Parę dni temu wpadł niezapowiedzianie kumpel. Nie miał jak się zapowiedzieć, bo wcięło mu kontakty w telefonie. Pogmerałem trochę próbując je odzyskać – bo rzecz jasna żadnego backupu nie miał – koniec końców srajfona zresetowaliśmy i kontakty (cud!?) wróciły.
Wczoraj przy obiedzie zadzwonił moja komórka. Chwytam, palcem smyram po ekranie, a tu pupa blada, zero reakcji. Obiad dokończyłem, herbatkę miętową (świętość) wysiorbałem, i zabrałem się za moją zorkę pięć, co to nie raz zrobiła parę fajnych zdjęć. Czytaj dalej


