<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Fraglesowe widzenie świata</title>
	<atom:link href="http://fraglesi.eu/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://fraglesi.eu</link>
	<description>wersja 3.0</description>
	<lastBuildDate>Sun, 11 Mar 2012 16:46:45 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Korek</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/03/11/korek/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/03/11/korek/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Mar 2012 16:46:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2021</guid>
		<description><![CDATA[Zauważyłem, że jestem blogerem sezonowym, uzależnionym od słońca. Tak jakbym na fotoogniwa był. Pod koniec jesieni, w lato naładowany, jadę jeszcze rozpędem, pod koniec zimy zamieram. Power off. Kaputt. Lecz niech no tylko słonko marcowe zaświeci, dzień stanie się dłuższy, ptaszęta dziobki rozedrą, ja wracam do życia. Z każdym rokiem coraz ciężej. Nie nadaję się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F03%2F11%2Fkorek%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/03/0_643.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2022" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/03/0_643.jpg" alt="" width="643" height="430" /></a></p>
<p>Zauważyłem, że jestem blogerem sezonowym, uzależnionym od słońca. Tak jakbym na fotoogniwa był. Pod koniec jesieni, w lato naładowany, jadę jeszcze rozpędem, pod koniec zimy zamieram. Power off. Kaputt.</p>
<p><span id="more-2021"></span>Lecz niech no tylko słonko marcowe zaświeci, dzień stanie się dłuższy, ptaszęta dziobki rozedrą, ja wracam do życia. Z każdym rokiem coraz ciężej. Nie nadaję się do tego klimatu. W poprzednim wcieleniu widocznie byłem Murzynem albo co najmniej mieszkańcem któregoś z krajów nad morzem Śródziemnym.</p>
<p>Kiedyś mieliśmy żółwia. Hasał po domu, hasał aż&#8230; zwiał. Odnalazł się dopiero na wiosnę, widocznie udało mu się przezimować, co zakrawało na cud, bo grecki był i pojęcie zimy było mu obce, podobnie jak Grekom pojęcie długu publicznego.</p>
<p>Żółw szybko doszedł do siebie i żeby ponownie nie zwiał zbudowałem mu wybieg &#8211; miniaturę Alcatraz w ogrodzie. Ogrodzenie wysokie na pięć żółwiowych metrów, a jak wam wiadomo jeden metr żółwiowy to dziesięć centymetrów, pod prądem, umocnione wbitymi na trzy metry palami. W tej roli śledzie namiotowe.</p>
<p>Kombinował, kombinował, próbował wspiąć się, ale żółwie w roli alpinistów się raczej nie sprawdzają, potem próbował zrobić podkop, też mu nie wyszło, myślałem, że już pogodził się ze swoim dożywociem, i&#8230; zwiał. Do dzisiaj nie wiem jak to zrobił, chyba siłą woli zdematerializował się i przez 5-ty wymiar przeniósł w inne miejsce. Podobno potrafią to niektórzy mnisi buddyjscy!</p>
<p>Żółw odnalazł się na wiosnę. Znowu udało mu się przezimować a zima była okrutna. Niestety długo dochodził do siebie pojony lekami. A jak doszedł, to znowu zaczął kombinować jak by tu zwiać.</p>
<p>Dlaczego gawędzę o nim? Ano bo ja tak samo wyglądam na przednówku jak ten żółw cwaniak. Z trudem dochodzę do siebie po nocy polarnej, a jak już nabiorę rumieńców to kombinuje jak tu zwiać. Wsiąść do (non omen) żółwika i pognać w Polskę, na wschód, albo jeszcze dalej. Przed siebie, przez góry, przez most&#8230;</p>
<p>Obudziłem się już jakiś czas temu. Mrozy odpuściły, białe g* sczezło. Kot Roman noce zaczyna spędzać na dworze tłukąc się z kumplami. Z ziemi powyłaziły jakieś kiełki które niechybnie eksplodują kolorami. I ja czuje, że strzeli mój korek, i zacznę znowu pisać i pisać i pisać&#8230;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/03/11/korek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powiedział mi wróżbita [światowy dzień walki z depresją]</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/02/23/powiedzial-mi-wrozbita/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/02/23/powiedzial-mi-wrozbita/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Feb 2012 19:20:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2015</guid>
		<description><![CDATA[[...] Statki, cóż to za wspaniały wynalazek. Kiedy posapują, wzdychają i drżą w objęciach morza, pod dotykiem fal, zachowują się, jakby miały ludzkie uczucia. Trzeba je zachować przy życiu w dowodzie miłości, aby uszczęśli­wić ostatnich romantyków. Wykorzystujmy je, aby leczyć z depresji. Przepisujmy morskie podróże tym, którzy nie mogą znieść ciężaru życia, czują ucisk w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F02%2F23%2Fpowiedzial-mi-wrozbita%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/02/0_643.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2016" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/02/0_643.jpg" alt="" width="623" height="867" /></a></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>[...] Statki, cóż to za wspaniały wynalazek. Kiedy posapują, wzdychają i drżą w objęciach morza, pod dotykiem fal, zachowują się, jakby miały ludzkie uczucia. Trzeba je zachować przy życiu w dowodzie miłości, aby uszczęśli­wić ostatnich romantyków. Wykorzystujmy je, aby leczyć z depresji. Przepisujmy morskie podróże tym, którzy nie mogą znieść ciężaru życia, czują ucisk w piersiach i nie znajdują już racji, by dalej się męczyć. Pomyślmy tylko, ile zaoszczędzimy na pigułkach: żadnego więcej valium ani prozacu.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em><span id="more-2015"></span>Po kolacji poszedłem na rufę i ułożywszy się na pokładzie, wpatrzyłem się w niebo. Wzrok zatopił się w nieskończoności; miałem uczucie, że dzięki wróżbicie z Hongkongu odnalazłem na powrót nie tylko przyjemność podróży, lecz także i sens życia.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Zniknął gdzieś niepokój, opuściło mnie wrażenie, iż każdy mijający dzień obciążony jest dramatem. Słuchałem uważnie ludzi mówiących do mnie, cieszyłem się tym, co działo się dookoła, miałem czas, by wprowadzić ład w swoje emocje. Czas i cisza — tak nieodzowne, tak naturalne — stały się dziś luksusami, na które tylko niewielu może so­bie pozwolić. To dlatego coraz częstsze są depresje.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>W moim przypadku wszystko zaczęło się w Japonii, gdzie życie było jed­nym wielkim pędem, pełnym obowiązków, trudności i napięć. Nie miałem nawet chwili — a przynajmniej Jak mi się wydawało — aby zaczerpnąć tchu, nawet chwili, gdy nie czułem się winny, że czegoś nie zrobiłem. Bu­dząc się rano, czułem na sobie brzemię świata, bywały dni, gdy sam widok stosu gazet pod drzwiami wystarczał, by śniadanie stawało mi w gardle.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>W Japonii całe życie jest spętane w kaftanie bezpieczeństwa; ludzie zawsze grają jakąś rolę i nigdy nie zachowują się naturalnie. Sam pobyt był opresją, a do tego dołączały się kwestie związane z moim zawodem. Korespondent i zagraniczny musi być tam, gdzie rozgrywa się jakiś dramat, a oglądanie przez lata rewolucji, tajemniczych morderstw, zawiedzionych nadziei i nierozwiązy­walnych problemów nie może nie pozostawić śladów.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Wietnam, Kambodża, Tiananmen: zawsze trupy i ludzie ratujący się ucieczką. Powoli zaczyna się mieć poczucie, że nic nie ma sensu i nigdy nie nadejdzie czas sprawiedliwości. Osadzało się we mnie przekonanie, że słowa — słowa ciągle powtarzane do opisania tych samych sytuacji: masakr, twarzy zabitych, łez tych, którzy ocaleli — zupełnie utraciły znaczenie. Zaczynały brzmieć — każda ich sylaba — jak grzechot potłuczonych skorup.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>W takich warunkach depresja jest czymś naturalnym, przynajmniej dla kogoś, kto ciągle ma jakąś wizję tego, jak życie powinno wyglądać, a jak nie. Depresja to naturalna reakcja, gdy rozglądamy się wokół siebie i nie widzimy niczego ani nikogo, co dawałoby cień nadziei, gdy jesteśmy przekonani, że świat ześlizguje się w bagno głupoty i płaskości materializmu, który nie zna żadnych ideałów, żadnej wiary, żadnych marzeń. Pod jego władaniem nie ma nic wielkiego, czemu można by podporządkować życie, żadnego mentora, do którego można się zwrócić po radę.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Rzadko ludzkość bywa tak jak dziś pozbawiona prawdziwych przywód­ców, światła ideałów. Gdzie dzisiaj znaleźć wielkiego filozofa, malarza, pi­sarza, rzeźbiarza? Tych kilku, którzy przychodzą na myśl, są produktami reklamy i marketingu.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Polityka bardziej niż jakakolwiek inna sfera znajduje się — szczególnie na Zachodzie — w rękach miernot za sprawą demokracji, która wyrodziła się w stosunku do pierwotnej idei. Kiedyś była to kwestia głosowania, czy iść na wojnę ze Spartą czy też nie, a jeśli się szło, to osobiście, aby może zginąć.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Dziś dla większości ludzi demokracja to udanie się raz na cztery czy pięć lat, aby postawić krzyżyk na kartce papieru i wybrać kogoś, kto, by zadowolić wielką liczbę wyborców, musi być przeciętny i banalny: jak wszystkie większości. Jeśli pojawi się jakaś osoba naprawdę wyjątkowa, ktoś z ideami wykraczającymi poza horyzont codziennych przyjemności, nigdy nie zdobędzie poparcia większości.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>A sztuka, najkrótsza droga do wielkości? Nawet sztuka nie pomaga już ludziom pojąć istoty rzeczy. Muzykę robi się dziś dla uszu, nie dla duszy, malarstwo jest często obrazą dla oczu, literatura, nawet literatura, coraz bardziej jest podporządkowana prawom rynku.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Kto jeszcze dziś czyta po­ezję? Jej wzniosła siła została najzupełniej zapomniana, a przecież wiersz może rozpalić w piersiach ogień równie potężny jak miłość. Lepiej niż whisky, niż valium czy prozac, wiersz może podbudować ducha, gdyż zmienia punkt widzenia, z którego spoglądamy na świat. Kiedy czujesz się samotny, prędzej znajdziesz towarzystwo, sięgając po poezję, niż włą­czając telewizję.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Angela (</em>żona<em>) powiada, że gdyby było w jej mocy wyeliminowanie jednego z wynalazków dwudziestego wieku, to nawet przed bombą atomową zde­cydowałaby się na telewizję. I nie jest tak, że nie ma racji. Telewizja obniża nasz poziom koncentracji, rozrzedza pasje, blokuje refleksję, narzucając sie­bie jako niemal jedyne źródło wiedzy. A tymczasem nie ma prawdy bardziej iluzorycznej od prawdy telewizyjnej, która każde zdarzenie i każdą emocję przemienia w spektakl, w efekcie czego nic nas już nie może poruszyć i na nic już nie potrafimy się oburzyć. Telewizja napełnia nas masą informacji, ale pozostawia moralnymi ignorantami.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Im dokładniej rozejrzeć się wokół siebie, tym lepiej widać, że nasz sposób istnienia staje się coraz bardziej bezsensowny. Wszyscy gnają, ale dokąd? I po co? Wielu ludzi sądzi, że w tej pogoni za dobrami materialnymi traci­my dawne przyjemności. Kto jednak będzie miał odwagę zawołać: „Stop! Poszukajmy jakiejś innej drogi”? Nawet gdyby znalazł się ktoś taki, inni, nie mniej udręczeni przez depresję, uznaliby go za szaleńca. Gdybyśmy za­ginęli w lesie czy na pustyni, z pewnością szukalibyśmy jakiegoś wyjścia.</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Dlaczego nie dzieje się tak samo tam, gdzie chodzi o wysławiany postęp, który wydłuża nam życie, czyni bogatszymi, zdrowszymi i sprawniejszymi, ale coraz mniej szczęśliwymi?</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>Nic dziwnego, że depresja staje się coraz powszechniejszą dolegliwością. W pewnym sensie jest to pocieszające, gdyż dowodzi, że w głębi duszy ludzie tęsknią za człowieczeństwem.[...]</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"><em>&#8212;</em></span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;">Powyższy fragment pochodzi z książki światowej sławy, niestety nieżyjącego już pisarza Tiziano Terzaniego. Czytałem powyższe leżąc w wannie i każde kolejne słowo wgniatało mnie pod wodę. Nic ująć nic dodać. Polecam jego książki, i zwłaszcza „Powiedział mi wróżbita”.</span></p>
<p><span style="font-family: Times,serif;"> Dopisek: Już po umieszczeniu tego wpisu przeczytałem, że 23 luty to Światowy dzień walki z depresją. No proszę, ale utrafiłem!<br />
</span></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/02/23/powiedzial-mi-wrozbita/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marzenie życia</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2012 20:14:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2007</guid>
		<description><![CDATA[Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem. Chłopiec ów, którego doskonale znam, bo nadal gdzieś tam we mnie tkwi, pewnego dnia został namówiony przez kuzyna Andrzeja na wstąpienie do harcerstwa wodnego tzw. Wodniaków. I tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F30%2Fmarzenie-zycia%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_6432.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2012" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_6432.jpg" alt="" width="643" height="499" /></a></p>
<p>Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem.</p>
<p><span id="more-2007"></span>Chłopiec ów, którego doskonale znam, bo nadal gdzieś tam we mnie tkwi, pewnego dnia został namówiony przez kuzyna Andrzeja na wstąpienie do harcerstwa wodnego tzw. Wodniaków. I tak zrobił pierwszy krok w kierunku stania się człowiekiem morza. Dumny jak paw paradował po podwórku w ciemnogranatowym mundurku z dużym kołnierzem, a kumple pękali z zazdrości.</p>
<p>Pierwsze czego nauczył się, to że nie należy dać się wysłać do bosmana z wiadrem po kilwater. Jak ktoś nie wie co to jest ów kilwater to niech spyta wujka Gogla. Opanował też halsowanie pod wiatr maczkiem i wiązania fikuśnych supełków.</p>
<p>Chłopiec był nawet raz na obozie żeglarskim, gdzie oprócz nauk Neptunowych, nauczył się doskonale obierać ziemniaki, oraz tego, że przenigdy nie wolno smarować mydłem tropiku od namiotu. Tam też posmakował pierwszego papierosa i zdobył kartę pływacką.</p>
<p>Niestety los rzucił potem młodzika do Afryki, a tam jak wiemy z lekcji geografii, więcej jest piasku niż wód stojących. Po powrocie na ojczyzny łono, młodzieńcem będąc już, parę razy zetknął się z wodą z poziomu kajaka lub dmuchanego materaca. Marzenia póki co odłożone były na półkę, bo pierwej trzeba było postawić dom, posadzić drzewa i spłodzić syna.</p>
<p>Wojtkowi stuknął krzyżyk czwarty i pomyślał, że to już jest z górki, i jeśli ma zrealizować życiowe marzenie, to pora najwyższa się za to brać. Wymyślił sobie więc któregoś zimowego wieczora, że opłynie kulę ziemską na własnej łajbie. Pomysł cokolwiek wariacki ale takie pomysły dodają skrzydeł. Ktoś mądry powiedział, że wszystko co jesteś w stanie sobie wyobrazić, możesz zrealizować.</p>
<p>Dzisiaj Wojtek zrobił pierwszy krok w kierunku realizacji życiowego marzenia – kupił podręcznik „Sternik Motorowodny”. Następnym będzie kurs, zapewne tego lata. A za lat parę łajba z mahoniu.</p>
<p>ps. A jakie twoje życiowe marzenie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sałata do woli</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/29/salata-do-woli/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/29/salata-do-woli/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 19:45:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mocne postanowienie poprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2004</guid>
		<description><![CDATA[W zeszłą środę minęły dwa tygodnie odkąd jestem na głodzie. Trzymam się dzielnie, mimo że rodzina stara się wszelkimi sposobami odegrać za minione lata, kiedy wyżerałem co się tylko nawinęło pod rękę, a nie miało nóżek, aby uciec w porę, albo zębów żeby się obronić. Kabanosy, szynki, kiełbasy, sery wszelakie, czekolady, ciasteczka, orzeszki &#8211; wszystko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F29%2Fsalata-do-woli%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/SalataDoWoli.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2005" title="SalataDoWoli" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/SalataDoWoli.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a></p>
<p>W zeszłą środę minęły dwa tygodnie odkąd jestem na głodzie. Trzymam się dzielnie, mimo że rodzina stara się wszelkimi sposobami odegrać za minione lata, kiedy wyżerałem co się tylko nawinęło pod rękę, a nie miało nóżek, aby uciec w porę, albo zębów żeby się obronić.</p>
<p><span id="more-2004"></span>Kabanosy, szynki, kiełbasy, sery wszelakie, czekolady, ciasteczka, orzeszki &#8211; wszystko znikało jak surówka w piecu hutniczym. &#8211; Kto mi zżarł wszystkie kabanosy? &#8211; zawodził syn. &#8211; Kto zjadł surowe mięso, które miało być na kotlety mielone? – krzyczała żona, nie dając sobie wytłumaczyć, że to wcale nie ja, który jak wiadomo jest wielkim miłośnikiem tatara, tylko zapewne kot Roman.</p>
<p>Teraz z premedytacją podsuwają mi pod nos wszystko co zakazane. Kładą na samym wierzchu w lodówce, tak abym musiał brać te wiktuały do ręki, sięgając po składniki moich postnych potraw. Dzisiaj wieczorem w porze kolacyjnej syn wraz z kolegą zamówili ogromne (Boże jak one cudownie pachniały!) pizze i pałaszowali je żarłocznie na moich oczach. O tempora, o mores!</p>
<p>Na śniadanie jem mniej wędliny niż kot Roman. Ja mam prawo do 2 plasterków, on pożera trzeci, a następnie patrząc bezczelnie mi w oczy, wydziera się o czwarty. Jedynie Pies Mila zachowuje się w stosunku do mnie fair, choć chyba trochę się na mnie boczy, że nie rzucam jej już parówek, które spożywałem w ilości 10kg dziennie. O pyszne paróweczki keczupkiem polane, z chrzanikiem, o jak ja bym&#8230; STOP!</p>
<p>Na obiad jem przeważnie 50 gram ryżu, czyli tyle ile przewiduje norma żywieniowa w chińskim więzieniu. Tylko że ja jestem 4 razy większy niż przeciętny chińczyk. Do tego 200 gram mięsa drobiowego, czarny chleb, czarna kawa (bez cukru). Nie dziwota, że między posiłkami nawiedzają zwidy głodowe.</p>
<p>Najgorzej było w Dzień Babci. Leżałem wycieńczony głodem, tuż po obiedzie i napadła mnie okrutna chęć na kawałek czekolady z orzechami. Wiedziałem, że w szafce, pięć metrów ode mnie, ostała się po świętach tabliczka. Już po chwili pokój wypełnił zapach czekolady, a po podłodze zaczęły maszerować całe legiony tabliczek i śpiewać „My pierwsza brygada, czekoladowa gromada, Na stos! Rzuciliśmy swój życia los, na stos, na stos!”</p>
<p>Walczyłem jak lew. Wstałem, otworzyłem szafkę, wziąłem do ręki, odłożyłem, wróciłem na kanapę, wstałem, otworzyłem szafkę&#8230; i tak przez bite dwie godziny. Zadzwoniłem do Mamy. Pożaliłem się jej. &#8211; A my właśnie jemy z Tatą pyszne ciasto – odpowiedziała. &#8211; Skoro masz taką ochotę na tą czekoladę, to zjedz kawałek synku, dzisiaj moje święto, wolno ci, poza tym gorzka jest zdrowa – dodała. &#8211; No nie pomagasz mi! – jęknąłem.</p>
<p>Nie zniosłem tych tortur, już wkładałem kawałek do ust, kiedy resztką silnej woli zmusiłem się do pójścia do kuchni i zważenia. 55 gram = 315 Kcal. Tyle co jeden mój posiłek. Jakby ktoś wylał wiadro zimnej wody na mą rozpaloną głowę. Odparłem atak. Obiecałem sobie, że jeśli uda mi się po 2 tygodniach stracić minimum 4kg to zjem te 50 gram. Jako nagrodę!</p>
<p>W środę długo kombinowałem jak zbić wagę. Nie przyjmowałem płynów. Przesiadywałem tam gdzie król chodzi piechotą, a że ciało się zaparło, myślałem o lewatywie. Rozważyłem też ścięcie włosów, to circa 100gram. Pomyślałem, że nie założę bielizny, ale w porę się opamiętałem, bo głupio by było gdyby przypadkiem, podczas ważenia, opadły mi spodnie. W ostateczności rozważałem możliwość upuszczenia krwi. Z litr, zawsze to kilogram.</p>
<p>Punktualnie 14.30 stawiłem się u mego oprawcy. Zapytał jak wrażenia, czy nic nie boli, czy stolec aby normalny, i takie tam. Po czym zaprosił na wagę towarową. Waga jęknęła, pomruczała i wypluwała kwit towarowy. &#8211; No tak, cztery kilo obywatela mniej – zażartował dietetyk. &#8211; Choć też widzę mniej wody&#8230;. &#8211; No cóż fortel się wydał <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':-(' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Jedyne co mi wolno jeść w dowolnej ilości to sałata. Zaczynają mi rosnąć uszy jak u królika. Ale dam radę. Jeszcze 46 kilo do spalenia. Niech no tylko zima puści, zacznę ganiać do lasu. Włączę turbo.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/29/salata-do-woli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Don Pedro z krainy ACTA</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/26/don-pedro-z-krainy-acta/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/26/don-pedro-z-krainy-acta/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 12:59:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2001</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F26%2Fdon-pedro-z-krainy-acta%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_6431.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2002" title="W" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_6431.jpg" alt="" width="643" height="504" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/26/don-pedro-z-krainy-acta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O głodzie i chłodzie</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/14/o-glodzie-i-chlodzie/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/14/o-glodzie-i-chlodzie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Jan 2012 17:12:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mocne postanowienie poprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1998</guid>
		<description><![CDATA[Oj niedobrze, niedobrze, ciężki czas mi nastał, i to na własne życzenie, a na dodatek za własne (ciężko zarobione) pieniądze. Ci co mnie znają w realu, wiedzą, że kawał ze mnie chłopa. Pomyśleć, że lat temu dwadzieścia, na studiach, byłem piękny i młody. Niestety teraz tylko „i” pozostało. W sierpniu 2009 roku postanowiłem ostro zabrać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F14%2Fo-glodzie-i-chlodzie%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><strong><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_643.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1999" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_643.jpg" alt="" width="643" height="482" /></a></strong></p>
<p>Oj niedobrze, niedobrze, ciężki czas mi nastał, i to na własne życzenie, a na dodatek za własne (ciężko zarobione) pieniądze. Ci co mnie znają w realu, wiedzą, że kawał ze mnie chłopa. Pomyśleć, że lat temu dwadzieścia, na studiach, byłem piękny i młody. Niestety teraz tylko „i” pozostało.</p>
<p><span id="more-1998"></span>W sierpniu 2009 roku postanowiłem ostro zabrać się za siebie. Pora była najwyższa, bo jedną wagę łazienkową zepsułem, a druga (do 180kg) wyświetlała „Error”. Nie ma co ściemniać, myślę, że udało mi się wtedy dobić prawie do 200kg.</p>
<p>W wyniku szeroko zakrojonej akcji „Mocne postanowienie poprawy” na którą składały się coraz dłuższe marsze z kijami po okolicznych lasach (tzw. partyzantka leśna) oraz amatorska dieta eksperymentalna, straciłem w ciągu trzech miesięcy ponad dziesięć kilo, a na wadze pojawiło się nieśmiałe „183”.</p>
<p>Niestety przyszła sroga zima, nie sposób było maszerować w śniegu po pachy, dietę też szlag trafił, i znowu stałem się Errorem. Niezrażony ruszyłem ostro do działania na wiosnę, i do końca 2010 roku udało mi się zejść do 153 kg. I zaatakowało JoJo <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':-(' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Rok 2011 pod względem walki z sadłem mogę spisać na straty. Na kije ganiałem sporadycznie, jadłem co popadnie, a nawet tego czego w żadnym razie nie powinienem jeść. Wagę omijałem dużym łukiem. Mam wytłumaczenie? Że kryzys? Że ciężka siedząca praca? że&#8230;. Pierdu pierdu, nie ma wytłumaczenia. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.</p>
<p>Opamiętanie przyszło w sylwestra gdy chciałem się wbić w komunijny garnitur. To znaczy taki, który uszyłem sobie na pierwszą komunię syna w 2004 roku. Rok temu wisiał na mnie jak po starszym bracie, wirując na parkiecie niczym derwisz, musiałem podtrzymywać jedną ręką spodnie. Niestety wdzianko stało się z powrotem ciasne, koszmarnie ciasne.</p>
<p>Zdołowałem. Przez pół wieczoru usiłowałem wraz z kumplem, któremu też przybyło z nieznanego powodu 6kg od jesieni, znaleźć przyczynę wzrostu wagi. Udowadniałem, że widocznie koło planety Ziemia zaparkował niewidzialny dla nas statek kosmitów. Przylecieli zrobić, zapowiadany na grudzień 2012 roku przez Majów, bilans zamknięcia czyli sąd ostateczny.</p>
<p>Stojąc wyżej w rozwoju już dawno wynaleźli sposób na czynienie przedmiotów niewidzialnymi, niestety grawitacji nie da się oszukać, i stąd ten nagły wzrost ciężaru. Skrócenie pasków od spodni można wyjaśnić zakrzywieniem czasoprzestrzeni, spowodowanym przez obiekt o bardzo dużej masie. Uspokojeni laliśmy w siebie zacną whiskey szklankami, co niestety źle się skończyło, bo tuż po północy straciłem łączność z realem, zostałem wylogowany na 2 godziny.</p>
<p>Parę dni później małżonka oznajmiła mi, że umówiła mnie z dietetykiem na środę. Jezu miłosierny! Wzięła na serio mój tekst, który nieopatrznie rzuciłem po paru próbach zapięcia tych super ciasnych spodni, że idę do dietetyka. Przecież ja żartowałem! Ż-A-R-T-O-W-A-Ł-E-M!</p>
<p>Przed wizytą objadłem się czym się tylko dało. Tak aby zwiększyć masę do monstrualnej, w końcu czekało mnie pierwsze ważenie. Gdybym miał to bym włożył w kieszenie ciężarki z ołowiu, takie jak mają nurkowie, albo dwa akumulatory, albo co najmniej hantle.</p>
<p>Pan dietetyk wypytał mnie o wszystko. Co jem, jak jem, kiedy jem, ile razy dziennie oddaje stolec i jaki, i takie tam. Kazał udać się do wampirów i zbadać krew, a następnie zaprosił na specjalistyczną wagę towarową. Poprosił aby zdjął skarpetki a w ręce chwycił metalowe elektrody.<br />
- Nie kopnie? &#8211; spytałem zatroskany, choć z prądem mam do czynienia od kołyski.</p>
<p>Maszyna pobuczała, przez ciało me obłe przeleciało stado mrówek, i wypluła paragon. Bardzo długi paragon a na jego końcu widniała złowroga liczba 169,5. To chyba w funtach było? Pan dietetyk paragon obejrzał, z troską pokiwał głową i wygłosił dłuższe kazanie, którego nie będę przytaczać, podczas którego nieco się rumieniłem.</p>
<p>Maszyna określiła moja wagę docelową na 110-120 kg. Zatem mam do spalenia 49 kg. Mistrz od pokarmów powiedział, że zajmie to około roku. W myślach szybko przemnożyłem koszt wizyt przez 12 miesięcy i wyszła jakaś astronomiczna kwota. Mój wewnętrzny kalkulator wyświetlił „Error” <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Postanowiłem więc zrealizować plan najpóźniej do jesieni, tak aby jak nadejdzie ten zapowiadany koniec świata być z powrotem pięknym i młodym, bo może podstarzałych tuczników na podkład nie biorą?</p>
<p>A dlaczego „&#8230;. o chłodzie” w tytule? Abo zima w końcu przyszła i zrobiło się biało. Koniec świata, kochani, koniec świata!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/14/o-glodzie-i-chlodzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kindelek</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/28/kindelek/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/28/kindelek/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Dec 2011 19:48:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1993</guid>
		<description><![CDATA[No dobra, pękłem. Napisałem list do św. Mikołaja, a że byłem grzeczny, to zamiast rózgi położył mi pod choinkę, małego nowiutkiego kindelka. Wiem. Jakiś czasu temu napisałem: „Pomimo że straszliwy ze mnie technokrata, w czytelnictwie jestem tradycjonalistą. Stanowczo wolę papier. Swego czasu pożyczyłem od sąsiada e-readera i próbowałem coś przeczytać. Odpadłem bo dziesięciu minutach.” Naszła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F28%2Fkindelek%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/Kundelek.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1994" title="Kundelek" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/Kundelek.jpg" alt="" width="643" height="432" /></a></p>
<p>No dobra, pękłem. Napisałem list do św. Mikołaja, a że byłem grzeczny, to zamiast rózgi położył mi pod choinkę, małego nowiutkiego kindelka.</p>
<p><span id="more-1993"></span>Wiem. Jakiś czasu temu napisałem:<em> „Pomimo że straszliwy ze mnie technokrata, w czytelnictwie jestem tradycjonalistą. Stanowczo wolę papier. Swego czasu pożyczyłem od sąsiada e-readera i próbowałem coś przeczytać. Odpadłem bo dziesięciu minutach.”</em></p>
<p>Naszła mnie jednak ochota połknąć jeszcze raz książkę, którą czytałem lat temu dziesięć, a ponieważ w handlu dawno jej już nie ma, skoczyłem do antykwariatu z sympatycznym gryzoniem w logo, gdzie dobrzy ludzie chomikują różne pliczki.</p>
<p>Książkę musiałem trochę przeformatować, zmniejszyć czcionkę, i wrzuciłem ją na moją wiekową drukarenkę. Pluła papierem i pluła, ryzę prawie pożarła, koniec końców trzymałem w rękąch pachnący świeżym tonerkiem, plik ponad 300 kartek.</p>
<p>Zszyć za bardzo się tego nie da. Chyba żebym dwoma gwoździami do przyciętej deski przybił. Męczyłem się więc okrutnie, kartki przekładając, pilnując żeby się nie wymieszały (bo durny numerów stron zapomniałem wydrukować) ani z tym do wanny iść, albo przyjąć ulubioną pozycję horyzontalną.</p>
<p>W międzyczasie przeczytałem, że jest nowa wersja kindelka, czwórka. Kosztuje mniej niż 500 złotych, ma obraz znacznie bardziej wyrazisty i biały, i jest w ogóle och och ach ach. Jako, że Mikołaj zbliżał się wielkimi krokami, list więc napisałem, i mam.</p>
<p>Przeczytałem już na nim jedną książkę i przyznam, że jest super. Lekki, wygodny, ekran jest przy dobrym świetle bardzo biały i kontrastowy, strony przerzuca migusiem. Wielkość ekranu (6 cali) zupełnie nie przeszkadza. Szybko można się przyzwyczaić. Mieści się w kieszeni. Gdybym chciał tą samą ilość książek co do niego wepchnąłem mieć ze sobą, musiałbym taki wózek jak złomiarze posiadać.</p>
<p>Szkoda tylko, że nie ma ekranu dotykowego. Od paru dni bawię się bowiem innym gadżetem (Samsung Galaxy S) i bardzo mi się wodzenie paluchem po ekranie podoba. Ale o tym może następnym razem.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/28/kindelek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyznania cichego bloga</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/21/wyznania-cichego-bloga/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/21/wyznania-cichego-bloga/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Dec 2011 18:17:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1989</guid>
		<description><![CDATA[Jestem sobie cichy blog, spokojny blog, znam się z wami nie od dziś. Dzień ściga się z dniem, noc następuje po nocy, a u mnie cisza jak makiem zasiał. Oj niedobry mój pan, zły pan, zapomniał o mnie, porzucił. Co tam, sam nie jestem, zagląda do mnie co jakiś czas gość zbłąkany. Zwykle o szambo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F21%2Fwyznania-cichego-bloga%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/mary-and-max-electroshock-therapy1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1991" title="mary-and-max-electroshock-therapy1" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/mary-and-max-electroshock-therapy1.jpg" alt="" width="643" height="429" /></a></p>
<p>Jestem sobie cichy blog, spokojny blog, znam się z wami nie od dziś. Dzień ściga się z dniem, noc następuje po nocy, a u mnie cisza jak makiem zasiał. Oj niedobry mój pan, zły pan, zapomniał o mnie, porzucił.</p>
<p><span id="more-1989"></span>Co tam, sam nie jestem, zagląda do mnie co jakiś czas gość zbłąkany. Zwykle o szambo pyta, albo o pismo gotyckie, pędzenie bimbru, czy burdele w Monachium. Zbłądzi też żaczek, któremu wredny belfer wyprawkę na temat „W pustyni i w puszczy” zadał. Czasem pająk guglasty wpadnie, krzycząc już od progu: zmiany som? Ni ma? Eeee.. to spadufa.</p>
<p>Pan zaś, którego Fraglesim zwą, pewnikiem zapowiedzi premiera o wilczych oczach się przeraził, że harować ma do 67 roku życia (nota bene lubi cyfrę 67 bo to jego rocznik) i zamknął się w sobie. Nie powiem, zagląda codziennie rano. Dzisiaj na przykład trochę po czwartej. Wciska mnie w zakładkę ognistolisiastą, patrzy siorbiąc kawę czarną jak noc za oknem i wzdycha. O Boże miłosierny jak on ciężko wzdycha! Okrutnie mi go żal!</p>
<p>Czasem nawet bierze się za pisanie. Palcami śmiga po klawiszach, zacne zdania składa, myśli w bity przekuwa, sejw zapobiegawczo wciska, ale już po chwili to mejl go oderwie, to tłyter krzykliwy, czy ten najgorszy pożeracz czasu, niebiesko białe dziecię Cukrzanogórskiego (niem. Zuckerberg)</p>
<p>Oderwany nie wróci do pisania. Za pracę się zabiera, obiecując, że popołudniu napisze coś na mur i beton. Obiecanki cacanki, a mnie głupiemu blogaskowi radość. Po szesnastej pan warzywo przypomina, albo jak kto woli Jacka Nicholsona w locie nad kukułczym gniazdem, po elektrowstrząsach. Włos ma rozwiany, oczodoły puste, gałki czerwone pod biurko się potoczyły, ślinę toczy.</p>
<p>Cóż, sam się chyba zacznę pisać, tak jak same potrafią się zmyślać historię i sam się rozgryza orzech. A może to tylko taki czas? Czas ciemności, ani to zima, ani jesień. Przyjdzie dzień radosny, słońce mocniej przygrzeje, minutek zacznie przybywać na barani skok i zmartwychwstanę??</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/21/wyznania-cichego-bloga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Gdyby nie to chore państwo, parlibyśmy do przodu jak Chiny&#8221;</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/14/gdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/14/gdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Dec 2011 06:27:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1968</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F14%2Fgdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi20111214.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1969" title="fraglesi20111214" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi20111214.jpg" alt="" width="643" height="857" /></a></p>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi201112141.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1971" title="fraglesi20111214" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi201112141.jpg" alt="" width="643" height="973" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/14/gdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie lubię poniedziałków</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 18:21:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1965</guid>
		<description><![CDATA[Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej. Budzik (w tej roli komórka) rozdarł się punktualnie o szóstej. Ponieważ siedziałem w tym momencie w X-wingu (myśliwcu Luca Skywalkera) i za trzy sekundy miałem nacisnąć spust, aby rozpierniczyć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F13%2Fnie-lubie-poniedzialkow%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1966" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg" alt="" width="643" height="430" /></a></p>
<p>Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej.</p>
<p><span id="more-1965"></span>Budzik (w tej roli komórka) rozdarł się punktualnie o szóstej. Ponieważ siedziałem w tym momencie w X-wingu (myśliwcu Luca Skywalkera) i za trzy sekundy miałem nacisnąć spust, aby rozpierniczyć w drobny mak demoniczną Gwiazdę Śmierci, odruchowo wcisnąłem „drzemka”.</p>
<p>Po sekundzie budzik rozdarł się ponownie. Wkurzony, pomyliłem się i nacisnąłem na „katapultuj”. Wyfrunąłem z X-winga i ze snu. Gwiazda Śmierci ocalała. Zniszczę ją następnej nocy. O ile nie będę musiał ganiać jakiś Amazonek w Amazonii.</p>
<p>Leżałem w ciemnościach krojonych światłami samochodów i coś mi się nie zgadzało. Wychodziło na to, że 1 sekunda snu to 600 sekund na jawie. Zawsze myślałem, że jest na odwrót. Następnym razem wezmę niebieskie pigułki zamiast czerwonych.</p>
<p>Nie skłamie, że wyskoczyłem z łóżka jak sprężynka. Tak było jak miałem osiemnaście lat. Stękając i przeklinając w myślach praprzodka, który wypełzł na ląd, rozmasowałem obolałe plecy. Ubrałem się i podreptałem do kuchni. Sięgam ci ja po puszkę z narkotykiem a tam PUSTO!!!!!</p>
<p>Wydrapałem dno. Starczyłoby zaledwie dla krasnoludka i to takiego mniejszego.<br />
- Kawy? &#8211; spytałem kota Romana. Spojrzał na mnie cokolwiek dziwnie.<br />
- Mleka dawaj! &#8211; zawarczał po kociemu. Wlałem mu jego biały narkotyk.</p>
<p>Przypomniałem sobie, że na szczęście w żółwiku mam schowaną na czarną godzinę paczkę. Wyszedłem w ciemność nocy polarnej. Obszczekał mnie pies sąsiadów, który szczeka na wszystko co się rusza i jest poza płotem, nawet swoich właścicieli. Bo jak mówi sąsiad, ma bardzo prosty software (if out then szczekaj) i za cholerę nie można mu go zmienić. Oblał wszystkie kursy tresury.</p>
<p>Z nosem wetkniętym w parujący garnek z kawą, usiadłem przed komputerem i zacząłem 5401 dzień mojej kariery zawodowej. Przede mną jeszcze drugie tyle, albo i trzecie. Zapracuje wtedy na emeryturę w wysokości 750 zł, co będzie równowartością (inflacja!) 31 bochenków chleba. Z głodu nie umrę.</p>
<p>Wykonałem kilka telefonów, wysłałem kilkanaście mejli, dostałem parę setek, z czego większość była zapytaniem czy chce coś kupić (np. wyroby stalowe) albo informacją, że odtąd będę dostawał newslettera, z którego nie ma możliwości wypisania się. Sam nie wiem kiedy zrobiła się piętnasta. Dałem sygnał nogom, że pora znowu powalczyć z grawitacją. Tyłek odetchnął z ulgą.</p>
<p>Na dworze ciemności. Jak wstałem było ciemno. Jak skończyłem kręcić się w kieracie, ciemno. Mniemam, iż słońce przestało się pokazywać nad horyzontem. Kot Roman znudzony zalega całe dnie w fotelu. Pies Mila zamknął się w sobie miesiąc temu i udaje, że jest w śpiączce.</p>
<p>Gdy kilkanaście dni temu mocno wiało, Roman przynajmniej miał co robić. Stawał na początku pasa startowego (moja ulica) czekał na mocniejszy poryw huraganu, rozpościerał łapy, napinał ogon, który mu służył za statecznik pionowy i leciał, miaucząc radośnie „Grrrr mrrrr! Grrrr mrrrr!” co tłumacząc z kociego na nasze oznacza „Ja latam! Ja latam!”.</p>
<p>Jesienne wiatry wyszarpały cztery dorodne świerki ze spacerniaka, uznały, że dość. Zima się obraziła i nie ma zamiaru przyjść. Nie ma śniegu, nie ma mrozu, koszmar jakiś. Znowu atakuje gardło, włożę chyba głowę do zamrażalnika na trzy zdrowaśki i zduszę zimnem te zarazy. Połowa ludzi prycha, druga kicha. Reszta zdycha.</p>
<p>Od 17 do 19 miałem hiszpański. Rozmawialiśmy o zdrowiu, pieniądzach i seksie. Wielce ciekawy to temat, zwłaszcza kiedy ma się do powiedzenia tak wiele, a język niestety nie jest stosunkowo giętki i nie nadąża za głową. Ale to temat na na inny wpis.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

