
– Czołem Drużyna!
– Czołem Druhu Drużynowy – gromkie echo odbiło się od ściany lasu

Zadzwonił telefon.
– Dzień dobry. To ja, pański prokurator. Mógłbym za chwilę wpaść ze strażakami?
– Oczywiście – odpowiedziałem z rozpędu ale po chwili zreflektowałem się – zaraz, zaraz, ze strażakami?
Niestety nie usłyszał bo rozłączył się.

Nazywam się Jan Kowalski ale przyjaciele mówią na mnie Borat. Jestem z Polski. Mój kraj leży w Europie. To duży kraj. Na pewno słyszeliście o nim. Co mówicie? Kartofle? jakie kartofle? Wałęsa? Nie, nie słyszałem o kimś takim.

Za górami i lasami, lecz nie tak całkiem daleko, w królestwie Balanda, żył sobie szczęśliwy Wezyr Omar al-Lepper

Kończyło się poprzednie przemówienie. Wystrzeliwane, w stronę zgromadzonych, słowa klucze grzechotały jak kule: sztandar, zewrzeć szeregi, walka, nie wolno i jeszcze raz sztandar wznieść (byle nie wynieść)

Mój luby, Jaro Kaczy kooper, wyhodował żmiję na łonie. Czarną żmiję. Jego pomocnik, Zbig, młody chłopak, były stajenny, porwał się na swego nauczyciela i przejął władze w Ducktown.

– Trzymaj go dobrze Czesiu! Nie może się nam wyrwać, jak ten ostatni
– Tak jest panie plutonowy, ale jeżeli wolno mi zauważyć, to nie lekarz
– Co ty Kowalski pierd* ?

Zapraszam do słuchania najnowszego odcinka podcastu Aplauz i Zaakceptowanie Jeden z nas nadawał z parku położonego poniżej central parku, reszta ferajny z Wolski.