Hossa, Hossa ach to ty, czyli dzień z życia Leszcza

Wstaje szary listopadowy świt. Popijając mocną kawę wchodzę do netu. Uff! Ameryka świeci na zielono. Zapowiada się niezły dzień!

Wstaje szary listopadowy świt. Popijając mocną kawę wchodzę do netu. Uff! Ameryka świeci na zielono. Zapowiada się niezły dzień!

W nocy sypnęło. Efekt widać na powyższym zdjęciu. Notabene tak wygląda aktualne fraglesowe podwórko. Poranek zacząłem od odgruzowywania wyjazdu z garażu. Spadło na szczęście tylko 30 cm. Gdyby więcej, musiałbym kopać tunel do najbliższej ulicy, co oznacza przewalenie około 30 ton śniegu łopatą. Tu gdzie mieszkam żaden pług nie zapuszcza się.
Ojciec Dyrektor siedział zamyślony w fotelu, w sali konferencyjnej, znajdującej się w trzecim (i ostatnim) kręgu bezpieczeństwa. Na jego głową widniał pozłacany napis Fides, Ratio et Patria. Oprócz niego, wstęp miało tu tylko kilka najbardziej zaufanych, zgromadzonych właśnie, osób.

- Psze Pani a Jarek i Leszek rzucają w nas kamieniami.
- Jak to rzucają kamieniami?
- Psze Pani, oni powiedzieli, że z taką hołotą nie będą się zadawać.

Dziś poczułem się jak ryba (ponownie) wpuszczona do wody. Lub jak ptak, który wzniósł się w niebieskie bezkresne przestworza, a skrzydła oparł o chmury. Odżyłem! Siły odzyskałem. Źrenica ma znów jasna. Przenikliwa, świdrująca.
Wiele wody upłynęło w Rio Vislos. Lud prowincji Pueblo Obscuro, w wyniku pokojowej rewolty, przekazał władzę w ręce Leoncio Don Tuskos. Tobiasz Don Kaczos, brat miłościwie panującego cesarza Don Pedro II, został zmuszony oddać fotel gubernatora prowincji.
Dzisiaj oddaje głos mojemu Tacie. Miłego czytania
Odezwali się Prymas Glemp, jakiś inny ważny biskup, no i oczywiście o. Rydzyk. Wszyscy Oni ubolewają, że PIS przegrał wybory. Słychać podobno z tych „ust” – znam te wypowiedzi tylko ze streszczeń dziennikarskich – że rząd tej partii zrobił już bardzo wiele dobrego i zrobiłby więcej, ale wszyscy się sprzysięgli żeby zniszczyć Polskę, najbardziej katolicki kraj Europy. Ci źli starają się doprowadzić do jego laicyzacji, „oddać w ręce szatana” itd. Sprawa jest więc bardzo poważna. Cóż, wypowiedzi w takim tonie się spodziewałem i już kilka dni temu wiedziałem, że poniższy tekst chyba będę musiał – dla osobistej higieny psychicznej – napisać.

Na ekranie ukazywały się słupki z wynikami. Euforia jednych, depresja drugich.
- Zobaczyć minę Kaczora po wyborach, bezcenne! – skwitował Agent Smith