EOS

Koty obudziły mnie tuż przed czwartą. Jako, że wcześnie poszedłem spać, przed dziewiątą zasnąłem nad niesamowitą książką „życie pasterza”, wyskoczyłem z łóżka niczym sprężynka. Na zewnątrz już jasno, słońce wstanie za około 40 minut. Wdziałem kaloszki, narzuciłem kapotę, chwyciłem aparat i wymknąłem się na pola.

Czytaj dalej

Pan samochodzik

– Co ja robię? Zawracaj! To bez sensu! Nie stać cię na to! Popełniasz koszmarny błąd! – biadolił wczoraj mój doszczętnie umęczony umysł, kiedy tuż po dziesiątej wyruszałem w trasę.
– Cha cha cha! – rżało serce – Hip hip Hurra! Dalejże wiśta wio!

Dzień był zaciągnięty deszczem, podszyty zimnem. Gnałem trasą przez Lelkowo na Grzechotki, z rykiem silnika, ścinając zakręty aby zdążyć na dwunastą do Starogardu (161km). Ekspresówka pusta, tylko trochę Rosjan jadących na zakupy. Do Elbląga dojechałem w 53 minuty, bijąc mój rekord.

Czytaj dalej

Oby do wiosny

Wieś nie jest wyłącznie sielska i anielska.
Tu trzeba urobić się po łokcie, zwłaszcza gdy z ugoru chce się zrobić rajski ogród, a w dodatku tego ugoru jest prawie hektar. Prawie pół kilometra po obwodzie, można się zasapać, zwłaszcza, że pagórkowate.

Czytaj dalej

Czołg

Dawno, dawno temu, gdy miałem może z jedenaście lat, moja śp. babcia Emilia kupiła mi czołg. Taki na baterie i – cud techniki! – bezprzewodowego pilota. Czołg był zielony, miał gumowe gąsienice, lufę na końcu której była mała żaróweczka i antenkę. Dumny jak paw wyniosłem go do kumpli na podwórko, którzy aż posinieli z zachwytu. Był wśród nich Sławek.

Czytaj dalej

Powrót Księcia Jarosława

Za górami, za lasami leżała kraina, przez mieszkańców zwana Wolską. Zamieszkiwał ci ją lud pracowity, spokojny i wielce Bogobojny. Zawistny jednak nieco, a i do kłótni braterskich skory. Nie miała ci szczęścia Wolska do władców, oj nie miała. Wielu królów rządziło nią. Przez kłótnie Wolan, obce mocarstwa najechały ją, a potem zawładnął nią smok czerwony, co to ze wschodu przyleciał był.

Czytaj dalej

Wśród nocnej ciszy syk się rozchodzi

To zdarzyło się parę ładnych dni temu, muszę zapisać bo umknie. Nad ranem poczułem, że moje cztery litery przyziemiły. Niezbyt to miłe uczucie bo klepisko jest nie dość że twarde to i lodowate. Leżałem w ciemnościach, próbując zrozumieć co się stało, a temperatura odwłoku spadała z 36,7 do zera absolutnego.

Czytaj dalej

Singing on the rain

Wczoraj wieczorem rozpętało się piekło. Zeus wściekł się na śmiertelnych za to, że psują mu planetę, którą z takim trudem stworzył. Ciskał gromami gdzie popadło, zaś jego pomocnik Neptun wylewał oceany wody. Zabarykadowałem się w namiociku, włączyłem olejak, nakryłem po uszy śpiworem. Było ciepło, sucho i prawie, że domowo.

Czytaj dalej

Tuzin zaginionych jaj

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się dlaczego kury wstrzymały produkcję jaj. Zostały co prawda tylko dwie, ruda i czarna, kogut się nie liczy bo swoich jajek nie odda, ale każda z nich powinna dawać co najmniej jedno jajko co dwa dni. A tu pupa blada, z jajecznicy nici. Żarły tylko ze smakiem kurkę naturkę, wydłubywały różne robale, ale gniazda pozostawały puste.

Czytaj dalej