
Czuł, że znowu puchnie. Koszula zaczynała niebezpiecznie trzeszczeć w szwach. Lada moment wystrzeli pierwszy guzik.

Czuł, że znowu puchnie. Koszula zaczynała niebezpiecznie trzeszczeć w szwach. Lada moment wystrzeli pierwszy guzik.

– Rozstrzelać ich! Wszystkich! bez wyjątku! – wódz IV RP macha histerycznie skórzaną spicrutą.
Stał na tarasie pałacyku. Pałacyk znajdował się w centrum obozu pracy. Nowo zbudowane baraki ciągnęły się po sam horyzont. W dole kłębił się ciężko pracujący tłum więźniów. Praca czyni wolnym – pomyślał.

Pierwszy raz poczułam to na wycieczce w Norwegii. Szłam ścieżką z dwojgiem przyjaciół – słońce miało się ku zachodowi – nagle niebo wypełniła krwista czerwień – zatrzymałam się, czując wyczerpanie i oparłam się na barierce.

– Premier! na zabieg! – rosły pielęgniarz Zdzisio w stoi w progu – prądy, he, he
– Znowu? nieeeee! błagam! Głowa mnie nap…

Do podziemnej kwatery Potworów i Spółka wchodzi młodziutki posieł Areczek zwany Młynarczykiem.
– Jest Szef? – pyta Kuchcika, który na szklanym blacie stołu, rozdziela nożem na małe działki kopczyk białego proszku – a co ty właściwie robisz?

Zadzwonił telefon.
– Dzień dobry. To ja, pański prokurator. Jestem właśnie w okolicy, mógłbym wpaść na chwilę?
– Oczywiście – odpowiedziałem a w myślach dodałem – na władzę nie poradzę