
– Rysiek? Cześć tu Lech
– Wałęsa?
– Nie żartuj, mam problem
– Pozwól, że zgadnę… z bratem?

– Rysiek? Cześć tu Lech
– Wałęsa?
– Nie żartuj, mam problem
– Pozwól, że zgadnę… z bratem?
– Ręce do góry! Tu CBA! Jesteś aresztowany!
Przerażony agent Szakal skulił się i podniósł gwałtownie ręce do góry.

Zima przyszła szybko tego roku. Podobno bociany odleciały już w sierpniu. Zziębnięci grzali ręce przy koksowniku. Na środku ulicy stał, niedbale zaparkowany ich czołg – Rudy. Dobra, niemiecka konstrukcja.

Szef organizacji Potwory i Spółka rozmyśla, zanurzony głęboko w fotelu. Pogaszone wszystkie światła, oprócz małej lampki. Twarz spowija głęboki smutek. Po gabinecie cicho krząta się Kuchcik. Wierny sługa, w tych ostatnich dniach.
Szef zdaje się chwilo zapomniał o swojej groźbie. Podobno wyskoczył wyszaleć się do Grecji. Groźba czyszczenia sraczy piekielnych wisiała niczym topór nad głową Joanny D’arc.
Pojechałem do centrum załatwić parę spraw. Patrzę a tu ulicą człapie mój osobisty prokurator pierwszego kontaktu. Łeb zwieszony, nieogolony, marynarka niczym psu wyjęta z pyska. Obraz nędzy i rozpaczy.

Było już ciemno. Padał rzęsisty deszcz. Facet w płaszczu z wysoko postawionym kołnierzem przemykał wzdłuż ścian kamienic. Co pewien czas oglądał się za siebie. Nagle przystanął i zapukał do niepozornie wyglądających drzwi.

Rycerze: (na melodię „Barwny ich strój”)
Rycerzy trzech – Kmicic, Wołodyjowski, Zagłoba
Gnębi nas pech, wszystkim nam się Oleńka podoba…
Popijał właśnie bawarkę (nawyk z dzieciństwa) gdy zamigotała ikonka skype.
– Szit! – pomyślał i odstawił szklankę, omal oblewając się – centrala

Będąc młodą lekarką, wszedł raz do mego gabinętu, pacjęt opalony, wypoczęty ale o oczach rozbięganych.
– Dziemdobry pani doktor.
– A dziędobry. Co pana sprowadza?