Archiwa kategorii: Przemyślenia przy kawie

Facebook

Wczoraj pożegnałem się z FB. Nie jest to definitywne rozstanie ale separacja. Chce spróbować jak będzie mi się żyć bez FB po paru latach codziennej na nim obecności. Czy niczym nałogowiec na odwyku pęknę i odwieszę konto? Parę razy od wczoraj łapałem się już na tym, że pasku przeglądarki zaczynam wpisywać fa… a ona usłużnie dopisuje mi ..cebook. Kasowałem. Na razie jestem silny.

Czytaj dalej

Tempus fugit, aeternitas manet.

0_600

O jakże marzą się mi już owe dni czerwcowe u progu lata, kiedy budzę się po piątej, a słońce już od godziny przemierza nieboskłon, za oknem drą się ptaki, a pobliską drogą przemykają pierwsze zaspane pojazdy. Ubieram się krótkie gacie, tiszort, sandały na gołe stopy, okradam lodówkę i wskakuje do rozgrzanego już słońcem auta, którego nie chciało mi się chować na noc do garażu, bo po co, skoro taka krótka.

Czytaj dalej

Magia trwa

0

Nasamprzód trzeba było zdobyć błonę, co nie było wcale takie łatwe, musiałem obiec ładnych parę kiosków ruchu. Nie pamiętam ile kosztowała, owa 12 klatkowa błona o numerze 120, podejrzewam, że znaczną część mego 50 złotowego kieszonkowego.

To był rok 1978, miałem wtedy jedenaście lat i zapisałem się do osiedlowego kółka fotograficznego. Nauczał nas, w naszym mniemaniu, sędziwy pan fotograf. Pewnie miał lekko ponad trzydziestkę, a może czterdziestkę. Coś tam prawił o kadrowaniu, świetle i związanych z tym czasach i ekspozycji. Pokazał światłomierz i aparat, który nazwał lustrzanką, który lustra wcale nie przypominał.

Czytaj dalej

Gdzie oni są, gdzie wszyscy moi przyjaciele, lub 50 dni na pustyni.

0

Ponad pięćdziesiąt dni temu, na początku listopada, postanowiłem popełnić samobójstwo.

Spokojnie, życie mi miłe, nie zamierzam przedwcześnie odchodzić z tego łez padołu. To miało być czysto wirtualne samobójstwo w wirtualnym świecie. Jak postanowiłem tak zrobiłem. Zniknąłem z FB.  Nie zawiesiłem konta, wyłączyłem tylko czat, tak aby nikt nie widział czy jestem obecny. Nie komentowałem, nie lajkowałem, nie udostępniałem. Znikłem jak kamfora, po okresie bardzo dużej aktywności.

Dlaczego to zrobiłem?

Czytaj dalej

Jan Serce i Franek Kanadyjczyk

0_600

Braci było dwóch. Młodszy miał na imię Jan. Pamiętam jak parę lat temu, kiedy go spotykałem wracając ze sklepiku, albo idąc na spacer do lasu, szedł powoli pod górę w stronę swojego niewykończonego domu. Był chory na serce, czekał na przeszczep. – Chyba nie doczekam, panie Wojtku, nie doczekam – mówił ze smutnym uśmiechem na nieogolonej twarzy.
– Na pewno doczeka Pan – zapewniałem go. Nie doczekał.

Czytaj dalej

12 sekund

0_600

Parę dni temu szarpałem się z klientką. Narzekała, że strasznie wolno jej strona się ładuje, że tak nie może być, że to nie do pomyślenia, że koszmar. Testowałem na różne sposoby. Z pracy i z domu i z auta. Średni czas wyniósł dziesięć sekund, pełne załadowanie.

Kombinowałem, sprawdzałem, rozkładałem na czynniki pierwsze, stawałem na głowie. Dalej źle.
W końcu zapytałem ją: co to znaczy koszmarnie wolno? Ile minut?
– Dwanaście sekund – padła odpowiedź.
Czytaj dalej

Piec

0

Piec kuchenny jest duszą starego domu. Pali się w nim od rana do wieczora. Wokół niego toczy się życie, zwłaszcza w dni chłodniejsze, kiedy reszta domu zanurzona jest w zimnie. Jest jak prehistoryczne ognisko w jaskini, albo innej kryjówce. Ogień ujarzmiony, dający ciepło, gotowaną strawę i bezpieczeństwo.

Czytaj dalej

Marzy mi się…

0_600

… siedlisko na końcu świata, i wiem gdzie jest ten mój koniec świata, to Warmia, okolice Pieniężna, Ornety, Górowa Iławeckiego. Kraina pagórkowata, z ukrytymi wśród lasów i pól małymi jeziorami. Często oglądam ją z góry okiem satelity, każę się wozić googlowozem. Przemierzyłem ją kilkanaście razy moim kamperem. Zakochałem się w niej. To ziemia opustoszała, wyludniona, odcywilizowana. Prawdziwa Terra Incognita. Dawne Prusy Wschodnie.

Czytaj dalej

Płaczą drzewa w moim ogrodzie

0
Dotknąłem palcem żywicznej łzy. Była gęsta, kleista i intensywnie pachnąca. Roztarłem kroplę w palcach i powąchałem. Lubię ten zapach, to zapach lasu iglastego, świerkowego bądź sosnowego. Zapach mocny, intensywny, z lekka drażniący. Podobnie pachnie rozgrzane leśne poszycie w upalny dzień lata.

Gdyby pochować łzy drzewa w ziemi, to za tysiące lat przemienią się w bryłki o kolorze miodu. Drzewa już dawno nie będzie, a jego bursztynowe łzy pozostaną. A gdy spragniony owad pomyli żywiczną kroplę z rosą, to stanie się ona dlań grobowcem, kapsułą czasu, która przeniesie go w przyszłość.

Czytaj dalej