
– Panie przewodniczący…
– Panie przewodniczący…
– To jest skandal!
– Hańba!

Za oknem pogoda iście jesienna. Przez zakratowane piwniczne okienko widać skrawek szarego nieba, a deszcz warczy niczym werbel. Środek lata. Lipiec. Północna Polska. I tak co roku.
Śledczy był niskiego wzrostu, krępy. Rzadkie siwe włosy. Nalana twarz. Zakasał rękawy. Rozluźnił krawat. Protokolantka schowała się wystraszona za maszynę do pisania.
Zapragnąłem mieć neostradę 6 mb. A co? stać mnie. Chciałem zrezygnować z 2mb, które mam na linii firmowej. O dziwo cena niższa, bo firmy kasują jak za zboże.

Skończyliśmy śniadanie. Auto zapakowane. Pora w drogę. Szeroka i gładka jak stół 59-tka doprowadziła nas po kilkudziesięciu minutach do Mrągowa.

Według nacięć jakie zrobiłem na oparciu łóżka, ukradzionym ze stołówki nożem, dzisiaj ostatni dzień. Jutro tuż po śniadaniu powrót. Hurra!

Dawno temu, gdy byłem bodajże w drugiej klasie podstawówki, będąc na koloniach letnich, napisałem do rodziców list. Ojciec, dumny niczym paw, bo był to mój pierwszy list, siadł w fotelu, zapalił fajkę, list otworzył.
Piszący przewodniki turystyczne to notoryczni kłamcy, a na dodatek unieszczęśliwiacze ludzi.

O 22-iej wychowawczyni młodocianych, kobieta o srogim obliczu, mówiąca z wyraźnym rosyjskim akcentem, wystawiła na końcu korytarza ckm (ciężki karabin maszynowy) i zaczęła ostrzał.