O głodzie i chłodzie
Oj niedobrze, niedobrze, ciężki czas mi nastał, i to na własne życzenie, a na dodatek za własne (ciężko zarobione) pieniądze. Ci co mnie znają w realu, wiedzą, że kawał ze mnie chłopa. Pomyśleć, że lat temu dwadzieścia, na studiach, byłem piękny i młody. Niestety teraz tylko „i” pozostało.
Kindelek
No dobra, pękłem. Napisałem list do św. Mikołaja, a że byłem grzeczny, to zamiast rózgi położył mi pod choinkę, małego nowiutkiego kindelka.
Wyznania cichego bloga
Jestem sobie cichy blog, spokojny blog, znam się z wami nie od dziś. Dzień ściga się z dniem, noc następuje po nocy, a u mnie cisza jak makiem zasiał. Oj niedobry mój pan, zły pan, zapomniał o mnie, porzucił.
„Gdyby nie to chore państwo, parlibyśmy do przodu jak Chiny”
Nie lubię poniedziałków
Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej.
Książki których nikt nie chce
Byłem ostatnio w księgarni znajdującej się w pobliskim centrum handlowym. Przy otwartych na całą szerokość drzwiach leżą nowości ze zniżką 25%. Obok nich starsze za 9.99, a parę nawet za 4,99 złotych. Jako, że księgarnia jest w głównej alejce prowadzącej na dużą halę zakupową, co chwila ktoś tędy przechodzi, zwłaszcza wieczorową porą. Starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, dzieci. Trzymałem w ręku jakąś książkę, i patrzyłem w ich stronę.
Po co piszę?
Na ścianie, za moimi plecami, koło starego zegara babci Emilii, wisi duży obraz, zdjęcie z plaży w Lubiatowie wydrukowane na płótnie. Porannemu słońcu udało się prześliznąć przez kraty celi. Padający ukosem złoty promień rozświetlił ciemne, zrobione u schyłku lata zdjęcie.
O wyobraźni
Książka była stara. Miała twarde okładki, oprawione w czarne płótno. Na grzbiecie srebrzył się tytuł. Litery były tłoczone, można było niczym niewidomy, wodząc po nich palcem, próbować je odczytać. Była duża, znacznie większa od moich pozostałych książek. Rolls Royce wśród trabantów i syrenek.
taki sobie tekścik
Czasem chciałbym aby życie zatoczyło niesamowitą pętlę, lub żeby można było cofnąć czas, i stałbym jak tamtego czerwcowego poranka, trzynaście lat temu, ogolony z umytą głową, z teczką w dłoni, otwierałbym kluczykiem drzwi koralowej beczki 240 diesel, czekałbym cierpliwie aż zgaśnie pomarańczowa lampka, i zapalał motor.










