zima nie ma już siły aby zaatakować porządnie śniegiem. Poprószy trochę, lecz nie przykłada się, wiedząc, że coraz mocniejsze słońce bezlitośnie się białym g* rozprawi. Przydusza więc mrozem. Zwłaszcza nad ranem.
Znów będą wakacje, na pewno mam rację!
Rozmakałem w wannie pełnej wrzątku, gdy nagle uświadomiłem sobie, że do wakacji zostały tylko cztery miesiące! Jak to cztery? Zaraz, zaraz, marzec, kwiecień, maj i czerwiec. Jak byk cztery miesiące!
– Eureka! – krzyknąłem wyskakując z topieli. Już miałem pędzić się dzielić tą wieścią, ale w porę oprzytomniałem, wytarłem, i okryłem białe, spragnione słońca i ciepła ciało.
Unplugged
Pierwsze zamilkło radio, tuż po nim giegie i skajp. Przeglądarka wypluła komunikat o braku połączenia. Umarł program pocztowy. Podniosłem słuchawkę – głucho. – Oho, awaria, nie pierwszą i nie ostatnią. Kocham cię Telekomunikacjo Polska – zmiąłem przekleństwo.
Kończ waść, wstydu oszczędź!
– Niżej! O tak!
– Uaaaaaa!
– Główka niżej! Dochodzisz!
– Nie mogę…. nie mam już siły….
– Możesz! Nogi! I ciągnij! Ciągnij wysoko!
– Yes! Yes! Yes!







