Smutne wesołe miasteczko

Wesołe miasteczko przybyło w czwartkowy poranek. W warkocie traktorów, w chmurze drażniących nozdrza spalin, nadciągnęło z południa, i rozsiadło się na wielkim, specjalnie na tą okazję skoszonym trawniku, przy czteropiętrowych domach z betonu, u wylotu drogi na Pieniężno.

Czytaj dalej

Rozmowy z samym sobą przy łuskaniu bobu

Dzisiaj siedzę sam na włościach. Graszka pognała z koleżanką Joanną. Mięso z wczoraj w lodówce masz, powiedziała, poradzisz sobie, zrób sobie do niego kuskus. Mięso zacne, karkówka, ale jakoś na kuskus nie miałem ochoty. Gdy zmógł mnie głód, oderwałem rzyć od pracowniczego fotela, wyłączyłem kierat cyfrowy i poczłapałem, masując obolałe długotrwałym siedzeniem plery, do warzywnika po wiecheć mięty.

Czytaj dalej

Dojrzałość i obfitość

Przełom lipca i sierpnia, czas kiedy lato się przełamuje. Pachnie dojrzałym zbożem. Przez ostatnie dni nadmierna wilgoć przeplatała się z tropikalnym skwarem. Opasłe chmury chłostały prądem ziemię i siebie nawzajem. Do tego wszystkiego lekkie przygięcie karku do ziemi harówką w kieracie. Odwróciłem się od świata zewnętrznego, wypaliłem oczy monitorem.

Czytaj dalej

Spłaszczenie

Siedzę za moją szafą przylepiony do oka monitora. Zza uchylonych okien gra deszcz. Powinienem iść na wieczorny spacer z trójnogim psem, zanurzyć w mokrość, ale ciężko oderwać mi się od fotela. Obłażą mnie wszędobylskie i cholernie szybkie muchy. Co zabiję jedną, trzy inne pojawiają się na jej miejsce. Idzie zwariować. Cholerne bio-drony.

Czytaj dalej

Idzie jesień

Mieszkam na końcu świata już ponad rok. Nie żałuję mojej decyzji, za żadne skarby nie wróciłbym do wielkiego miasta nad brzegiem zimnego morza. Jeśli muszę tam być, na szczęście rzadko, to gdy załatwię swoje sprawy zmykam przytłoczony wszechobecnym betonem, naporem ciżby, decybelowym smogiem.

Czytaj dalej

Morderczynie

Morderczynie były dwie. Chuda i gruba. Gruba była cała czarna jak noc, ze złotymi oczami. Chuda była młodsza, pod skóra grały sploty mięśni. Obie szybko wspięły się na brzozę. Nasamprzód chuda próbowała łapą wyciągnąć młode przez otwór. Rozpaczliwie zagrzebały się głęboko, przyczajone, świadome śmiertelnego niebezpieczeństwa jakie im grozi. Zrozpaczeni rodzice latali w bezpiecznej odległości od morderczyń. Nie mogli nic zrobić tylko patrzeć jak wali się ich świat.

Czytaj dalej

Czas dojrzewania

Lubię letnie wczesne poranki. Wstaję, robię sobie kawę, wypijam patrząc w oko monitora, próbując po raz kolejny, sam nie wiem po co, ogarnąć co dzieje się z tym światem. Patrzę na wojnę polsko polską, zresztą nie tylko naszą krajową, przez lunetę mego łącza LTE. Bity niosą ku mnie wzajemną nienawiść.

Czytaj dalej