Facebook

Wczoraj pożegnałem się z FB. Nie jest to definitywne rozstanie ale separacja. Chce spróbować jak będzie mi się żyć bez FB po paru latach codziennej na nim obecności. Czy niczym nałogowiec na odwyku pęknę i odwieszę konto? Parę razy od wczoraj łapałem się już na tym, że pasku przeglądarki zaczynam wpisywać fa… a ona usłużnie dopisuje mi ..cebook. Kasowałem. Na razie jestem silny.

Czytaj dalej

Młynarze

Zadzwonił wczoraj. Poprosił abym wpadł do niego, bo ma małą sprawę, w dogodnej dla mnie chwili, zajmie mi tylko parę minut. Przyjechałby sam, ale ciężko mu się wyrwać, siedzą do pracy do późnej nocy. – Mielimy – zaśmiał się w słuchawkę.
Mielimy? Młynarzem został, czy co? – pomyślałem zdziwiony.

Czytaj dalej

Ahmed Gdański [02]

Latem 2016 roku Ahmed Gdański zamknął swój mały osiedlowy sklepik. Nie miał już siły wstawiać kolejnej szyby w witrynie, ani zmazywać po raz kolejny wrogich mu napisów. Zresztą mało kto teraz u niego kupował, obroty spadły dramatycznie. Ponadto połowa jego dostawców odmówiła mu sprzedaży towarów, a druga podniosła znacznie ceny i chciała tylko gotówkę.

Czytaj dalej

Ahmed gdański

Od wczoraj jakiś niepokój panuje w uliczce. Stary Ahmed dziwi się i częściej niż zwykle nakłada krótką fajkę, patrząc w okno. Takich ludzi nie widział on tu jeszcze. Dlaczego zbierają się w grupki, dlaczego dyskutują gwałtownie gestykulując, co pewien czas pokazując na jego sklepik?

Są młodzi, ogoleni na łyso, ubrani w czarne skórzane kurtki, obuci w sznurowane, ciężkie buty. Widział już kiedyś podobnych, gdy wracał kolejką z Gdańska. Wsiedli we Wrzeszczu, podpici, rozgrzani meczem z którego wracali. Czytaj dalej

Inwazja śmierci z Plutona

Zrobili błąd wysyłając sondę, to ona naprowadziła nas na nich. Pierwotnie chcieliśmy tylko naprawić nasze statki, uzupełnić paliwo i odlecieć w stronę SDK58291, gdzie miało nastąpić zgrupowanie piątej Armii Cesarskiej. Po bitwie z wojskami rebeliantów, w układzie ZXASS234 byliśmy strasznie osłabieni.

Czytaj dalej

W szkle

Było ich dwóch. Chudy w okularach, ubrany po cywilnemu, ale z koloratką, i ten spasły z podwiniętymi rękawami, rzeźnik. Mimowolnie mrużył opuchnięte oczy. Światło stojącej na biurku lampy cięło jak żyletka.

– To powiesz nam w końcu gdzie to zrobiliście? – rybie oczy okularnika spojrzały na niego zza szkieł.

Milczał.

Rzeźnik podszedł od tyłu i z całej siły (po raz kolejny) zdzielił go długą pałką po nagich plecach. Zawył z bólu. Upadł na podłogę celi, zwijając w sobie. Embrion bólu.

Czytaj dalej

Koryto

Leżeli przy korycie, nażarci, chciało by się powiedzieć jak świnie, ale przecież byli świniami, zwierzętami równiejszymi spośród innych. Głosiły o tym rozstawione po całym folwarku wielkie tablice – „Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”. Inne zachwalały 25 lat wolności (przegonienia czerwonego knura) a jeszcze inne przedstawiały dokonania – „Przez osiem lat zbudowaliśmy dla was tyle a tyle pastwisk, tyle a tyle stodół, chlewów i wodopojów!” – krzyczały wielkie, pomarańczowe napisy na niebieskim tle, okraszone logo równiejszych ponad równymi. Były też takie, które straszyły groźnymi i podstępnymi kaczkami o piórach czerwono granatowych. Czytaj dalej

V RP

Drzwi wejściowe z wielkim hukiem wpadły do środka. W kłębach pyłu (gazu?) wparowali do środka. Ośmiu. Ubrani na czarno, w maskach gazowych. Laserowe celowniki pistoletów maszynowych kreśliły w powietrzu linie, niczym na dyskotece.

– Przecież były otwarte – wydusiłem z siebie gdy wróciła mi mowa – i o co cho…..
– Cisza! Ręce na stół, z dala od klawiatury! – przerwał mi brutalnie jeden z nich. Z wymierzonym we mnie czarnym okiem pistoletu maszynowego nie wypadało dyskutować.
– Czysto! – krzyknął po chwili jeden z nich.

Czytaj dalej

Tempus fugit, aeternitas manet.

0_600

O jakże marzą się mi już owe dni czerwcowe u progu lata, kiedy budzę się po piątej, a słońce już od godziny przemierza nieboskłon, za oknem drą się ptaki, a pobliską drogą przemykają pierwsze zaspane pojazdy. Ubieram się krótkie gacie, tiszort, sandały na gołe stopy, okradam lodówkę i wskakuje do rozgrzanego już słońcem auta, którego nie chciało mi się chować na noc do garażu, bo po co, skoro taka krótka.

Czytaj dalej