Czerwiec

Czerwiec dobiega końca, to był pracowity miesiąc. Poświęciliśmy go głównie na ogarnianie otoczenia domu, które po zeszłorocznym remoncie wyglądało jak poligon czołgowy. Starą dachówką z rozebranej stodoły utwardziłem podjazd, może nie wygląda to za pięknie, ale spełnia swoje zadanie.

Czytaj dalej

Sztormowo

Zaniedbałem się okrutnie przez lato. Obiecywałem sobie umieszczać moje wpisy fejsbukowe również na blogu, bowiem niektórzy moi znajomi są antyfejsbukowi. A poza tym treści na FB przelatują jak pociąg pośpieszny i znikają w nicości cyfrowej. Tyle tytułem wstępu. Oto wpis z 13 czerwca:

Sztormowo

Popadało rzęsiście, a teraz fika kozły pędziwiatr. Wyszedłem z trójnogim psem na wieczorny spacer. Wysoka topola na wjeździe szarpie się z wichrem. Pagórkowate łąki (jeszcze nie koszone w tym roku) wyglądają jak rozhuśtany ocean, zielona fala goni falę. Poszatkowane przez granatowe, ciężkie chmurzyska słońce smaruje złote plamy na rozbuchanej czerwcowej zieloności.

Czytaj dalej

EOS

Koty obudziły mnie tuż przed czwartą. Jako, że wcześnie poszedłem spać, przed dziewiątą zasnąłem nad niesamowitą książką „życie pasterza”, wyskoczyłem z łóżka niczym sprężynka. Na zewnątrz już jasno, słońce wstanie za około 40 minut. Wdziałem kaloszki, narzuciłem kapotę, chwyciłem aparat i wymknąłem się na pola.

Czytaj dalej

Pan samochodzik

– Co ja robię? Zawracaj! To bez sensu! Nie stać cię na to! Popełniasz koszmarny błąd! – biadolił wczoraj mój doszczętnie umęczony umysł, kiedy tuż po dziesiątej wyruszałem w trasę.
– Cha cha cha! – rżało serce – Hip hip Hurra! Dalejże wiśta wio!

Dzień był zaciągnięty deszczem, podszyty zimnem. Gnałem trasą przez Lelkowo na Grzechotki, z rykiem silnika, ścinając zakręty aby zdążyć na dwunastą do Starogardu (161km). Ekspresówka pusta, tylko trochę Rosjan jadących na zakupy. Do Elbląga dojechałem w 53 minuty, bijąc mój rekord.

Czytaj dalej

Oby do wiosny

Wieś nie jest wyłącznie sielska i anielska.
Tu trzeba urobić się po łokcie, zwłaszcza gdy z ugoru chce się zrobić rajski ogród, a w dodatku tego ugoru jest prawie hektar. Prawie pół kilometra po obwodzie, można się zasapać, zwłaszcza, że pagórkowate.

Czytaj dalej

Czołg

Dawno, dawno temu, gdy miałem może z jedenaście lat, moja śp. babcia Emilia kupiła mi czołg. Taki na baterie i – cud techniki! – bezprzewodowego pilota. Czołg był zielony, miał gumowe gąsienice, lufę na końcu której była mała żaróweczka i antenkę. Dumny jak paw wyniosłem go do kumpli na podwórko, którzy aż posinieli z zachwytu. Był wśród nich Sławek.

Czytaj dalej

Powrót Księcia Jarosława

Za górami, za lasami leżała kraina, przez mieszkańców zwana Wolską. Zamieszkiwał ci ją lud pracowity, spokojny i wielce Bogobojny. Zawistny jednak nieco, a i do kłótni braterskich skory. Nie miała ci szczęścia Wolska do władców, oj nie miała. Wielu królów rządziło nią. Przez kłótnie Wolan, obce mocarstwa najechały ją, a potem zawładnął nią smok czerwony, co to ze wschodu przyleciał był.

Czytaj dalej