
Od dawna mam marzenie – okrążyć nasz kraj żółtymi i białymi drogami. Zwiedzić Polskę prowincjonalną. Poznać świat nieznany żyjącym pod kloszem mieszkańcom dużych miast.

Od dawna mam marzenie – okrążyć nasz kraj żółtymi i białymi drogami. Zwiedzić Polskę prowincjonalną. Poznać świat nieznany żyjącym pod kloszem mieszkańcom dużych miast.

Z wyra się zwlekłem. Niebo niczym stara mokra ścierka. Deszcz próbuje rozbić szyby. Kot Roman wymoknięty szczęka pewnie gdzieś pod krzakiem. Jego wina, nie wrócił na noc do domu.

Młody przyniósł całkiem niezłą cenzurkę. Tyłka mu nie złoję, bo po pierwsze primo najlepszy wśród chłopaków w klasie (wiadomo dziewczynki to kujonki he he he) a po drugie primo gotów jeszcze w piwnicy odnaleźć moje świadectwa sprzed prawie trzydziestu lat, i mit tatusia co to się przykładnie uczył upadnie.

Co rusz ktoś wykrzykuje powyższe hasło na internetowych forach. Pokrzyczy, pomacha wirtualną szabelką, da upust frustracji i na jakiś czas poczuje się lepiej. A Adamowicz odejdzie… kiedy sam uzna, że pora. Co biorąc pod uwagę jego młody wiek może nastąpić koło roku 2040.

Dziunia urodziła się głodem w oczach. Godzinami potrafi wpatrywać się w pustą miskę, a gdy nie przynosi to efektu, trąca ją z wyrzutem czarnym mokrym nosem. Jest jeszcze bardzo młoda. Figlując wpada na meble, kwiaty, ludzi.
Pojechałem zagłosować.
Za to co powiem teraz, pewnie parę osób przestanie czytać mojego bloga. Trudno. Jestem uparty jak wół. Nikt ani nic nie przekona mnie do zrobienia czegoś czego nie chce. Po raz pierwszy w życiu, nie pójdę głosować.
– Dla Polski… Polskę… Polską…. Bić Niemców! – kwiczał mały knur wymachując raciczkami. Kurczowo trzymał się mównicy, bo paru innych próbowało go od niej oderwać. Nad wszystkimi powiewały niebieskie flagi ze złotymi gwiazdkami. I wielki plakat z pełnym żarcia euro korytem.
Szczerze mówiąc wyłączyłem się. Dużo pracy, a na dodatek obrzydzenie chrząkającymi wieprzkami, które chcą się dopchać do eurochlewa. Nie mogłem jednak pozostać biernym gdy Der Dziennik wypowiedział nam wojnę!
Jakiś czas temu napisałem: „[…] ze zgrozą stwierdziłem, iż dłoń moja, tak już jest zdeformowana od pisania na klawiaturze, iż napisanie (analogowo?) pary słów graniczy z bólem. To co pozostaje na papierze, przypomina przysłowiowe drapanie kury pazurem. Na koniec dodałem „Kusi mnie kurs kaligrafii.”