
Przed dwoma laty mój mąż był bez pracy.
Nie było nas stać na wysłanie Halinki na wakacje.

Przed dwoma laty mój mąż był bez pracy.
Nie było nas stać na wysłanie Halinki na wakacje.

Wróciłem z urlopu. Wtargałem walizki i padłem stargany w fotel. Nie powiodło się 156 prób staranowania mnie na trasie E77 przez lecące z naprzeciwka auta z rejestracjami zaczynającymi się na literę W.
Jechali przez mgliste, zaspane warszawskie ulice. Mokre jeszcze od nocnego deszczu. Czasem za okien wyjrzała zaniepokojona twarz. Dziś można pospać dłużej obywatele. Święto, ich wojskowe święto.
Jeden pan w TV wymachuje dyktafonem. Pluje się, pieni, opada mu grzywka. Lekko czerwone uszka. Jednym słowem pajac. Zakompleksiony karierowicz. Drugi to burak, prymityw, sól ziemi czarnej.

Burak działał dokładnie, tak jak to przewidział ponad miesiąc temu. Rozgłaszał wkoło, że to od niego, dowiedział się o nagonce CBA. Cóż… mówił prawdę!

Wybory na jesień. Jeszcze pół roku temu upiłbym się winem i śpiewał do rana a teraz jakoś nie potrafię wskrzesić w sobie entuzjazmu. Oczywiście pójdę głosować i będę do tego namawiał (niczym wściekły akwizytor) całą rodzinę i wszelkich znajomych.

Czarcia zapadka zadziałała! To było tak proste a zarazem genialne. Podsunąć preziowi fałszywkę i wypuścić go, korzystając z jego wrodzonej nieufności, na Kaczego Marka.

Tan tan tan – warczał bębęnek a dziewczyny piszczały. Na scenę, naszego podwórkowego dziecięcego cyrku, wskoczył klown Jaruś.

Matulu kochana! Oj skończyło się moje szczęście. Powinnam była cię słuchać, gdy ostrzegałaś mnie przed Anrzejem. Głupam ci ja, oj głupia!