<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Fraglesowe widzenie świata &#187; Born to be wild</title>
	<atom:link href="http://fraglesi.eu/category/born-to-be-wild/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://fraglesi.eu</link>
	<description>wersja 3.0</description>
	<lastBuildDate>Tue, 27 Jul 2010 08:00:45 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Born to be wild 2010</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2010/07/27/born-to-be-wild-2010/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2010/07/27/born-to-be-wild-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Jul 2010 07:52:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1563</guid>
		<description><![CDATA[Nie, nie pojechałem na urlop. Jeszcze tylko cztery koszmarnie długie dni. 96 wlekące się godziny. 5760 minut… Snuję się od okna do okna. Smętnie spoglądam na gotową do drogi moją nową ( o tym za chwilę) maszynę. Nuda, brak akcji. Wytrzymać! wytrzymać! Od telewizora mnie odrzuca. Polityka dosięgła bruku. Albo raczej dna. Dna szamba. Z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2010/07/PolskaEgzotyczna.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1564" title="PolskaEgzotyczna" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2010/07/PolskaEgzotyczna.jpg" alt="" width="643" height="430" /></a></p>
<p>Nie, nie pojechałem na urlop. Jeszcze tylko cztery koszmarnie długie dni. 96 wlekące się godziny. 5760 minut… Snuję się od okna do okna. Smętnie spoglądam na gotową do drogi moją nową ( o tym za chwilę) maszynę. Nuda, brak akcji. Wytrzymać! wytrzymać!</p>
<p><span id="more-1563"></span>Od telewizora mnie odrzuca. Polityka dosięgła bruku. Albo raczej dna. Dna szamba. Z pisuaru wylewają się nieczystości. Mam już dosyć dywagacji na temat samolotu, krzyża, Palikota, rozryczanej posłanki K i Antka psychola. Nie chce mi się tego komentować.</p>
<p>Nie cierpię urlopów stacjonarnych. W trzeci dzień zaczynam się nudzić. W czwarty zaczynam łazić po ścianach, w piąty splątywać linę z prześcieradła. Muszę się przemieszczać. Każdego dnia inne widoki, inne powietrze, inni ludzie.</p>
<p>W zeszłym roku rzuciłem wariacki pomysł pod roboczym tytułem<a href="http://fraglesi.eu/category/born-to-be-wild/"> „Born to be wild”</a>. Udało się. Dwanaście dni w podróży. 2500 kilometrów częściowo bezdrożami. Pozostał niedosyt. Nie wszędzie dało się wjechać Mirka szewroletem. Co chwila walił miską olejową o kamulce.</p>
<p>Już późną jesienią i zimą zacząłem rozmyślać o wyprawie 2010. Koło łóżka zaległ stosik map, przewodników, atlasów. W zimowe wieczory, gdy za oknem szalała śnieżyca, wodziłem palcem po mapie. Przeważnie wzdłuż zachodniej granicy. Ale tam podobno mało ciekawie, zbyt cywilizowanie, a ja spragniony jestem dzikości, wschodu, bezdroży. Kumpel motocyklista zaczął namawiać mnie na podróż po Europie Zachodniej. On i paru innych czoperami, a ja z nimi jako wóz techniczny moją nową maszyną — landryną.</p>
<p>Tak, przystąpiłem do elitarnego bractwa landryniarzy! Nabyłem Land Rovera Discovery I 2,5 Tdi. Maszyna do pokonywania wyjątkowych bezdroży. Auto stworzone dla mnie! Budzące respekt ponad dwie tony stali. Siedzisko na wysokości ciężarówki. Oto Landryna:</p>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2010/07/landryna.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1567" title="landryna" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2010/07/landryna.jpg" alt="" width="643" height="434" /></a></p>
<p>Spokojnie, rekin zostaje. Grzechem by było sprzedać takie auto. Co prawda obrażony kręcił nosem przez jakiś czas, ale pogodziliśmy się. Dostał nowe liftomaty, boczek słupka prawego, a kolega przeczyścił mu serce. Teraz Rekin jest jak nowy i ma zagwarantowane miejsce w ocieplanym garażu, oraz to, że w zimie będzie spał snem zimowym.</p>
<p>Na Landrynką musiałem trochę popracować. Z lekka była dziurawa, nogami można było się odpychać od ziemi. Wymienić trzeba było też parę podzespołów. Mam nadzieję, że nie zawiedzie mnie w nadchodzącej wyprawie. W przyszłym roku pojadą nią do Rumunii, a za dwa, trzy lata do Mongolii.</p>
<p>Wracając do tegorocznej wyprawy, stanęło na tym, że jedziemy jeszcze raz wzdłuż wschodniej granicy. Sześć osób, w tym dwie na motorach. Nasze hasło przewodnie to „Nic nie musimy”. Nie będziemy zwiedzać cerkwi i kościołów, pałaców, zamków. Spodoba nam się droga w lewo, mimo że gps każe jechać w prawo, olejemy gpsa. Nie będzie się nam rano chciało wstać, będziemy spać do południa. Ciekawe kiedy pękniemy <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Ja osobiście chce wjechać moją maszyną tam gdzie wcześniej baliśmy się wjechać. Chcę, gdy towarzystwo będzie jeszcze spać, wdziać moje buty siedmiomilowe, chwycić za kije i pognać przed siebie z aparatem w plecaku. Odnaleźć ową mityczną Polskę egzotyczną. Oby tylko pogoda nam dopisała.</p>
<p>Biorę radiostację przenośną i zamierzam jak rok temu zdawać wam relację.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2010/07/27/born-to-be-wild-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybrzeże po sezonie</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/09/20/wybrzeze-po-sezonie/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/09/20/wybrzeze-po-sezonie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Sep 2009 09:53:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1393</guid>
		<description><![CDATA[Wirus włóczykijstwa nie chce opuścić wraz z kończącym się nieuchronnie latem. Coś w środku nosi, każe sunąć palcem po mapie, wertować przewodniki. Coś pcha do okna, i każe patrzeć tęsknie w dal. Rzuciłem pomysł trzydniowej wyprawy wzdłuż wybrzeża. O dziwo zgłosiło się parę chętnych osób. Jedziemy w jedno, może dwa auta. Jeżeli ktoś ma ochotę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1394" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/09/02.jpg" alt="0" width="643" height="349" /></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Wirus włóczykijstwa nie chce opuścić wraz z kończącym się nieuchronnie latem. Coś w środku nosi, każe sunąć palcem po mapie, wertować przewodniki. Coś pcha do okna, i każe patrzeć tęsknie w dal.</p>
<p style="margin-top: 0.3cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1393"></span>Rzuciłem pomysł trzydniowej wyprawy wzdłuż wybrzeża. O dziwo zgłosiło się parę chętnych osób.  Jedziemy w jedno, może dwa auta. Jeżeli ktoś ma ochotę dołączyć do nas to serdecznie zapraszam!</p>
<p style="margin-top: 0.3cm; margin-bottom: 0cm;">Plan jest prosty. W piątek wyruszamy z gdańska, tak aby na wieczór stawić się w Świnoujściu i tam przenocować. W sobotę ruszamy wzdłuż wybrzeża. Noc z soboty na niedzielę spędzamy w okolicach Darłowa. W niedzielę docieramy do Łeby albo może dalej, Władysławowa. Stamtąd powrót wieczorem do Gdańska.</p>
<p style="margin-top: 0.3cm; margin-bottom: 0cm;">Ja chcę zobaczyć jak wygląda Wybrzeże po sezonie. Puste plaże i deptaki. Opustoszałe letniska, które jeszcze miesiąc temu tętniły życiem. Narobię zdjęć i napiszę relację. Skręcę kawałek filmu.</p>
<p style="margin-top: 0.3cm; margin-bottom: 0cm;">Oto szczegółowy plan:</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Sobota 26 IX</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[cz.E65] Świnoujście — Międzyzdroje</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[ż.102] → Międzywodzie-Dziwnów (&lt;=&gt;Kamień Pomorski?) — Dziwnówek – Łukęcin – Pobierowo – Trzęsacz (!) — Rewal (!) — Niechorze (!) — Konarzewo –Trzebiatów</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[ż.102] Trzebusz – Mrzężyno – Rogowo – Dźwiżyno – Grzybowo– Kołobrzeg(!)</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[cz.11] Bagicz – Ustronie Morskie – Śmiechów – Będzino</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[biała] Gąski – Sarbinowo – Chłopy – Mielno – Łazy (Dąbki skrót?) – Osieki – Sucha Koszalińska</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[ż.203] Rzepkowo – Iwięcino – Dąbki – Darłowo – Darłówek</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Niedziela 27 IX</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[ż.203] Kopnica – skręt w białą na Barzowice/Jarosławie</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[biała] Barzowice – Rusnowo – Jarosławiec – Korlino – Królewo – Złąkowo – Zaleskie</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[ż.203] Zaleskie – Duninowo – Ustka</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">[biała] Przewłoka – Wytowno – Rowy?</p>
<p style="margin-top: 0.3cm; margin-bottom: 0cm;">[ż213] Żelkowo –Ciemino – Pobłocie – Cecenowo – Wicko – skręt na 214<br />
[ż214] Łeba – Stilo?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/09/20/wybrzeze-po-sezonie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Born to be wild — podsumowanie i zdjęcia</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/21/born-to-be-wild-podsumowanie-i-zdjecia/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/21/born-to-be-wild-podsumowanie-i-zdjecia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Aug 2009 07:30:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1311</guid>
		<description><![CDATA[Parę lat temu byłem na prawie dwutygodniowym spływie kajakowym po Narwii. Do dzisiaj pamiętam to cudowne uczucie powrotu do cywilizacji, które poczułem gdy usiadłem na.… …kiblu Nic mnie nie gryzło, i nie musiałem zerkać nerwowo czy nikt nie nadchodzi. Podobnego uczucia doznałem w zeszły wtorek gdy wskoczyłem do wanny. Własnej wanny o rozmiarze dla ludzi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1315" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/07.jpg" alt="0" width="643" height="469" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Parę lat temu byłem na prawie dwutygodniowym spływie kajakowym po Narwii. Do dzisiaj pamiętam to cudowne uczucie powrotu do cywilizacji, które poczułem gdy usiadłem na.…</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1311"></span>…kiblu <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  Nic mnie nie gryzło, i nie musiałem zerkać nerwowo czy nikt nie nadchodzi. Podobnego uczucia doznałem w zeszły wtorek gdy wskoczyłem do wanny. Własnej wanny o rozmiarze dla ludzi postawnych, a nie krasnoludków.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Jestem szczęśliwy, że udało się zrealizować mój wariacki pomysł rajdu wschodnimi kresami Rzeczypospolitej, zwłaszcza, że rzuciłem go dość późno, u progu wakacji. Gdybym miał po raz kolejny spędzić lato w mieście, powiesiłbym się gdzieś na przełomie listopada i grudnia.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Dużo znajomych (stare pierdziele <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  ) pukało się w głowę, mówiąc, że w pewnym wieku człowiek jest na tyle wygodny, że do namiotu nie wpełznie. Prawie połowę rajdu przespałem w namiocie i czułem się świetnie! Powiem więcej – wszelkie bóle pleców ustąpiły niczym po przemyciu wodą ze świętego źródełka. Przeżyłem nawet dwa dni deszczów monsunowych. Namiot co prawda pokrył jakiś dziwny nalot, ale nie bądźmy małostkowi, kupi się nowy he he.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Wiele nas ta trasa nauczyła. Wiedza ta zapewne znana jest Cyganom i wędrowcom. My, ludzie osiadli musieliśmy się uczyć. Przez pierwsze cztery dni każdy dzień zaczynał się od przepakowania wozu, bo nic nie można było znaleźć.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Nie zabraliśmy:</p>
<ul>
<li>Pałatki albo mini altanki – niezbędna w czasie deszczu</li>
<li>Peleryny albo choćby parasola</li>
<li>Stolika i siedzisk (na szczęście poratował nas Długi Tomek)</li>
<li>W miastach przydałby się GPS</li>
<li>Namiot bardziej nieprzemakalny, i brak folii do okrycia go.</li>
<li>Większej maszynki do gotowania z dwoma palnikami.</li>
</ul>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Mieliśmy za to za dużo:</p>
<ul>
<li>Podkoszulków (wystarczą cztery, no może pięć, a nie 	siedemnaście he he)</li>
<li>Metalowe kije do ogniska (na cholerę?)</li>
<li>100 km sraj taśmy, która walała się po bagażniku.</li>
<li>Nadmiar słoików kawy, pudełek z herbatą, zapałek, gąbek do 	mycia naczyń.</li>
</ul>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Doszliśmy też do wniosku, że nie można zobaczyć każdego pałacu, kościoła, a tym bardziej cerkwi, które są po drodze, bo można się zarżnąć. Trzeba wyważyć pomiędzy zwiedzaniem a innymi atrakcjami takimi jak kąpiel w jeziorze, czy wieczorne ognisko.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Ważne aby każdy z uczestników miał świadomość, że pozostali mogą chcieć czegoś innego, i należy się do grupy dopasować. Musi też być kierownik wyprawy, i w miarę możliwości Kaowiec <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Pilot może być tylko jeden, a reszcie wagabondów nie wolno zbliżać się do map.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Nie potrzebne rezerwowaliśmy noclegi, trzeba było iść na żywioł w tym zakresie, śpiąc przeważnie pod namiotem, choćby na dziko. Powinniśmy mieć więcej prowiantu pod postacią puszek, zupek w proszku, chińskich kubków tak aby nie szukać rozpaczliwie sklepów.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">To tyle wniosków. Pora zacząć planować następny rajd. Tym razem na prawdziwe Kresy… Ukrainę!</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><a href="http://zdjecia.pl/index.cgi?action=16&amp;dir=/00000000Znajomi/20090820Born%20to%20be%20wild/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/zdjecia.pl/index.cgi?action=16_amp_dir=/00000000Znajomi/20090820Born_20to_20be_20wild/&amp;referer=');">A tutaj znajdziecie zdjęcia z wyprawy.</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/21/born-to-be-wild-podsumowanie-i-zdjecia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Witaj szkoło!</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/17/witaj-szkolo-2/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/17/witaj-szkolo-2/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Aug 2009 06:38:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1290</guid>
		<description><![CDATA[Nic nie zapowiadało dramatu. Położony na urwistym brzegu Bugu bar z kebabami wygląda całkiem sympatycznie. Zajmuje stolik, Mirek z Tomkiem Sz. miejsce w kolejce. Smakowite zapachy drażnią mile. Czekamy. Chłopakom udaje się złożyć zamówienie u wytapirowanej żony Turka. Jedynej osoby mówiącej po polsku. Żonglujący rzeźnickimi nożami potomek derwiszy do klientów szczeka po turecku, zaś jego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1301" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/03.jpg" alt="0" width="643" height="430" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Nic nie zapowiadało dramatu. Położony na urwistym brzegu Bugu bar z kebabami wygląda całkiem sympatycznie. Zajmuje stolik, Mirek z Tomkiem Sz. miejsce w kolejce. Smakowite zapachy drażnią mile. Czekamy.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1290"></span>Chłopakom udaje się złożyć zamówienie u wytapirowanej żony Turka. Jedynej osoby mówiącej po polsku. Żonglujący rzeźnickimi nożami potomek derwiszy do klientów szczeka po turecku, zaś  jego matka po niemiecku.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">W pewnym momencie Turek zarządza „a teraz idziemy na jednego”. Wszyscy znikają na zapleczu na dobre 15 minut. Mięso na grillu płonie żywym ogniem. Dym zaczyna wypełniać bar. Co odważniejsi bąkają coś o książce skarg i zażaleń.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Zapieram się i rzucam, że będę tu siedział choćby do północy, ale następnej jadłodalni nie będę po nocy szukać. W końcu dostajemy po zimnym kebabie z ryżem, i piwo za które lafirynda zapomina nas skasować.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Nocujemy w wynajętym za psie pieniądze domku kempingowym, pamiętającym towarzysza Edwarda a może i Wiesława. Przed snem raczymy się lokalnym piwem i deliberujemy nad rzeczami, które są nieśmiertelne: domki wczasowe, pasztet podlaski, paprykarz, konserwa turystyczna, zapiekanki i gofry.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>10 sierpnia</strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Ranek spędzamy w stadninie koni w Janowie Podlaskim, próbując wylicytować araba. Niestety Vipy mają większą moc przebicia. Być może nasz refleks jest osłabiony, bo tkwimy jak kołki na słońcu, zaś burżuje siedzą w cieniu, racząc się lodowatym szampanem.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Przez Terespol, Kostomłoty, Kodeń, Sławatycze, nadgraniczną 816-tką mkniemy ku Włodawie. Tomek Sz. nie popuszcza żadnej cerkwi. Ja i Mirek mamy już totalny przesyt zwiedzaniem każdego domu Bożego i zaczynamy, z początku nieśmiało, a potem coraz głośniej protestować. We Włodawie następuje rozłam. Tomek Sz, postanawia się odłączyć od nas w Chełmie.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>11 i 12 sierpnia</strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Po nocy spędzonej w klimatycznym hoteliku robotniczym w Chełmie, jedziemy do Zamościa. Parę zdjęć na rynku, papieros Mirka. Postanawiamy odpuścić dalsze zwiedzanie i przeskoczyć przez nad zalew Soliński, gdzie planujemy spędzić 2 dni opalając się, kąpiąc, racząc piwem, jednym słowem się bycząc.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Nadzieja matką. Godzinę po tym jak rozbiliśmy namiotu nadciągnął monsun. Przez dwa dni lało. Aby nie siedzieć w przemokniętych namiotach, objeżdżamy zasnute mgłą Bieszczady.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">13 sierpnia około 14 dobijamy do Pienin. Ja spędzę tu 2 dni z rodziną, a potem powrót do Gdańska.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Witaj szkoło he he</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/17/witaj-szkolo-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>J23 znów nadaje</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/12/jw23-znow-nadaje/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/12/jw23-znow-nadaje/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Aug 2009 16:30:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1286</guid>
		<description><![CDATA[Kończą się pieniądze a jeszcze szybciej czyste majtki. Chyba trzeba będzie zrobić przepierkę w przydrożnym potoku albo zastosować metodę Clarksona, która pozwala defilować w jednych majciochach cztery dni. Normalnie, tyłem na przód, na lewą stronę, a na koniec tyłem na przód na lewą stronę. Wczoraj, dziesiątego dnia podróży, rozbiliśmy namioty w miasteczku namiotowym dla uchodźców [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1303" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/04.jpg" alt="0" width="643" height="430" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Kończą się pieniądze a jeszcze szybciej czyste majtki. Chyba trzeba będzie zrobić przepierkę w przydrożnym potoku albo zastosować metodę Clarksona, która pozwala defilować w jednych majciochach cztery dni. Normalnie, tyłem na przód, na lewą stronę, a na koniec tyłem na przód na lewą stronę.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1286"></span>Wczoraj, dziesiątego dnia podróży, rozbiliśmy namioty w miasteczku namiotowym dla uchodźców nad Soliną. Godzinę późnej zaczęło lać. Przestało dopiero nad ranem. Noc spędziłem rozstawiając miski w sypialni.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Po pokonaniu prawie 2500 km, zakończył się nasz rajd „Born To Be Wild”. Poniżej opis tego co działo się przez ostatnie 5 dni.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>7 sierpnia cd</strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Zwiedzanie Kruszynian zaczynamy od konsumpcji u Dżenety w Tatarskiej Jurcie. Wiadomo głodny turysta to zły turysta. Delektujemy się potrawami o egzotycznych nazwach. Obok brzękoli udający tatara pan Sławek.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Po obejrzeniu z zewnątrz meczetu (na drzwiach od wiosny wisi karta „zaraz wracam”) szutrową drogą, w kłębach kurzu, przebijamy się do Bobrownik. Unikając rozjechania przez gnające na Białoruś tiry, mkniemy przez Supraśl ( cerkiew) do Białegostoku.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Białystok wita nas korkami. Jest  jeszcze trochę trochę czasu (o 18  mamy zameldować się o  mojej rodziny w Choroszczy) postanawiamy zahaczyć o Tykocin. Jest tam bardzo dobrze zachowana synagoga.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>8 sierpnia</strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Poprzedni dzień dał nam trochę do wiwatu, decydujemy się odpuścić narwiańskie bezdroża, i poruszać się tylko żółtymi drogami. Zapomniałem dodać, że od wczoraj coś zaczęło piszczeć w tylnym prawym kole.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Z przyczółka nieistniejącego mostu w Kruszewie, obfotografujemy polską Amazonie. Stamtąd przez Suraż (fajna panorama  na Narew z dawnego grodziska) Strablę, Bielsk Podlaski, Hajnówkę, Narewkę, dobijamy do Siemianówki. Warto pomaszerować kolejowym nasypem przecinającym zalew Siemianowski na pół.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Nad zalewem byczymy się ze dwie godziny, próbując, na bazie dwóch konserw turystycznych  skonstruować coś do jedzenia. Ja ucinam komara.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Chłopaki postanawiają przed odszukaniem miejsca naszego noclegu, zobaczyć żubry, które znają  tylko z butelek żubrówki. Ja zostaję aby zakupić przykazane przez domowe kierownictwo słoiki z miodem. Po paru minutach telekonferencji Białowieża — Pieniny nabywam drogą kupna, za ponad pięćset zeta, dwa kartony słoików z miodem. Jak się potem okazuje zostałem nieźle skrojony, gdyż u leśnika miód jest cztery razy tańszy, i na pewno nie chrzczony. Ech…</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span>Mirek i Tomek Sz. też zostali zrobieni w żubra… pardon konia. 0 17.40 zakupili bileciki i radośnie pognali ku wybiegowi królów puszczy. Żubry jak się okazało już dawno pomaszerowały do lasu. Zawiedzeni, robią awanturę świadomej faktu wpuszczania w maliny klientów, pani w kasie. Bez skutku. Na tym nie koniec krojenia nas w Białowieży.</span></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>9 sierpnia </strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Noc spędzamy w przesympatycznej leśniczówce u Jasia i Małgosi w Czerlonce Leśnej. Łyżką dziegciu w beczce miodu niech pozostanie fakt, iż chyba umawialiśmy się telefonicznie na niższą cenę za spanie.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Ponieważ Białowieżę znam jak własną kieszeń, postanawiam zostać w leśniczówce i popisać relację. Ledwie rozstawiłem radiostację, rozwinąłem antenę, chłopaki były z powrotem rzucając wkoło pewnym bardzo popularnym w Lechistanie słowem na K, ostatnia a.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Jak się okazało, nie dość, że się wdrapali na wieżę widokową, z której nie było nic widać, to jeszcze zostali naciągnięci na bilety do nieistniejącego od kilkudziesięciu lat pałacu cesarskiego. Trzeba również wspomnieć o niecnej praktyce władz muzeum, które nie pozwalają na samodzielne odwiedziny  placówki. Trzeba wykupić usługi przewodnika.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Krojeni z lewa i prawa, ewakuujemy się w kierunku Grabarki. |Tu Mirek obmywa nogi w świętym strumyku w intencji rzucenia palenia. Wyciera, zakłada buty i po chwili zapala papierosa, stwierdzając ze smutkiem w głosie, że to nie działa. Las krzyży wokół cerkwi robi wrażenie.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">W Drohiczynie uwieczniamy rynek i przyległe kościoły, a następnie ja i Tomek Sz. Wdrapujemy się na zamkowe wzgórze skąd rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na przełom Bugu, i położoną w dole… knajpę.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Przez walkie talkie polecam Mirkowi przemieszczenie naszego skrzypiącego cygańskiego wozu pod wyszynk. Młode dziewczę z obłędem w oczach przyjmuje zamówienie. Mija 15, 20, 25 minut, zaczynamy skwierczeć na patelni tarasu.  Po 35 minutach czekania robimy karczemną awanturę i trzaskamy drzwiami. Głód zaczyna zaglądać nam w oczy.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Bezdrożami wzdłuż przełomu Bugu, wypatrując czegokolwiek wyglądającego na bar, docieramy  do Serpelic i wpadamy w objęcia tureckiej podpitej rodziny.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">cdn</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/12/jw23-znow-nadaje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polska egzotyczna</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/09/polska-egzotyczna/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/09/polska-egzotyczna/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 Aug 2009 07:46:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1283</guid>
		<description><![CDATA[Śmiem twierdzić, iż Polska egzotyczna jaką opisuje Grzegorz Rąkowski już nie istnieje. Pokryła się eternitem, blachą falista, papą. Elewacje skrył siding poplamiony liszajami satelitek. Na podwórkach miast konia z furmanką, zachodnie wypasione ciągniki. Siedem jeden do setki, skóry, klimcia, kierownik w drewnie Tekst będzie dłuższy, bo trochę się tych wspomnień z trzech ostatnich dni zebrało. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1299" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/02.jpg" alt="0" width="643" height="430" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Śmiem twierdzić, iż Polska egzotyczna jaką opisuje Grzegorz Rąkowski już nie istnieje. Pokryła się eternitem, blachą falista, papą. Elewacje skrył siding poplamiony liszajami satelitek. Na podwórkach miast konia z furmanką, zachodnie wypasione ciągniki. Siedem jeden do setki, skóry, klimcia,  kierownik w drewnie <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1283"></span>Tekst będzie dłuższy, bo trochę się tych wspomnień z trzech ostatnich dni zebrało. Każdego dnia wieczorem otwierałem radiostację przenośną, towarzysze podróży zaś zimne piwo z gołdpaskiej Biedronki (nakupili pół bagażnika) i na tym się moje pisanie kończyło. Piwo brało górę..</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Pierwszy dzień rajdu był niejako oszukany. Zatoczyliśmy ponad stukilometrową pętlę i spaliśmy ostatni raz u Pani Sławy w Trzech Świerkach.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>5 sierpnia, środa </strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Tniemy na Przerośl. Coś zalega na środku drogi.<br />
– Co to jest? — rzucił Mirek.<br />
– Bóbr? — zasugerował z tylnego siedzenia długi Tomek.<br />
– Gumowy chyba – stwierdziłem ja. Zarechotaliśmy. Faktycznie to był kawałek opony.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Długi Tomek podłączył gepeesa. Miła pani za cholerę nie chciała się zgodzić z naszą marszrutą. Ze stoickim spokojem kazała zawrócić, wskazywała dziwne kierunki. Pozostawała niewzruszona na nasze niewybredne żarciki. Zamilkła odcięta od prądu.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Nad Hańcza wdrapujemy się na wieżę (tylko z nazwy)widokową. Otaczające ją drzewa skutecznie prawie wszystko zasłoniły. Parę kilometrów dalej, przystanek na kąpiel. Długi Tomek i Mirek prą szukając osławionej głębi. Bez skutku.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Dobijamy do Wiżajn. Małego głoda zabijamy w przydrożnym barze. Młode, cudownie zaciągające dziewczę za ladą kusi. Jak odmówić? Na stole lądują kilogramowe kartacze (rodzaj pyzy z mięsem) a ja dostaję litrowy omszały kufel piwa, z powodu którego mam pewne luki w pamięci z następnej godziny.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Mirek koniecznie chce zobaczyć Litwę ojczyzną naszą. Młoda kusicielka informuje nas jak dostać się tam nową (Dziękujemy ci o Unio!) asfaltową drożynką. Tarabanię się na tylne siedzenie, stery przejmuje Tomek Sz. Na niedługo, bo przed znakiem, że tu kończy się Polska właśnie musimy go zostawić. Nie ma dowodu ani paszportu. Woli nie ryzykować. My zaś penetrujemy litewskie bezludne terytorium. Po dziesięciu kilometrach zniechęcony Mirek (no chociaż jakiś sklep! — mówi) zawraca.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Mosty w Stańczykach oglądam z poziomu mrówki. Litrowy kufelek jeszcze działa,  poza tym nie   ma bandziaży. A nawet gdyby byli to nie wiem, czy mieliby wystarczająca gumę dla mnie.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">W powrotnej drodze, prawie przy samej agroturystyce, napotkamy auto Belgów. Mirek z dobroci serca postanawia  zapytać czy nie potrzebują pomocy. Nasz zakurzony, wypełniony przez 4 (w tym trzech totalnie łysych) dorodnych karków, ciemny Chrysler Voyager, przyhamowuje w obłokach kurzu. Mirek szczeka coś w mowie helmutów. Belgowie uśmiechają się niewyraźnie lekko przerażeni. Odjeżdżamy. Zapewne długo będą opowiadać jak to cudem uniknęli napadu w dzikiej Polsce.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>6 sierpnia, czwartek</strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Żegnamy Panią Sławę i już tylko we trzech (Długi Tomek wraca do Gdańska) mkniemy do Puńska. Obfotografowujemy neogotycki kościół i parę drewnianych kapliczek. Położone przy głównej ulicy drewniane, w dużym stopniu osajdingowane, domy nie wzbudzają naszego zachwytu. Klimatu dopełnia wielgaśny dom handlowy  Feniks. Na moje oko późny Jaruzel.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">W Sejnach atakujemy najpierw dawną synagogę. W środku klub jazzowy. Zero klimatu. Snujemy się uliczkami. Nowe murowane domy a pomiędzy nimi czasem coś z drewna. Dużo litewskich napisów. Część miejscowych rozmawia między sobą po litewsku.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Parkujemy na wielkim placu przed klasztorem dominikanów. Połączony z Bazyliką nawiedzenia NMP robi imponujące wrażenie. Obchodzę wkoło robiąc zdjęcia. Tomek Sz. zapuszcza się nawet w stare klasztorne ogrody, zarośnięte pokrzywami, aby zrobić dobre ujęcie.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Obiad jemy w poleconej przez aborygenkę, restauracji Konsul. Chłodnik litewski a potem danie o skomplikowanej nazwie. Palce lizać! Zapijamy zimnym kwasem chlebowym z dzbanka.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Potem trochę błądzimy po okolicznych bezdrożach. Albo ktoś przeniósł krzyże na rozdrożu w Radziucach albo autor przewodnika walnął się. Niczym ciągnikiem krążymy polami strasząc bociany. Dopiero miejscowi ratują nas z opresji nakierowując na Gawieniańce. Tam udaje się nam namierzyć jedną starą chałupę jak z XIX wieku.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Śpimy w nowiutkim, położonym zupełnie na uboczu pensjonacie o sympatycznej nazwie „Uroczysko Sarenek”. O zachodzie słońca, sącząc zimne piwo z Biedronki upajamy się ciszą i zapachem siana.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><strong>7 sierpnia, piątek </strong></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Postanowiliśmy nie przebijać się przez Puszczę Augustowską leśnymi duktami. Czerwoną szesnastką pognaliśmy do Klasztoru w Studzienicznej. Na plecach czuliśmy oddech rozśpiewanej pielgrzymki z jakiejś parafii. Objuczeni butelkami na wodę ze świętego źródełka. Ksiądz prosi o niegłaskanie ręki Papieża, bo już podobnie strasznie jest wygłaskana.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Z Augustowa żółtą 664 wracamy przez Lipsk, Dąbrowę Białostocką pod granicę aby zobaczyć Nowy Dwór. W przewodniku jest napisane: „… miasteczko zachowało wiele uroku i niewiele tu się zmieniło od czasów przedwojennnych. Przy ulicach stoją śliczne drewniane chałupy  z ozdobnymi nadokiennikami, węgłami i rzeźbionymi listewkami. […] Gdzieniegdzie można spotkać skromniejsze chatynki pamiętające chyba ubiegły wiek, bez ozdobników ale za to z pięknymi szerokookapowymi dachami krytymi strzechą.”</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Senne miasteczko (wieś?) zwiedzamy po amerykańsku. Powoli objeżdżamy dawny rynek i przyległe uliczki. Kiosk ruchu, miejscowy wczesnogierkowski wyszynk, sklep. Snuje się jakiś pies. Aborygen rozkłada auto. W przypływie rozpaczy chce wyrzucić przewodnik do śmietnika. Daję ostatnią szansę autorowi.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Ostatnia szansa to wieś Saczkowce położone tuż nad samą granicą. Gdzie tam. Wszędzie na dachach eternit lub blacha, czasem papa, a już rzadkością są drewniane gonty. Dom kryty strzechą zobaczyliśmy słownie jeden, i to po dłuższym błądzeniu leśną drogą.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Żeby choć jeszcze rozjeżdżony gościniec z błotnistymi koleinami. Ale nie. Przeważnie mniej lub bardziej dziurawy asfalt (choć trzeba przyznać, że po wielu, oznaczonych w atlasie jako białe cienkie, dróżkach jeździ się lepiej niż po niejednej czerwonej — wyremontowane za pieniądze z Unii). Bądź mocno chropowaty, niemiłosiernie zakurzony żwirowy trakt.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Z Szaczkowców, przez mało ciekawą Kuźnicę, i jeszcze mniej atrakcyjną Sokółkę dojeżdżamy do Krynek. Według przewodnika to niesamowicie urokliwe kresowe miasteczko gdzie zatrzymał się czas. Autor zaznacza jednak, że „nie ma tu co prawda olśniewających zabytków, ale panuje tu specyficzny trudny do napisania, nostalgiczny „kresowy” nastrój”. Hmm, być może nogi z nas i jakoś nie umiemy się nastroić, po dziesięciu minutach pędzimy do Kruszynian.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Cdn</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/09/polska-egzotyczna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy Świerki</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/06/trzy-swierki/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/06/trzy-swierki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 06 Aug 2009 07:13:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1281</guid>
		<description><![CDATA[W zasadzie to nie powinienem opisywać wam królestwa Pani Sławy Tarasiewicz. To miejsce to skarb, a jego położenie powinno trzymać się w głębokiej tajemnicy. Mojej żonie swego czasu polecono Sromowce Niżne w Pieninach. Parę lat temu było tam cicho, spokojnie, kameralnie. Niestety powiedziała o nim znajomym (podobnie jak inni którzy tam dotarli) skutkiem czego tłumniej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1297" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/01.jpg" alt="0" width="643" height="430" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">W zasadzie to nie powinienem opisywać wam królestwa Pani Sławy Tarasiewicz. To miejsce to skarb, a jego położenie powinno trzymać się w głębokiej tajemnicy.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1281"></span>Mojej żonie swego czasu polecono Sromowce Niżne w Pieninach. Parę lat temu było tam cicho, spokojnie, kameralnie. Niestety powiedziała o nim znajomym (podobnie jak inni którzy tam dotarli) skutkiem czego tłumniej tam teraz niż na Krupówkach w pobliskim Zakopanem.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Położone około trzy kilometry od granicy rosyjskiej, na skraju puszczy Romnickiej, gospodarstwo agroturystyczne „Trzy Świerki” jest oazą ciszy i spokoju. Dojazd nieoznakowaną polną drogą. Żadnych zabudowań w promieniu dwóch kilometrów. Nad głową śmigają batmany… pardon żurawie. W trzcinach brzmią świerszcze. No i niestety trochę tną komary, aczkolwiek trzeba przyznać, iż nie są zbyt krwiożercze.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Spać można w głównym budynku, gdzie do dyspozycji gości jest kilka sympatycznych pokoików. Włóczędzy  mogą nocować w domku trapera, galerii, bądź pod namiotem. Ja wybrałem to ostatnie, bo Mirek w nocy wydaje odgłosy niczym parowóz.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Zapomnijcie o odchudzaniu. Śniadania i obiadokolacje zwalają z nóg. W razie czego zawsze możecie stracić kalorie pływając w położonym 100 metrów od gospodarstwa jeziorze, do którego jest dogodne zejście. Ja wypuściłem się rekinem. Dznałem szoku uzmysławiając sobie, że jestem sam na kilkuhektarowym akwenie. Ani jednej łódki, motorówki, kajaka, plażowicza, czy nawet choćby wędkarza.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1295" title="Ja w szoku " src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/0.jpg" alt="Ja w szoku " width="643" height="378" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Ale najważniejsza jest roztaczana przez właścicielkę rodzinna atmosfera. Pani Sława organizuje też u siebie spotkania z ciekawymi ludźmi, podróżnikami, fotografami. Mają miejsce koncerty, wernisaże.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Szkoda, że musimy opuścić to miejsce. Dzisiaj zaczyna się nasz  rajd.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/06/trzy-swierki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stuk stuk stuk.…</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/05/stuk-stuk-stuk/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/05/stuk-stuk-stuk/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 06:38:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1279</guid>
		<description><![CDATA[… auto zaczęło coraz dobitniej dawać nam do zrozumienia, że jak my chcemy podróżować po takich wertepach, to ono wysiada. Po zwiedzeniu przez Mirka Mikołajek (ja byłem tam już trzy i pół tysiąca razy, więc pilnowałem samochodu) postanowiliśmy zobaczyć Śniardwy z bliska. Zamiast jechać porządną asfaltową drogą do Orzysza, wybraliśmy oznaczoną w naszym atlasie jako [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1307" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/06.jpg" alt="0" width="643" height="482" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">… auto zaczęło coraz dobitniej dawać nam do zrozumienia, że jak my chcemy podróżować po takich wertepach, to ono wysiada.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1279"></span>Po zwiedzeniu przez Mirka Mikołajek (ja byłem tam już trzy i pół tysiąca razy, więc pilnowałem samochodu) postanowiliśmy zobaczyć Śniardwy z bliska. Zamiast jechać porządną asfaltową drogą do Orzysza, wybraliśmy oznaczoną w naszym atlasie jako biała gruba.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Już po chwili koła załomotały o bruk. Po następnym kilometrze zacząłem obawiać się o plomby. Z przodu po lewej zaczęło coś stukać w zawieszeniu. Bruk się skończył, wjechaliśmy na tarkę. Idealna trasa do testowania zawieszania,  o długości … 20 km.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">- M-o-ż-e z-a-w-r-ó-c-i-m-y? – spytałem dzwoniąc zębami.<br />
– N-i-e – oddzwonił Mirek.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Stukocząc parliśmy więc przez Puszczę Piską. W samym mateczniku o dziwo przystanek PKS. Nowiutki. I dwa parkingi dla wytrzęsionych. Śniardw ani widu ani słychu. Gromkim uff powitaliśmy, oznaczoną kolorem jasnym żółtym w naszym papierowym gps-ie, drogę.<br />
– Autostrada – powiedział Mirek.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Wdzięcznymi zygzakami omijaliśmy rozliczne leje po meteorytach, od które spadły od czasu ostatniego remontu, czyli mniej więcej wczesnego Gomółki. Auto klekotało niczym Bocian na widok stada żab. Dostukaliśmy się do Gołdapi.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Czterech znudzonych dżentelmenów, w pustej stacji diagnostycznej, stwierdziło, że nie mają czasu,  i skierowało nas do mechanika Wani. Wania, pozostał niewzruszony na Mirka błagania i powiedział, że może pojutrze, albo w przyszłym tygodniu, będzie mu się chciało zajrzeć. Patrząc na to co wala się po placu, zrozumiałem, że zakład wyspecjalizowany jest raczej w rozbiórce samochodów, i eksporcie części do mateczki Rasiji, niż usługach dla ludności.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Po krótkim błądzeniu dobiliśmy do położonego na końcu świata królestwa Pani Sławy.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Cdn.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/05/stuk-stuk-stuk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Meine Frau hat Scheisse gebaut</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/04/meine-frau-hat-scheisse-gebaut/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/04/meine-frau-hat-scheisse-gebaut/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2009 05:36:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1275</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj odstawiliśmy niezły numer. Zameldowaliśmy się na naszym kolejnym noclegu koło Orzysza. Właściciel agroturystyki, Niemiec zrobił zdziwione oczy. — ne ma nic mejsc – wydukał. – Mamy rezerwację – odpowiedział w mowie Goethego Mirek, który język ten zna prawie od dziecka. Herr zbladł i zadzwonił do żony (Polki), która nieszczęśliwie wybyła do Olsztyna. Długo z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Wczoraj odstawiliśmy niezły numer. Zameldowaliśmy się na naszym kolejnym noclegu koło Orzysza. Właściciel agroturystyki, Niemiec zrobił zdziwione oczy. — ne ma nic mejsc – wydukał.<br />
– Mamy rezerwację – odpowiedział w mowie Goethego Mirek, który język ten zna prawie od dziecka.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1275"></span>Herr zbladł i zadzwonił do żony (Polki), która nieszczęśliwie wybyła do Olsztyna. Długo z nią konferował przez komórkę rzucając co chwila „Scheisse”. Po chwili podał słuchawkę Mirkowi.<br />
– Nie szkodzi, zdarza się, jakoś sobie poradzimy – pocieszał właścicielkę. — Tak, tak, rozumiem.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Oddał komórkę a Niemiec poszczekał jeszcze chwilę. — Będzie wieczorem awantura – pomyślałem.<br />
– Meine Frau hat Scheisse gebaut  — skwitował na koniec, co można przełożyć : moja żona dała ciała. — To się nam nie zdarza, musiała się pomylić. Wpisała was na jutro – dodał.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Wsiedliśmy do auta, zacząłem szukać wydruków mejli, w celu odszukania namiarów do następnego noclegu. A nuż widelec uda się nam wcisnąć dzień wcześniej. Na samym wierzchu mejl z potwierdzeniem rezerwacji u Niemca.<br />
– Scheisse! — rzuciłem tym razem ja.<br />
– Co jest? — zaniepokoił się Mirek osnuty jak zwykle chmurą nikotyny.<br />
– Wsiadaj spadamy! Daliśmy dupy! On miał rację, mieliśmy rezerwację na jutro.<br />
– No ładnie – Mirek odpalił motor i pognaliśmy, żegnani przez smutnego właściciela.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Pech chciał, iż wydruk z kontaktem następnego noclegu w okolicach Węgorzewa też wcięło. Zadzwoniłem więc do Pani Sławy Tarasiewicz z pytaniem czy możemy przyjechać trzy dni wcześniej.  — Pewnie! Przyjeżdżajcie! Domek trapera gotowy! Nastawiam większy gar zupy —  odpowiedziała.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">I tak oto trafiliśmy wczoraj w magiczne miejsce na końcu świata. Ale zanim to się stało, nasze auto.…</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">cdn.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/04/meine-frau-hat-scheisse-gebaut/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ruciane-Nida — dzień pierwszy</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2009/08/03/ruciane-nida-dzien-pierwszy/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2009/08/03/ruciane-nida-dzien-pierwszy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2009 15:48:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Born to be wild]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1273</guid>
		<description><![CDATA[Wyruszyliśmy zgodnie z planem, o szóstej rano. Na trasie warszawskiej jak zwykle wojna północ południe. Nie daliśmy się nadciągającym od strony warszawki watahom kamikadze z wiecznie włączonym migaczem i okrzykiem banzaj na ustach. W Olsztynku umknął nam skręt na Szczytno. Zamiast wracania zaproponowałem skrót białymi drogami. — Świetnie – rzucił drajwer Mirek – to nasza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><img class="aligncenter size-full wp-image-1305" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2009/08/05.jpg" alt="0" width="643" height="482" /></p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Wyruszyliśmy zgodnie z planem, o szóstej rano. Na trasie warszawskiej jak zwykle wojna północ południe. Nie daliśmy się nadciągającym od strony warszawki watahom kamikadze z wiecznie włączonym migaczem i okrzykiem banzaj na ustach.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;"><span id="more-1273"></span>W Olsztynku umknął nam skręt na Szczytno. Zamiast wracania zaproponowałem skrót białymi drogami. — Świetnie – rzucił drajwer Mirek – to nasza chwila prawdy.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Po paru kilometrach dziurawy asfalt się skończył. — To lubię – wyszczerzył się Mirek – Damy radę.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Aborygen potwierdził jedynie słuszny kierunek i kazał się trzymać lewej.  Wjechaliśmy w las. Grzybiarze spoglądali zdumieni. Ze śpiewem na ustach parliśmy do przodu. Coś łomotnęło o spód auta. Drugi raz. Trzeci. Mirek przybladł lekko.<br />
– Damy radę – nie tracił rezonu. Ale wizja zakończenia wyprawy w trzeciej godzinie lekko nas zmroziła.<br />
– Ciśnienie oleju ci nie spada? – zapytałem perfidnie.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Po paru kilometrach wertepów wróciliśmy na coś pokrytego asfaltem.<br />
– No, to teraz już wiemy. Trzymamy się tylko takich grubszych białych dróg z atlasu. Cienkie nie dla nas. — To nam uprości trasę – odparłem. Radowałem się w myślach, że rekin został w domu.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">W miejscowości Zgon Mitek stanął na papierosa, ja napadłem na sklep. Zakupiłem zakazane produkty: dwie puszki mielonki turystycznej, cebulę, pomidorka, chleb.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Koło południa dobiliśmy do Ruciane-Nida. Tłumy wczasowiczów. Po dłuższym szukaniu zadekowaliśmy się na campingu u Andrzeja.<br />
– I co dalej? — zapytał Mirek.<br />
– No jak to co? Rozbijamy się! – zaśmiałem się.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Namiot rozłożyłem w 5 minut. Nadmuchałem materacyk. Mirek zaczął dopasowywać rurki wg. tajemniczych znaków. Coś tam klął pod nosem. Przygotowałem posiłek na zaimprowizowanym stoliku z kartonów po winie.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Mirek, posiadacz jedynego na zachód od Uralu namiotu ze stelażem aluminiowym, próbował ustawić naraz trzy maszty i zarzucić na nie tropik.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">- Co ty masz za namiot – spytałem mocując się z puszką ze szpekiem.<br />
– Dobry niemiecki – odparł dysząc.<br />
– A rozbijałeś go kiedyś?<br />
– 25 lat temu.<br />
– Pomóc ci?<br />
– Spoko, dam radę.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Po kwadransie wymiękł. — Hilfe! — zapiszczał cieniutko. Wespół zespół zmogliśmy Niemca. Zwichrowany jak auto po dachowaniu ale stał. Mirek zaczął krążyć niczym sęp koło mojego namiotu. — Hmm, ciekawe. Ten pałąk to z czego? — zapytał.<br />
– Pręty z włókien węglowych. — odpowiedziałem. — Teraz tylko takie się robi. Zobacz – zatoczyłem ręką wkoło. Mirek zrezygnowany zapalił kolejnego papierosa.</p>
<p style="margin-top: 0.2cm; margin-bottom: 0cm;">Cdn.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2009/08/03/ruciane-nida-dzien-pierwszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
