
Pusta, bezludna plaża. Szare, zimne morze. Tak niedaleko od miasta, które ona nazywała Danzig, a on Gdańsk. Uporczywy wiatr, u progu wiosny, próbował zerwać im kapelusze z głów.
– Musisz jechać Angelo? – odezwał się w końcu.

Pusta, bezludna plaża. Szare, zimne morze. Tak niedaleko od miasta, które ona nazywała Danzig, a on Gdańsk. Uporczywy wiatr, u progu wiosny, próbował zerwać im kapelusze z głów.
– Musisz jechać Angelo? – odezwał się w końcu.

Właśnie przeczytałem na gazeta.pl: “Już za dwa tygodnie PiS może nam wprowadzić całkowity zakaz dostępu do pornografii, także w internecie. Jej posiadanie i sprzedaż ma być karane więzieniem”

Osobisty komunikator cicho zamruczał. Zszedł z roweru, wytarł się ręcznikiem. Jak na swoje 120 lat, czuł się wyśmienicie. Z dumą spojrzał na odbicie w lustrze. Swoje robiło też, znacznie mniejsze niż na ziemi, ciążenie.

Mój luby, Jaro Kaczy Kooper, jest szeryfem. Ja zaś pielęgniarką. Bardzo się miłujemy ale ukrywamy to przed mieszkańcami naszego Ducktown. On mówi do mnie słodko szczypcia.

– Stój! na glebę! leżeć! – trzech ubranych po cywilnemu policjantów dociska starszego pana do ziemi
– Ale co? za co? – protestuje siwy gość
– Ty już dobrze wiesz! Koło szkoły się kręcisz, niby na wnuczka czekasz zboczeńcu!

Zadzwonił telefon.
– Dzień dobry. To ja, pański prokurator. Jestem właśnie w okolicy, mógłbym wpaść na chwilę?

– Ahmad, as-salam alajkum, ichwan
– wa-alajkum as-salam, Mohamad, co u ciebie? matka zdrowa? dżajjidan ?
– na’am, salim, salim, Allah akbar!

Księga pierwsza
HOŁOTA
Dwór był biały, wśród pól zielonych położony.
Jarosław przechadza się zaniepokojony
W okno patrzy, na zegar zerka, widać czeka
myśl przemyka – droga zapewne jest daleka

– Witaj bracie Jarosławie
– Pis z tobą, bracie Romanie, przytul mnie, szybko! Czytaj dalej
Wszedł na trybunę. Nie czuł tremy. Jak okiem sięgnąć rozciągało się morze głów. Najwierniejsi z wiernych. Jego żołnierze. Czekali nerwowo na to, co ma im do powiedzenia.