
W zasadzie to nie powinienem opisywać wam królestwa Pani Sławy Tarasiewicz. To miejsce to skarb, a jego położenie powinno trzymać się w głębokiej tajemnicy.

W zasadzie to nie powinienem opisywać wam królestwa Pani Sławy Tarasiewicz. To miejsce to skarb, a jego położenie powinno trzymać się w głębokiej tajemnicy.

… auto zaczęło coraz dobitniej dawać nam do zrozumienia, że jak my chcemy podróżować po takich wertepach, to ono wysiada.
Wczoraj odstawiliśmy niezły numer. Zameldowaliśmy się na naszym kolejnym noclegu koło Orzysza. Właściciel agroturystyki, Niemiec zrobił zdziwione oczy. – ne ma nic mejsc – wydukał.
– Mamy rezerwację – odpowiedział w mowie Goethego Mirek, który język ten zna prawie od dziecka.

Wyruszyliśmy zgodnie z planem, o szóstej rano. Na trasie warszawskiej jak zwykle wojna północ południe. Nie daliśmy się nadciągającym od strony warszawki watahom kamikadze z wiecznie włączonym migaczem i okrzykiem banzaj na ustach.

Jeszcze tylko jeden dzień (nie, nie, nie ma pomyłki! ruszamy trzy dni wcześniej) do wyjazdu. Jedzie nas… uwaga… czterech chłopa! A może i piąty złapie nas po drodze.

Jakiś czas temu pisałem wam o moim marzeniu czyli rajdzie dookoła Polski żółtymi drogami. Rozesłałem wici do wielu osób, i udało mi się znaleźć dwóch chętnych. Ruszamy 5 sierpnia skoro świt. Do pokonania jest ponad 2400 km w 14 dni. Pierwotnie miało być całkiem na wariata, ale doszliśmy do wniosku, że trasę zaplanować trzeba.

Od dawna mam marzenie – okrążyć nasz kraj żółtymi i białymi drogami. Zwiedzić Polskę prowincjonalną. Poznać świat nieznany żyjącym pod kloszem mieszkańcom dużych miast.